<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236</id><updated>2011-07-30T16:07:56.549+02:00</updated><category term='Samarkanda'/><category term='WIUT'/><category term='Dzień Niepodległości'/><category term='Taszkent'/><category term='Uzbekistan'/><category term='akademik'/><category term='Buchara'/><category term='ZSRR'/><category term='Chiwa'/><category term='Polska'/><category term='wakacje'/><category term='ambasada'/><category term='góry'/><category term='Termez'/><category term='Duszanbe'/><category term='on the road'/><category term='Irygacjonnyj'/><category term='Karabach'/><category term='Biszkek'/><category term='Tadżykistan'/><category term='Pik Lenina'/><category term='Kirgistan'/><title type='text'>Taszkentczyk</title><subtitle type='html'>...rzecz o tym, jak Wielkopolanin zamieszkał na przedgórzu Tien-szanu...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>52</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-5770544047226892095</id><published>2010-10-08T21:59:00.008+02:00</published><updated>2010-10-09T14:49:34.210+02:00</updated><title type='text'>Avtorynok</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;To jest post, jaki chodził mi po głowie od samego początku mojego pobytu w Uzbekistanie, a więc od stycznia. Brakowało jednak koncepcji i czasu na jego napisanie. Wiem, że tym razem również nie uda mi się wyczerpać tematu a jedynie zasygnalizować pewne kwestie, ale uznałem, że lepszy rydz niż gołąb na dachu (a właśnie tak!).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Począ&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tkowo chciałem, realizując zasadę &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;zwei Fliegen mit eine Klappe schlagen&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, omówić poza samocho&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dami, i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nne kwestie związane z ruchem drogowym jako takim. Niestety tak zakreślony temat okazał się zbyt ambitny&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m i zdecydowałem się jedynie na krótki oraz wybiórczy przewodnik po radzieckiej, rosyjskiej i uzbeckiej motoryzacji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Każdemu, kto przybywa do Związku Radzieckiego rzuca się w oczy inny motoryzacyjny świat, wyraźnie odrębny od tego znanego nam z PL i Europy Zachodniej. Cechą wspólną wszystkich państw byłego Kraju Rad jest ogromna ilość automobili produkcji radzieckiej i rosyjskiej. W jednych krajach ich odsetek jest większy (Uzbekistan, Armenia), w innych mniejszy (Kirgistan, Gruzja), ale nigdzie nie trzeba się wielce natrudzić, by je odnaleźć na drodze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wprowadzę mały podział na grupy dla przejrzystości postu:&lt;/span&gt;  &lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Samochody osobowe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Łada&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W dziedzinie s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;amochodów osobowych dominują oczywiście Łady, a w ich szeregach, w szczególności, produkowane początkowo na włoskiej licencji Fiaty 124, które zyskały określenie Żiguli (na własny użytek określone przez mnie, za Sokołem, Żigulinami, &lt;/span&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XSuiZvQI/AAAAAAAAU_4/bD0vXEFjVR0/s1600/100_1701.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XSuiZvQI/AAAAAAAAU_4/bD0vXEFjVR0/s400/100_1701.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525801615792651522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;często z homeryckim epitetem „przebrzydłe”). Łady (produkcji WAZ – Wołżańska Fabryka Samochodów w Togliatti &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ВАЗ - Во́лжский автомоби́льный заво́д&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;) obdarzane były numerami odpowiadającymi poszczególnym ich modelom. Dużo wody upłynęło w Mesznie nim udało mi się jako tako, choć bez 100% gwarancji pewności, rozgryźć jakim Żigulinom odpowiadają jakie numery. Na ale spróbujmy. Najstarszy numer, czyli „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2101"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;adinka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („jedynka”), zwana również „kopiejką” jest łatwa do zidentyfikowania – wy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gląda najbardziej klasycznie (przypomina najstarsze modele Fiata 124 i ma okrągłe przednie reflektory. Mo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dyfikacją tego modelu jest „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2103"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;trojka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;" („trójka"), której dano podwójne przednie reflektory i ładną chromowaną listwę boczną. Kolejna jest „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2106"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szestjorka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („szóstka"), która ma już zmienioną karoserię, posiada okrągłe (podwójne) reflektory przednie. Z tyłu wyróżnia ją chromowana cieniutka prostokątna „oblamówka” wokół całego bloku świateł i rejestracji. „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2105"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Piatjorka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („piątka”) ma już zmienione w stosunku do „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;szestjorki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” przednie reflektory, które stały się prostokątne. Podobnie zmieniono wygląd tylnych świateł. Kolejnym modelem była, jak się łatwo domyślić, „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2107"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;sjemiorka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („siódemka”), która uzyskała odmienioną kastę z wyeksponowanym przedni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m grillem i prostokątnymi światłami przednimi i tylnymi (podobne do „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;piatjorki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”).. A co z „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2102"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dwojką&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” i „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2104"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;czetwiorką&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”? – spyta czujny czytelnik. Tę zagadkę rozwiązałem niedawno. Otóż są to wersje kombi odpowiednio: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kopiejki&lt;/span&gt;” oraz „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;piatjorki&lt;/span&gt;”. Poszczególne wersje zapewne różniły się także montowanymi w nich silnikami i in&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nymi „bebechami”, ale ja jestem zbyt dużym ignorantem, by w tej dziedzinie zabierać głos. Jak z powyższego wynika – dla &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mnie Żiguliny różnią się światła&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mi! BTW, na dobrą sprawę to nie jestem nawet pewien czy wszystkie modele od „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;adinki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” do „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;sjemiorki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” zyskały zaszczytne miano „Żiguli”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czy lista modeli Łady skończyła się na „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;sjemiorce&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”? Otóż nie. Jak udało mi się ustalić kolejne modele również uzyskiwały numerację, ale strasznie trudno jest znaleźć osobę, która by kompetentnie potrafiła wyłożyć na czym to dokładnie polega. „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2108"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wasmiorka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („ósemka”), to inaczej Łada Samara w kanciastym wydaniu – wersja trzydrzwiowa. „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2109"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Diewjatka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („dziewiątka”) to pięciodrzwiowa wersja Samary. Do tego jeszcze na 100% istnieje Łada „&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2110"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;diesjatka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” („dziesiątka”) - obły sedan, jeśli się nie mylę, to określany mianem Łady Sputnik... Nie udało mi się określić, czy kolejnym modelom Ł&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ady nadawano dalsze wyższe numery – część rozmówców twierdzi, że tak i że podpadają pod to nawet modele Łady Nivy (ale bliżej nic więcej nie da się z nich wydobyć), część, że liczba dziesięć wyczerpuje tę wyliczankę. Jak jest naprawdę? Będę się starał to wy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jaśnić…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wspomniałem przed chwilą o &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%81ada_Niva"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ładzie Nivie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Ten &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;model postanowiłem włączyć do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;samochodów osobowych, bo jednak określenie „terenówka”w odniesieniu do Nivy nie chce mi do końca przejść przez gardło. Niv najwięcej widziałem na Zakaukaziu – bardzo popularna w Karabachu. W Uzbekistanie nie ma jej dużo. Samochód ten jest (a jeszcze bardziej był) bardzo popularny w Brazylii, gdzie w latach 90. zlokalizowano fabrykę tych aut. Modeli Nivy również jest co najmniej kilka, które dla mnie różnią się, tak jak i Żiguliny, przede wszystkim reflektorami tylnymi i przednimi. Niemniej jednak ten model Łady przeszedł ostatnio największy lifting – obecnie jest serwowany klientom pod marką Chevroleta – zyskał nowe obłe kształty i w niczym nie przypomina poprzednich modeli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Łady są najczęściej pimpowanymi samochodami w byłym Sojuzie. Najprostszy pimping polega na zakupie białej Łady (bez znaczenia czy Żiguli – najlepi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ej „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;siemjorki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”, czy Nivy) i wyposażeniu jej w przyciemniane szyby – najlepiej całkowicie czarne (w Uzbekistanie to nie p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzejdzie oczywiście: vide &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/uzbekistan-czyli-taszkentczyk-wraca-do.html"&gt;post o podróżowaniu po Uzbe&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, ale w takiej Armenii to już norma) oraz aluminiowe felgi, najlepiej do tego jeszcze niskoprofilowe opony. Najbardziej skomplikowane pimpingi to już przerabianie Żigulinów na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;knight-ridery&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; :P Odsyłam do YT po szczegóły:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;object style="font-family: arial;" height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XlDXoOf0dSA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XlDXoOf0dSA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;W&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;ołga&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;G&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;AZ - &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ГАЗ&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Горьковский автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Gorkowska Fabryka Samochodów w Niżnym Nowogrodzie)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wo%C5%82ga_GAZ"&gt;Wołga&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; była i jest najbardziej luksusowym modelem radzieckiej i rosyjskiej myśli motoryzacyjnej. W czasach PRL-u uchodziła za limuzynę (moi rodzice jechali Wołgą do ślubu – pełen szpan!). Samochód ten, co trzeba przyznać, jest wielki – szeroki jak ci&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ęż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;arówka z dużymi, wygodnymi kanapami, przestrzennym bagażnikiem – istny krążownik szos! Dotyczy to wszystkich&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; modeli Wołg. Pierwsza Wołga przypominała wyglądem amerykańskie samochody i nie sprawiała wrażenia aż tak ogromnej taczki. Pod koniec lat 70. pojawił się model Wołgi najbardziej znany w Polsce, czyli ten, którym w czarnej odmianie straszono dzieci. W latach osiemdziesiątych zmieniono wygląd przedniego grilla z chromowanego na plastikowym. Przy czym, mi osobiście bardziej podoba się ten z plastikowym. Na tym jednak historia Wołgi się nie kończy, choć jej kolejne wcielenia nie są w Polsce praktycznie znane. Można jeszcze wymienić trzy kolejne modele.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Moskwicz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;МЗМА&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Московский Завод Mалолитражных Aвтомобилей&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Moskiewska Fabryka Samochodów Małolitrażowych)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XTI647rI/AAAAAAAAVAA/i26YYo8pjDw/s1600/IMG_9382.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XTI647rI/AAAAAAAAVAA/i26YYo8pjDw/s400/IMG_9382.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525801622874681010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Musiałem przyjechać aż do Uzbekistanu, żeby swobodnie obserwować te &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%BE%D1%81%D0%BA%D0%B2%D0%B8%D1%87-408"&gt;wehikuły&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; na szosie. Wynika to oczywiście ze specyficznych warunków tego kraju. Wysokie cła importowe ogromnie podniosły wartość samochodów, więc nawet takie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;abytki poruszają się po drogach. W innych państwach WNP te sprzęty już w dużej mierze zanikły, no może za wyjątkiem iże&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wskiego (produkowanego w fabryce w Iżewsku pod marką Iż) &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%BE%D1%81%D0%BA%D0%B2%D0%B8%D1%87-412"&gt;Moskwicza-412 &lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w wersji zabudowany pick-up.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Zaporożec&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ЗАЗ (Запорожский автомобилестроительный завод – Zaporoska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;O tym cudeńku z Ukrainy, a konkretnie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%90%D0%97-968%D0%9C"&gt;modelu 968&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, nie będę się rozpisywał – każdy bez problemu znajdzie w Internecie mnóstwo dowcipów na ich temat. Za recenzję niech posłuży napis umieszczony na tylnej szybie przez zdystansowanego do rzeczywistości posiadacza tego autka: „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Za to nie pieszkom!&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”. Taaaaak, mając Zaporożca, tym tylko można się pocieszać :P&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Daewoo&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;No tych wspaniałych władców uzbeckich szos, tak dobrze znanych przecież z Polski 10 lat wcześniej, nie mogło zabraknąć w niniejszym poście. Ich ogromna liczba w Uzbekistanie wynika oczywiście z faktu istnienia zakładów produkujących te cuda w tym kraju. Na oko (to chłop w szpitalu umarł, wiem) 50%, a może i więcej, aut poruszających się po Uzb&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ekistanie to Daewoo. Wśród osobówek dominują oczywi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ście Nexie, Matizy, Tico oraz coraz częściej bardziej eleganckie Leganzy. Rzadko występują E&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;spero a Lanosów, tak dobrze znanych z PL czy UA, to w ogóle nie uświadczysz (no chyba że w drodze najprawdziwszego wyjątku). Obecnie nie produkuje się już w ogóle Tico, jednak są one bardzo popularne a ich rynkowe ceny są wyższe aniżeli nowych Matizów. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest… ich waga. Otóż Tico jest ponoć sporo lżejszy od Matiza, co z kolei wydatnie ogranicza zużycie paliwa. Toporny design tych samochodów nie ma dla ich właścicieli wielkiego znaczenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zatytułowałem ten podrozdzialik Daewoo, choć winienem, gwoli ścisłości określić go mianem Daewoo/Chevrolet, albowiem po upadku Koreańczyków, przedsiębiorstwo przejęli Amerykanie. Zabawne wrażenia sprawia widok Matiza bądź innego wehikułu rodem z Korei z logo Chevroleta. Po przejęciu Nexia została poddana lekkiemu liftin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gowi, który jednak nie posłużył jej najlepiej. Stara Nexia nie grzeszyła pięknością, ale jak na swoje czasy w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yglądała dużo lepiej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nexia jest też ulubionym samochodzikiem miejscowych majsterków-gangsterków z dostępem do kieszeni bogatych tatusiów. Samochód jest zazwyczaj koloru czarnego – w odróżnieniu od białych Ład&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;sjemiorek&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”. Są więc dwa odrębne gangi samochodowców, przy czym moją wyraźną sympatię budzą Ładowcy, jako archetypiczni przedstawiciele egalitarnego plemienia „bratańskiego”, w odróżnieniu od zamkniętego kręgu zazwyczaj bubkowatych snobów od Nexii.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;B. Samochody dostawcze/busy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Gazela&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tu chyba nikt nie ma wątpliwości, że w tej kategorii dominują &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%90%D0%97%D0%B5%D0%BB%D1%8C"&gt;Gazele&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, a ich nazwa dla wielu w byłym Sajuzie stała się synonimem samochodów o tej wersji nadwozia (jak w Polsce z rowerami oraz adidasami ;) ). Gazele śmigają jako marszrutki, dostawczaki, karetki itp. Projektanci ewidentnie inspirowali się wyglądem Forda Transita i dla wprawnego oka odróżnienie obu może st&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anowić problem – szczególnie od tyłu. Ale i na to jest sposób! Ga&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zele są przeznaczone na cięższa warunki drogowe oraz większe obciążenia (chyba każdy wie, że do Gazeli wejdzie dwa od trzech razy więcej pasażerów niż jest gęsto ustawionych miejsc siedzących), co znalazło odbicie w wyposażeniu tylnej ośki samochodu w cztery koła, a nie dwa, jak ma to miejsce w Transitach. Nie muszę dodawać, że Gazele są poza tym dużo toporniejsze od Transitów, ale za to pewnie tańsze i łatwiejsze w naprawie (z tego sprzęt rosyjskiej proweniencj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i przecież słynie!). Jedna rzecz ogromnie mnie drażni/dziwi (złe słowa, bo na Wschodzie mało co mnie dziwi, a tym bardziej wkurza – człowiek cały czas musiałby się denerwować – szkoda życia!!) w Gazelach-marszrutkach, mianowicie: umieszczenie zewnętrznej klamki bocznych rozsuwanych drzwi. Klamka nie znajduje się, jak tego można by ocze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kiwać, z prawej strony, patrząc od zewnątrz (otwierając, drzwi odsuwają się one w lewo), lecz z dalszej, lewej strony. Dla zmylenia umieszczono oczywiście z prawej strony drzwi uchwyt, który wielu bierze za klamkę. Stąd często drzwi G&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;azeli obklejone są strzałkami ukazującymi, gdzie otwierać. Oczywiście ludziska tak czy siak mają problemy z otwarciem i wkurzają kierowców oraz pasażerów swoim marnotrawstwem cennego czasu. Nie muszę dodawać, że bardzo często stosunki na linii kierowca marszrutki (zazwyczaj zarazem właściciel samochodu) – pasażerowi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e są napięte! Ja tam się nie dziwię: wpuszczać tę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; całą hołotę pasażerską do własnego auta… Skandal!! Wracając do mechanizmu otwierania drzwi, dla kontrastu wewnętrzna klamka została umieszczona logicznie, czyli z lewej strony od wnętrza auta patrząc. Ot, taki żarcik konstruktorów ;) Bezinteresowna złośliwość ludzka nie zna granic. Pewnie zwijają się w kułak, widząc jak pasażerowie szukają instynktownie klamki z prawej strony drzwi, doprowadzając do szału kierowców Gazeli. Przynajmniej ja prawie zawsze wymiękam na ten widok :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;BTW, jeszcze kilka lat temu (powiedzmy: trzy) uświadczenie Gazeli na naszych drogach byłoby potraktowane jako wydarzenie niemniej niesamowite, jak spostr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zeżenie ZiŁa-130 (o których oczywiście dalej) w odwróconych barwach: biała szoferka z niebieską maską. Obecnie jest już tych wehikułów całkiem sporo – mam na myśli Gazele w Polsce oczywiście, bo na ZiŁ-a z odwróconymi barwami ciągle czekam :P&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Damas&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Specyfika Uzbekistanu polega&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; na tym, że jako marszrutki niezwykle popularne są wehikuły produkcji Daewoo, czyli Damasy, zwane pieszczotliwie przez nas Damaszkami. Są to typowe azjatyckie wynalazki, czyli wąziutkie mini-busy z mie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jscami siedzącymi na 6 osób (łącznie z kierowcą), co oczywiście nie przeszkadza załadować ich nawet dwukrotnie większą populacją ludzką. Jak się patrzy na te samochodziki kołyszące się na równej powierzchni jezdni, to ma się wrażenie, że zaraz któryś wykolebocze się na bok. Podobnie winien on zachować się przy dużym wietrze bocznym. Jednak, przyznaję, jeszcze nigdy w życiu nie wiedziałem, by spotkał je taki los. Najwyraźniej zadbano o niskie umieszczenie środka ciężkości :)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;UAZ 452&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;УАЗ&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Ульяновский автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Uljanowska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tej dziedzinie należy również wspomnieć o &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A3%D0%90%D0%97-452"&gt;UAZ-ach 452&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, popularnie zwanych „buchankami”, czyli bochenkami, albowiem rzeczywiście przypominają z kształtu bochen chleba tostowego. Samochodziki te są pewnym rozwiązaniem pośrednim między busem/dostawczakiem a samochodem terenowym. Wyposażono je bowiem w możliwość przełączania napędu z dwóch na cztery koła. Nie można powiedzieć, żebym zakochał się w tym samochodzie od pier&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wszego wejrzenia, bo nie jest on specjalnie urodziwy, ale po tym, co Dagwa nam zaprezentował podczas pobytu w Mongolii kilka lat temu, pojawiło się we mnie pożądanie! Ja chce mieć UAZ-a 452! Cóż może kiedyś… :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;ErAZ, RAF i polskie akcenty&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;UAZ-a 452 nie można mylić z innym cudem radzieckiej motoryza&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cji dostawczo-osobowej obłego kształtu, czyli &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%95%D1%80%D0%90%D0%97-762"&gt;ErAZ-em&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ЕрАЗ - Ереванский Автомобильный Завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – Erywańska Fabryka Samochodów). Rzadko widuje się je na drogach, najczęściej w Armenii, co nie powinno dziwić, wszak były produkowane w Erywaniu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tej dziedzinie nie można również zapomnieć o samochodach marki &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A0%D0%90%D0%A4-2203"&gt;RAF&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;РАФ - Рижская Автобусная Фабрика / Rīgas Autobusu Fabrika&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Ryska Fabryka Autobusów), które były produkowane na Łotwie. Sporo ich jeździ ciągle po Armenii, w innych regionach byłego ZSRR są raczej rzadkością – nigdy nie widziałem ich w macierzystej Rydze!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wspomnieć jeszcze muszę o dawnej popularności polskich wehikułów &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;– Żuka i Nysy w byłym ZSRR. W dalszym ciągu można dostrzec jeszcze jej spuściznę. Ja miałem tę przeogromną przyjemność dotychczas na Zakaukaziu i w Azji Środkowej. Są to niestety jedyne pojazdy made in Poland, które można dostrzec na szosach Związku Radzieckiego. Nigdy nie widziałem na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;obszarze ZSRR polskich autobusów (poza Solarisami w Rydze i Wilnie – ale to nie jest dla mnie taki ZSRR pełną gębą :P ), ciężarówek czy osobówek. BTW, nie wiem, na jakim etapie jest kwestia zakupu Solariów dla transportu miejskiego w Tbilisi…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;C. Samochody terenowe&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tutaj się nie będę wielce rozpisywał. Oczywiście niekwestionowanym królem jest &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A3%D0%90%D0%97-469"&gt;UAZ 469&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; we swych wszystkich inkarnacjach. Samochód prosty i twardy, bez atłasów i wygód. Idealny żeby wjechać w błoto, albo przygrzmocić w inną maszynę bez rozmyślania o ewentualnych zadrapaniach czy wgnieceniach (vide: przejście graniczne MO-CHN Zamyn-Uud/Erenhot).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Drugim wehikułem jest wciąż widoczny gdzie niegdzie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%90%D0%97-69"&gt;GAZ 69&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;D. Ciężarówki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XT92KU9I/AAAAAAAAVAQ/1kmXgehhR0I/s1600/IMG_1573.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XT92KU9I/AAAAAAAAVAQ/1kmXgehhR0I/s400/IMG_1573.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525801637081928658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tej kategorii należy odnotować następujące taczki: &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D0%90%D0%9C%D0%90%D0%97"&gt;Kamazy&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, które są nawet nienajgorszymi samochodami, żałosne w swej toporności &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%98%D0%9B-130"&gt;ZiŁ-y 130&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%90%D0%97-52"&gt;GAZ-y 53&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, wymykające się jednoznacznej ocenie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%B8%D0%BD%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;MAZ-y&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; oraz potężne &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D1%80%D0%B5%D0%BC%D0%B5%D0%BD%D1%87%D1%83%D0%B3%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;KrAZ-y&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A3%D1%80%D0%B0%D0%BB%D1%8C%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;Urale&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Kamaz&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D0%90%D0%9C%D0%90%D0%97"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;КАМАЗ&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Камский&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt; автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Kamska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kamazów przedstawiać nie trzeba, firma doskonale znana na całym świecie, której ekipa kilkakrotnie zwyciężała w rajdach Paryż-Dakar. Maszyny z Tatarstanu występują we wszelkich możliwych odmianach: od transporterów wojska poprzez wywrotki czy betoniarki na ciągnikach siodłowych kończąc.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samochody te wysyłane są na najgorsze odcinki górskie Azji Środkowej czy Zakaukazia, gdzie przeładowane do granic wytrzymałości osiek oraz silnika w zabójczo mozolnym tempie przewożą swe towary. Kierowcy często nie są w stanie rozwinąć szybkości większej niż 10 km/h, stąd pokonanie nawet niedużego dystansu zajmuje wiele godzin jazdy. W takich warunkach nie trudno jest przysnąć i zsunąć się Kamazem w przepaść. Ot, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;typowa syberyjska historia samotnych kierowców Kamazów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – nawiązując do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Motosyberii&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Ale za to, jak już Kamaz wyskoczy na płaską powierzchnię, a do tego jest bez lub z niewielkim ładunkiem,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; to biada zwykłym żuczkom! Kierownik włącza wycieraczki, łapa na klakson, potencjometr wyjąco-trzeszczącego magnetofonu przekręcony na maksimum, but na pedał gazu i do boju! Drżyjcie Żiguliny, Ziliszcza i inne Wołgi! Prawdziwy król nadchodzi! W tym kontekście polecam autostopowanie z Kamazowcami na trasie Goris-Stepanakert. Już dwukrotnie dane mi było przeżyć rajdy Kamazem na tej krętej drodze i jest to nie lada atrakcja (oczywiście mógł być to przypadek :P )! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Rollercoaster&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wysiada! Szczególnie jeśli jedzie się w szoferce w 4 osoby, opierając się o drzwi, które w każdej chwili mogą się otworzyć pod naporem miotanych siłą bezwładności ciał. Przy każdym zakręcie w lewo, człowiek chce się zapaść w tym skrawku fotelu, na którym jest mu dane siedzieć, chce się przyspawać, przypiąć pasami, których nie ma, chwycić oderwanego uchwytu, desperacko przywrócić iluzoryczną kontrolę nad swym życiem i to wszystko podczas tłumaczenia ciekawskiemu kierowcy, co przywiodło Polaka w tak dalekie strony, skąd zna on język rosyjski i jak to w ogóle możliwe, żeby mieszkać, jak dzikus w namiocie oraz jeździć, jak dziad proszalny na stopa!? (Ten opis winien się znaleźć podczas opisu pobytu w Karabachu, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ale jakoś się nie znalazł :P Chyba musiałem przetrawić całą sytuację w swej głowie)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;ZiŁ 130 i GAZ 53&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%98%D0%9B-130"&gt;ZiŁ-y 130&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ЗИЛ-130 - Завод имени Лихачёва&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Zakład imienia Lichaczowa) i &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%90%D0%97-52"&gt;GAZ-y 53&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; na mój użytek nazywane roboczo, odpowiednio Ziliszczami oraz Gazonami, to samochody, które dla niewprawnego oka niczym się nie różnią. Stąd też są wrzucane do jednego worka z plakietką ZiŁ. Jest to błąd, aczkolwiek wybaczalny, gdyż faktycznie rozróżnienie tych ciężarówek nie jest wcale łatwe. Oba samochody mają zbliżoną konstrukcję szoferki i gabaryty pojazdu. Wypuszczane były w dwóch identycznych wersjach kolorystycznych: khaki oraz błękitno-białej (biały jest „fronton” obudowy silnika). Poza tym oba modele wyglądają topornie, wleczą się niemiłosiernie, ich silniki wydają podobny dźwięk z charakterystycznym, powtarzającym się co pi razy drzwi 5 sekund pierdnięcio-sykiem: trsssss (gdzie „tr”, jak w wyrazie trociny a reszta jak syk węża)!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;A jednak! O dziwo, samochody te różnią się nie tylko nazwą!! ZiŁ 130 to ciężarówka 3,5-tonowa, podczas gdy GAZ 53 jedynie 2,5-tonowa. Zgadzam się, że ciężko na pierwszy rzut okaz zauważyć tę brakującą tonę, dlatego postaram się podać kilka „drugorzędo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wych cech gatunkowych” obu samochodów, po których będzie Wam łatwiej je odróżniać:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 1 – ułożenie sztab przedniego grilla.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W GAZ-ie przedni grill jest utworzony przez pionowo ułożone sztaby – odstępstw od tej zasady nie widziałem, tudzież nie przypominam sobie obecnie. ZiŁ z kolei wyposażony jest w fantazyjny wzór grilla, w którym poprzeczki układają się jednak poziomo – możliwe jest kilka wariantów wzorów, jednak decyduje poziome ułożenie sztab.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 2 – wyprofilowanie obudowy przednich kół.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To cecha bardzo istotna, ułatwiająca rozpoznanie marki auta przy widoczności z profilu lub tylnego półprofilu! Jednocześnie bardzo trudna do wytłumaczenia. W GAZ-ach obudowa przedniego koła jest bardziej wysklepiona do góry niż w ZiŁ-ach. Daje to efekt taki, iż większa powierzchnia blachy jest widoczna nad kołem, gdy patrzymy na samochód z boku. Ponadto nadkole ZiŁ-a jest łagodniej wygięte w porównaniu do Gazońskiego oraz wyposażone w grubszą „zakładkę” blachy na krawędzi nadkola. Cecha nr 2 łączy się z cechą nr 3:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 3 – migacze boczne na nadkolach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ze względu na kształt nadkoli, a konkretnie zagięcie blachy oraz odległość tego zagięcia od krawędzi nadkola, troszkę inaczej prezentują się migacze w obu samochodach. Migacze ZiŁ-ów osadzone są już na łuku, wygięciu blachy przechodzącej płynnie z płaszczyzny pionowej do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; poziomej – z tego względu sterczą lekko do góry. GAZ dysponuje większą powierzchnią boczną nadkola, jak było wyżej odnotowane, wobec czego klosze świateł są skierowane poziomo.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 4 – nacięcia wentylacyjne na masce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Maska ZiŁ-ów wyposażona jest w poziome nacięcia wentylacyjne na swych bocznych powierzchniach tuż przy zawiasach. GAZ-y takich otworów nie posiadają. Ponadto maska ZiŁ-a wydaje się być bardziej wysklepiona, jednak uczciwie zastrzegam, że może to być jeno złudzenie!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 5 – wlew paliwa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ten element jest szczególnie charakterystyczny dla GAZ-ów. W ich bowiem przypadku wlew umieszczony jest zawsze za drzwiami kierowcy i przybiera dość toporną postać wystającej, delikatnie odstającej w bok rury zwieńczonej korkiem. W przypadku ZiŁ-ów paliwo wlewa się zazwyczaj przez zakręcany otwór wycięty bezpośrednio w ścianie pokrywy zbiornika.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 6 – kształt drzwi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Drzwi Gazonów są zaokrąglone do góry, podczas gdy Ziliszcza – zakończone są dwoma kątami prostymi. Górna część drzwi, jak i boczne szyby ZiŁ-a mają kształt prostokąta, natomiast w przypadku GAZ-a są to kształty zbliżone do trapezu, którego jeden tylko bok pokrywa się z jego wysokością (jasne? :P ). W GAZ-ie górna (w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ęższa) część drzwi płynnie przechodzi w dolną (szerszą), natomiast w ZiL-e do tego samego celu posłużono się specjalnym łukiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 7 – zamocowanie drzwi.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Drzwi w ZiŁ-ach zamocowane są przy pomocy widocznych, wystających zawiasów. W przypadku GAZ-a zadbano o bardziej estetyczne rozwiązanie – chowając połączenia pod blachą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 8 – układ przednich świateł.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To jest cecha o charakterze trzecio- albo i czwartorzędowym i nie ma ona charteru absolutnego. Otóż wszystkie GAZ-y, które widziałem mają następujący układ świateł na „przednim panelu”: migacze umieszczone nad reflektorami. Podobny układ ma zdecydowana większość ZiŁ-ów, jednak występując wyjątki – można dostrzec ZiŁ-y z odwrotnym układem – migacze znajdują się poniżej świateł przednich&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cecha nr 9 – typ nadwozia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ze względu na fakt, iż ZiŁ-y są potężniejsze od GAZ-ów, są też wyposażone w bardziej różnorodne typy nadwozi. Można znaleźć GAZ-a wyposażonego w podnośnik, ale już nie w dźwig budowlany. Nie spotkałem się również z GAZ-ami wywrotkami czy ciągnikami siodłowymi. Ponadto ZiŁ-130 może występować w wersji trójosiowej – zazwyczaj jako dźwig budowlany.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;UWAGA!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przy oznaczaniu w/w gatunków wskazane jest zachowanie rewolucyjnej czujności, albowiem wiele elementów z obu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;samochodów jest wzajemnie kompatybilnych, a i zdolności radzieckich mechaników wyposażonych w młotek i spawarkę są w świecie słynne. Musimy się więc liczyć z istnieniem osobników obojnaczych, a więc wyposażonych w przymioty Ziliszcza, jak i Gazona. W takiej sytuacji jedynie wybitni znawcy tematu po oględzinach samochodów są w stanie zadecydować, które cechy gatunkowe przeważają i na tej podstawie zdeterminować markę samochodu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tutaj mała prezentacja, co ZiŁ-y i GAZ-y potrafią, jeśli za ich sterami siądzie zdolny kierownik:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/eUlxPksQ9uk?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/eUlxPksQ9uk?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie będę się tutaj rozpisywał, ze względu na małe rozeznanie w temacie, o potężniejszych &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%98%D0%9B-131"&gt;Ziłach 131&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, które są wykorzystywane często przez wojsko albo jako wozy strażackie oraz nowszych wersjach GAZ-ów (z kanciastymi szoferkami).&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;MAZ&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9C%D0%B8%D0%BD%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;МАЗ&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Минский автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – Mińska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Te białoruskie ciężarówki są również bardzo rozpowszechnione w byłym ZSRR. Widziałem ich również sporo w północnym Iranie (obok ZiŁ-ów 130). Występują również i u nas. Uniwersalnością swego zastosowania przypominają Kamazy, choć nie zyskały one aż tylu zastosowań. Nie widziałem chociażby nigdy MAZ-ów w wersji wojskowej (nie wspominam tutaj o potężnych kilkuosiowych „wszędołazach”, nośnikach broni rakietowej). MAZ-y są bardz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o popularne jako ciągniki siodłowe, chyba nawet bardziej niż Kamazy. Nadto często można spotkać wywrotki oraz dźwigi. I to właśnie tym ostatnim chciałbym poświęcić ciut więcej miejsca. W dźwigach budowlanych na podwoziu MAZ hak podczepiany jest do zaczepu umieszczonego pod przednim zderzakiem samochodu. Nagminnie można spotkać dźwigi – MAZ-y z nienaturalnie podniesioną z przodu szoferką. Myślę, że jest to wynikiem jej wyrwania przez operatora dźwigu, który podciągnął hak zbyt mocno już po jego podczepieniu. Musi to być wada konstrukcyjna samochodu, bowiem dźwigi umieszczane na innych nadwoziach: ZiŁ-ach oraz Kamazach nie powodują uniesienia szoferki a nie łudzę się, że ich operatorzy są ostrożniejsi ;)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;KrAZ i Ural&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D1%80%D0%B5%D0%BC%D0%B5%D0%BD%D1%87%D1%83%D0%B3%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;КрАЗ&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Кременчугский автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Krzemieńczugska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A3%D1%80%D0%B0%D0%BB%D1%8C%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%BC%D0%BE%D0%B1%D0%B8%D0%BB%D1%8C%D0%BD%D1%8B%D0%B9_%D0%B7%D0%B0%D0%B2%D0%BE%D0%B4"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Урал&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Уральский автомобильный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Uralska Fabryka Samochodów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pod tymi markami produkowane są potężne maszyny. Stare KrAZ-y sprawiały szczególnie wrażenie, jakby montowano w nich silniki od czołgów. Obecne &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;modele są dużo zgrabniejsze, ale nadal ich design zdradza potęgę tkwiącą w tych maszynach. Podobne wrażenie wywierają na mnie Urale.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Warte odnotowania w kategorii ciężarówek są także &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%93%D0%90%D0%97-66"&gt;GAZ-y 66&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;E. Autobusy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Uwaga, w tej kategorii pojawią się najstraszniejsze szosowe potwory: PAZ-y, GAZ-y oraz LAZ-y (LiAZ-y sobie daruję, choć należy przyznać, że te pojazdy są już całkiem przyzwoite). Specyfiką Uzbekistanu są zaś Isuzu.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;PAZ&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%B0%D0%B2%D0%BB%D0%BE%D0%B2%D1%81%D0%BA%D0%B8%D0%B9_%D0%B0%D0%B2%D1%82%D0%BE%D0%B1%D1%83%D1%81"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ПАЗ&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Павловский автобусный завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Pawłowska Fabryka Autobusów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Autobusy marki PAZ, zwane Pazikami są tragedią motoryzacyjną, szczególnie &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%90%D0%97-672"&gt;model 672&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XUalRcDI/AAAAAAAAVAY/ERAdw7WCKAM/s1600/P1000967.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XUalRcDI/AAAAAAAAVAY/ERAdw7WCKAM/s400/P1000967.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5525801644795719730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Miałem okazję kilkakrotnie jechać tym wehikułem i za każdym razem cieszyłem się jak dziecko, że nie muszę tymi złomami dojeżdżać do pracy/szkoły/gdziekolwiek… Wlecze się „toto” niemiłosiernie – rowerem jest chyba szybciej, co najwyżej mniej wygodnie… Broń Boże siadać na tylnym siedzeniu – człowiek czuje się jakby znalazł się w piekarniku z nawiewem. Do tego hałas nie do wytrzymania. Trzeba jednak przyznać, że człowiek nie powinien się niczego innego spodziewać już po pierwszym rzucie oka na te cuda motoryzacji :P Paziki mają obły kształt i na karoserii w miejscu „przejścia” „burty” w dach zostały umieszczone okna, dzięki którym można byłoby obserwować niebo, gdyby nie były zamalowane/zaklejone taśmą klejącą/ zastawioną dyktą lub blachą :P Z jeżdżenia PAZ-ami można jednak wyciągnąć coś pozytywnego – mianowicie ja dostrzegłem, że nasze stare polskie Autosany H9 nie są wcale takie złe :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie jechałem nigdy nowszym modelem PAZ-a,  &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9F%D0%90%D0%97-3205"&gt;PAZ-em-3205&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;  który jest jeszcze mniejszy niż poprzednik i wyglądem swym ani trochę nie zachęca do podróżowania… Liczę jednak, że kiedyś nadrobię i tę zaległość.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;KAwZ-685&lt;/span&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9A%D0%90%D0%B2%D0%97-685"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;КАвЗ-685&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Курганский Автобусный Завод&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; - Kurgańska Fabryka Autobusów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;KAwZ swą potwornością może rywalizować z PAZ-em. Oba pojazdy rywalizują chyba o miano najpowolniejszego autobusu świata. Dodatkowo KawZ jest jeszcze gorszy pod względem wyglądu zewnętrznego. Przód zapożyczono bowiem z ciężarówki GAZ 53, do której dobudowano zakończony oble odwłok, w którym siadają pasażerowie… Ciekawostką KAwZ-a jest to, że przednie drzwi z prawej strony szoferki, którymi wchodzą pasażerowie nie są wyposażone z zewnątrz w klamkę – otóż otworzyć je może wyłącznie kierowca za pomocą specjalnego „popychadła”! Proszę o informacje, jeśli ktoś spotkał się z takim rozwiązaniem w innych pojazdach :)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;LAZ-699&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%9B%D0%90%D0%97-699"&gt;ЛАЗ-699&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (Львовский автобусный завод – Lwowska Fabryka Autobusów)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;O tych autobusach wspominam tylko z sentymentu do Lwowa. Były one bowiem produkowane w tym mieście i często określa się je mianem Lwowów. Przypominają mi nasze wspomniane wyżej Autosany (niekoniecznie wyglądem), ale swą wielkością oraz osiągami.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;font-family:arial;" &gt;Isuzu&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wspominam o nich tylko dlatego, że zdominowały autobusowy segment Uzbekistanu. Są to małe (wielkości PAZ-a-3205) pojazdy, które wytwarza się w Samarkandzie. Obok Mercedesów wchodzą w skład taszkenckiego MPK :P Są pawie zawsze przeładowane, mają wąskie drzwi i prawie zawsze piszczą przy hamowaniu :P Ale ogólnie dają radę ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To by było na tyle…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W żadnym stopniu temat nie został wyczerpany. Wiele maszyn nie zostało przedstawionych w ogóle lub tylko pobieżnie. Mam nadzieję, że moja wiedza na temat radzieckich i rosyjskich pojazdów będzie wzrastać wraz z upływem czasu…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mimo kubłów krytyki, które wylałem na większość zaprezentowanych tutaj pojazdów, chciałbym zapewnić, że wszystkie one (no może poza Daewoo) cieszą się moją sympatią i budzą radosny uśmiech na twarzy, gdy tylko pojawią się na horyzoncie. Wiele z tych samochodów jest obiektem moich marzeń i mam nadzieję, że kiedyś będzie mi dane któreś z nich posiadać :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nie mówię tu tylko o tej wspaniałej Wołdze z silnikiem V8:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/B4qwdFo1JsI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/B4qwdFo1JsI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-5770544047226892095?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/5770544047226892095/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/10/avtorynok.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5770544047226892095'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5770544047226892095'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/10/avtorynok.html' title='Avtorynok'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/TK-XSuiZvQI/AAAAAAAAU_4/bD0vXEFjVR0/s72-c/100_1701.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-7713255867315333071</id><published>2010-04-10T13:45:00.003+02:00</published><updated>2010-04-10T18:13:37.332+02:00</updated><title type='text'>[*]</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S8CjqR_xhXI/AAAAAAAAUio/1eiBWLS_6ec/s1600/aa.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 250px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S8CjqR_xhXI/AAAAAAAAUio/1eiBWLS_6ec/s400/aa.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5458542695153763698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S8BlA4w7VKI/AAAAAAAAUgQ/Na6l3MVnx5w/s1600/633976156963625909.JPG"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-7713255867315333071?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/7713255867315333071/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7713255867315333071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7713255867315333071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/04/blog-post.html' title='[*]'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S8CjqR_xhXI/AAAAAAAAUio/1eiBWLS_6ec/s72-c/aa.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-2390159766518643099</id><published>2010-01-26T12:15:00.004+01:00</published><updated>2010-01-26T12:31:57.898+01:00</updated><title type='text'>Polskie cmentarze żołnierzy Armii gen. Władysława Andersa w Uzbekistanie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Dzięki uprzejmości Pani Konsul z Taszkentu zamieszczam mapkę z zaznaczonymi cmentarzami w Uzbekistanie, na których zostali pogrzebani żołnierze Armii gen. Władysława Andersa. Żywię nadzieję, że może to się komuś przydać a dla wielu będzie co najmniej interesujące. (Dla powiększenia kliknąć obrazek.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S17QstsrGxI/AAAAAAAATGM/pHQCiqBCA2o/s1600-h/Polskie+cmentarze+w+UZ.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 277px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S17QstsrGxI/AAAAAAAATGM/pHQCiqBCA2o/s400/Polskie+cmentarze+w+UZ.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5431007667255188242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-2390159766518643099?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/2390159766518643099/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/polskie-cmentarze-zonierzy-armii-gen.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2390159766518643099'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2390159766518643099'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/polskie-cmentarze-zonierzy-armii-gen.html' title='Polskie cmentarze żołnierzy Armii gen. Władysława Andersa w Uzbekistanie'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S17QstsrGxI/AAAAAAAATGM/pHQCiqBCA2o/s72-c/Polskie+cmentarze+w+UZ.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-2618672206095670729</id><published>2010-01-23T16:25:00.009+01:00</published><updated>2010-05-24T23:41:28.832+02:00</updated><title type='text'>Rahmat!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Ciężko przychodzi mi pisanie tego postu. De facto kończy on bowiem działalność Taszkentczyka. Taszkentczyk powrócił na stałe do macierzy i przysługują mu obecnie tytuły Słupczanina oraz Poznaniaka (choć ten drugi, przyznaję, na wyrost :P ). Oczywiście plany powrotu, choć nieskonkretyzowane, są. Inszallach, ich realizacja nastąpi w miarę szybko… W końcu miejsce Taszkentczyka jest w Taszkencie… aczkolwiek ma on coraz większą chrapkę na stanie się Duszanbińcem :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Trzymając się jednak faktów – wróciłem do Polski i zapewne nie opuszczę Umęczonej aż do okresu wakacyjnego (no może poza jakimiś krótkimi wypadami ;) )... Perspektywa na najbliższe pół roku – samodoskonalenie się na polu nauki i edukacji ;) A poza tym obmyślanie strategii na przyszłość dalszą i bliższą, zawodową oraz podróżniczą…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify; font-family: arial;"&gt;W takim momencie chętnie, lecz z nostalgią, wracam do wydarzeń poprzedniego roku… Przed oczyma przebiegają mi ci wszyscy cudowni ludzie i te wszystkie wydarzenia, które spowodowały, że rok 2009 był zdecydowanie najciekawszym w moim dotychczasowym żywocie. Dziękuję wszystkim, których było mi dane spotkać w tym czasie na szlaku swej ziemskiej peregrynacji… Rahmat!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;…4 stycznia 2009 – dworzec kolejowy w Słupcy – „jak to będzie w tym Uzbekistanie?”…&lt;br /&gt;…Aliszer z Szarafem grają za ścianą mojego pokoju na gitarze i proponują wyjście na lodowisko…&lt;br /&gt;…czuję zapach małej czajchany, do której wybrałem się na pierwszy obiad po przyjeździe do Uzbekistanu…&lt;br /&gt;…manty… ahhh jem porcję mantów w śmietanie i zieleninie…&lt;br /&gt;…czuję ścisk w autobusie linii nr 23, którym jadę z akademika na uczelnię…&lt;br /&gt;…za oknem: zakłady Elektroaparat, uśmiecha się do mnie Pierwszy Prezydent Uzbekistanu, przedszkole, smutne blokowiska, startujące samoloty, tryskające snopami iskier tramwaje oraz przepiękna panorama Tien-Szanu…&lt;br /&gt;…idę na pierwsze zajęcia na uniwerku z uczuciem „Boże, jak ja dam sobie radę?”…&lt;br /&gt;…siadam na łóżku z mapą Azji Centralnej i zastanawiam się, dokąd ruszyć na wakacyjne podboje – szkoda, że nie wypaliło z Wyspami Wozrażdienija…&lt;br /&gt;…kino bałkańskie z Aliną, Olą, Zilolą i Recepem…&lt;br /&gt;…spoglądam z najwyższego minaretu Uzbekistanu na zabudowania starej Chiwy…&lt;br /&gt;… Żiguli-taksówka – czemu nie, ale Matiz albo Tico?…&lt;br /&gt;…spotykam się z Martyną i Olgą na Miron Szocha i poznaję Sebastiana…&lt;br /&gt;…jadę z Romanem w góry i schodzę pierwszy raz w życiu z mini-lawinką…&lt;br /&gt;…sto dolarów = pół plecaka uzbeckich sumów…&lt;br /&gt;…kocioł z sumalakiem podczas święta Navruz…&lt;br /&gt;…courseworki…&lt;br /&gt;…Taszkencki Instytutu Irygacji i Melioracji i jego ekskluzywne toalety…&lt;br /&gt;…Wiera Markowna magluje mnie z zakamarków „Ruskoj Duszy”…&lt;br /&gt;…dziwię się, że nikt nie wpada w otwarte kanały ściekowe poprowadzone wzdłuż ulic…&lt;br /&gt;…blin, co to są te małe białe kulki sprzedawane przez babuszki przy wejściach do stacji matra?…&lt;br /&gt;…czy można znaleźć ot tak sobie na ulicy 1000 dolarów? Na Broadway’u można…&lt;br /&gt;…idę na pchli targ – Tyzykowkę i w efekcie… poznaję Guillaume’a (jakby nie patrzeć zachodzi tu jasny związek przyczynowy :) )…&lt;br /&gt;…Elvis, Rudik i Maryla Rodowicz…&lt;br /&gt;…”Diamond”, „Prince”, „Darchon”, „Niagara” i „Opera” – wesoło jest…&lt;br /&gt;…wódka „z bagażnika”…&lt;br /&gt;…gapię się, jak zaczarowany w nurt Amu-Darii pod Termezem, a przede wszystkim w kraj leżący po drugiej stronie jej brzegu („Afghanistan is calling” po raz pierwszy)…&lt;br /&gt;…dziwię się, gdzie się podziały te wszystkie Daewoo w Polsce…&lt;br /&gt;…Zamira i Eldor stworzyli szybkie danie akademickie…&lt;br /&gt;…przekomarzam się z Ibrahimem na temat Gruzji i Saakaszwilego…&lt;br /&gt;…wkurzam się na brak sera żółtego w osiedlowym sklepiku...&lt;br /&gt;…ponad pół godziny na basen wlekącym się tramwajem…&lt;br /&gt;…czeczewica by Jegor…&lt;br /&gt;…wraz z Muratem i Profesorem przeżywamy wyniki wyborów samorządowych w Turcji…&lt;br /&gt;…uczę się na egzaminy, przerywając sobie pogadankami z Pederem o jego rowerowych podróżach do Kapsztadu oraz Szanghaju…&lt;br /&gt;…po wizę kirgiską do konsulatu, marsz!…&lt;br /&gt;…Osz --&gt; Mi-8 --&gt; Aczik-Tasz…&lt;br /&gt;…plecak się toczy, toczy, toczy i… wpada do szczeliny…&lt;br /&gt;…herbata o smaku etyliny-92, bezcenne…&lt;br /&gt;…”Panie!! Pańska buteleczka!! Przelało się!”...&lt;br /&gt;…z podziwem spoglądam na Brazylijczyków, którzy nie popuścili Leninowi…&lt;br /&gt;…spotykam Anię, Magdę, Kubę i Radka na kirgiskiej ziemi – ekipa w komplecie…&lt;br /&gt;…nasz Tranzicior – Kamazy z drogi!…&lt;br /&gt;…Owca Marco Polo – do dziś mam wyrzuty sumienia…&lt;br /&gt;...ciało doskonale czarne – ocieramy się o Nobla z fizyki...&lt;br /&gt;…z mroku wynurza się zakrwawiona twarz tadżyckiego oficera…&lt;br /&gt;…a drogę pod Iszkaszimem zajeżdża nam biały Lexus…&lt;br /&gt;…”Krzychu! Zabierz te kupy sprzed moich oczu!”...&lt;br /&gt;…”Maszinu otstawim na sztraf-plościadku”…&lt;br /&gt;…tu było kiedyś morze…&lt;br /&gt;…”Ty, a co to za łuna na horyzoncie?”…&lt;br /&gt;…w Uzbekistanie żarka…&lt;br /&gt;…”Majle, Majle, Chop!”…&lt;br /&gt;…”HoMs meeting at Polish Residence” i “Dear All”…&lt;br /&gt;…pięknym zostawiliśmy cmentarz w Guzarze…&lt;br /&gt;…Duszanbe – „zielionyj gorad”…&lt;br /&gt;…Magda tłumaczy, dlaczego woda w nureckim zbiorniku ma taki ładny niebieski odcień…&lt;br /&gt;…Skaldy dorzucili do pieca!...&lt;br /&gt;…”Student kompletnie się stoczył”…&lt;br /&gt;…”Zakład Fryzjerski zamknięty z powodu seminarium”…&lt;br /&gt;…”Wujek, ty nie mozes się rusać, jak ja uciekam”…&lt;br /&gt;…witamy z Danielem Nowy Rok na Mustaquilik, zaglądając do milicyjnej suki…&lt;br /&gt;…3 stycznia 2010 – dworzec kolejowy w Słupcy – „jak to będzie w tej Polsce?”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Taaak…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wszystko to zaczęło się w tramwaju nr 9 w miesiącu styczniu/lutym 2008 roku w drodze z HCP do Biblioteki Uniwersyteckiej i rozmowy z Martyną… Dzięki Ci Martyna!! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli więc chcecie jechać do Uzbekistanu i nie tylko, to musicie jeździć, jak najczęściej tramwajami linii nr 9 poznańskiego MPK i liczyć na spotkanie Waszej Martyny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To już jest koniec… Choć nie tak do końca, bo ciągle wisi nade mną obiecany dawno post o motoryzacji. Postaram się to nadrobić wkrótce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję wszystkim, którzy zaglądali na Taszkentczyka i czytali moje wynurzenia, w szczególności zaś tym, którym chciało się to jeszcze komentować: Uli, Magdzie, Martynie, Asi, Oldze, Krzysztofowi, Sokołowi, Bracholowi, Andrzejowi, Gabrysiowi, Czajolowi, GooRooo i wszystkim tym, których tu pominąłem!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że Taszkentczyk osiągnął swój główny cel – był platformą kontaktu między mną a Wami, Drodzy Przyjaciele! Wiem, że wpisów było mniej niż się spodziewaliście i mniej niż sam zakładałem oraz pojawiały się nieregularnie, ale to wynika z faktu, iż pisanie prawie od zawsze sprawiało mi ból wręcz fizyczny :P Niemniej jednak ponad 7000 wejść w ciągu roku poczytuję sobie za sukces i całkiem niezły wynik – jeśli do tego by dodać wejścia na &lt;a href="http://picasaweb.google.pl/tow.jablona"&gt;moją galerię na Picasie&lt;/a&gt; oraz na &lt;a href="http://www.youtube.com/user/jablona1984"&gt;kanał YouTube&lt;/a&gt; – to będzie to ponad 100.000! :D A to już nie w kij pierdział!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz kilka takich fajnych screenów z mapo-liczydła (klyknąć dla powiększenia):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S1sVJeP2PFI/AAAAAAAATAA/r5-5WljVm5Y/s1600-h/revolver.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 288px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S1sVJeP2PFI/AAAAAAAATAA/r5-5WljVm5Y/s400/revolver.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5429957028207803474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście mam pełną świadomość, że powstają one w drodze jakiejś machlojki, szachrajstwa i w ogóle sam Szatan musi maczać w tym swe paluchy – prawdopodobnie zaraz po zamieszczeniu nowego posta informacja o tym jest wyrzucana na główną stronę bloggera, albo cóś w ten deseń i dzięki temu blog przeżywa krótką inwazję gości ze wszystkich stron świata… No, ale wygląda to fajnie, nie? :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na sam koniec: kilka haseł z wyszukiwarek, które pozwalały dostać się na Taszkentczyka (pisownia oryginalna):&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„jak będzie niedziela po rusku”&lt;br /&gt;„co by było gdyby ciągle pada deszcz propozycje”&lt;br /&gt;„ścigające się autobusy zmiennicy”&lt;br /&gt;„zielone swiatlo na skrzyżowaniu”&lt;br /&gt;„polsko-rosyjski słownik terminologii prawniczej”&lt;br /&gt;„kaszanka a kościół katolicki”&lt;br /&gt;„wielocypedy”&lt;br /&gt;„poczuć 100% szatana”&lt;br /&gt;„radziecki rower ził”&lt;br /&gt;„wyglad pomalowanych blokow mieszkalnych”&lt;br /&gt;„www. most przyjażni na amu darii afganistan-uzbekistan com.”&lt;br /&gt;„lacki laszy”&lt;br /&gt;„ślub z innowierc”&lt;br /&gt;„malzenstwa polsko uzbeckie”&lt;br /&gt;„pasy radzieckie”&lt;br /&gt;„rosyjska wersja straciłaś cnotę”&lt;br /&gt;„gdzie można znaleść legendę nysy”&lt;br /&gt;„rower przeskakujące pedały”&lt;br /&gt;„plan pracy beeline”&lt;br /&gt;„business policies co to znaczy”&lt;br /&gt;„uzelektroaparat.com”&lt;br /&gt;„grobowiec gur- i mir w Samarkandzie”&lt;br /&gt;„traciłam cnotę - disco polo kings”&lt;br /&gt;„mundur omon”&lt;br /&gt;„lać po ściance”&lt;br /&gt;„wschodoznawstwo uam czy warto”&lt;br /&gt;„egor odessa”&lt;br /&gt;„turkmen basza”&lt;br /&gt;„cena akademika w mediolanie 2009”&lt;br /&gt;„wyspa dupowa”&lt;br /&gt;„iwano frankowsk kwatery prywatne”&lt;br /&gt;„to w polsce nie mówicie po rosyjsku”&lt;br /&gt;„szarpią struny na pełnej kurwie” (dzięki Czajol!! To tylko dzięki Tobie :) )&lt;br /&gt;„nuty z liczbami dla dzieci”&lt;br /&gt;„kim jest wiolonczelistka skaldowie”&lt;br /&gt;„sterta gruzu indie instalacje”&lt;br /&gt;„michał karłowicz lawendo”&lt;br /&gt;"rataje gdzie pieczywo w niedziele"&lt;br /&gt;"przedwojenne lokomotywy"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A może jednak będę tutaj wrzucał jakieś posty z kolejnych eskapad (w końcu jurne myśli wytwórcze nigdy nie zagasną!)? A i Górski Karabach dał już przykład… Pomyślimy :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-2618672206095670729?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/2618672206095670729/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/rachmat.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2618672206095670729'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2618672206095670729'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/rachmat.html' title='Rahmat!'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S1sVJeP2PFI/AAAAAAAATAA/r5-5WljVm5Y/s72-c/revolver.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-492243573126853694</id><published>2010-01-11T14:36:00.010+01:00</published><updated>2011-02-25T23:22:34.023+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasada'/><title type='text'>Grudzień w pigułce</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Zgodnie z najgorszymi tradycjami tego blogu, iż wszelkie informacje pojawiają się na nim z dużą czasową obsuwą, zamieszczam właśnie wspomnienia z ostatniego miesiąca mojego pobytu w Taszkencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Grudzień okazał &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxlsYVL0I/AAAAAAAASvg/EmuI7OvjM3o/s1600-h/100_3052.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxlsYVL0I/AAAAAAAASvg/EmuI7OvjM3o/s400/100_3052.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425484699736026946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się być najbardziej pracowitym oraz „zakręconym” okresem. Przyczyn tego stanu rzeczy było co najmniej kilka. Część z nich jest constan&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dla każdego z nas w każdym roku, pra&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ktycznie bez względu na miejsce, w którym się znajdujemy – wiadomo: &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Boże Narodzenie, Nowy Rok, szaleństwo przedświąteczne, część z nich wynikła ze specyfiki tego okresu we wszelkich placówkach dyplomatycznych oraz urzędach administracji, część zaś (i to pewnie największa) dopadła Ambasadę zgodnie z prawami Murphy’ego… Niemniej jednak, chyba ze względu na natłok zadań, pracę pod presją czasu i atmosferę ciągłego oczekiwania: to na przylot ministra, to premiera, to prezydenta, to Gwiazdora, grudzień będę najdłużej i najcieplej wspominał :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie o wszystkim pisać mogę, nie o wszystkim chcę, nie wszystko pamiętam :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tak więc w telegraficznym skrócie:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;1. Taszkent, albo precyzyjniej, istotny jego landmark, jakim niew&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ątpliwie jest Skwer Amira Temura, uległ ogromnej przemianie. Niestety, w mej opinii (i nie tylko) na gorsze. Jak wiadomo okolica Skweru podlegała ostatnio wielkim zmianom związanym z budową Pałacu Forum „Uzbekistan” (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Дворец форумов&lt;/span&gt; nie wiem, czy tak to powinno się tłumaczyć na polski – w naszej tradycji to by chyba był bardziej Pałac Zjazdów…). W związku z tym, jak wcześniej donosiłem, zburzono moją tanią jadłodajnię a w jej miejsce postawiono drugi kurant. Największe zmiany nastąpiły jednak pod koniec listopada. Na skwer wkroczyły brygady robotniczo-chłopskie i przystąpiły do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzieła niszczenia, o którym też już donosiłem wcześniej. Bez konsultacji społecznych wycięto praktycznie wszystkie drzewa na Skwerze, a były to przede wszystkim ponad stuletnie, potężne platany. Skwer, który latem dawał schronienie przed słonecznym żarem oraz pewne poczucie intymności w środku miasta, zawsze był pełen ludzi, w tym, co mnie najbardziej urzekało, starców grających tu i ówdzie w szachy, zmienił swoje oblicze nie do poznania. Zostawiono kilka starych drzew, które można policzyć na p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;alcach dwóch dłoni i zasadzono mnóstwo maleńkich choineczek. Oczywiście wygląda to nadal ładnie i dla kogoś, kto nie widział poprze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dniego oblicza Skweru może dziwić podnoszone larum, ale uwierzcie mi, obecne oblicze parku nie umywa się do poprzedniego i wcale nie dziwi, że wielu mieszkańcom Taszkentu dźwięk pił spalinowych oraz trzask łamanych konarów musiał rozrywać serca… Ale to jeszcze nie koniec! Dodatkowo zburzono hotel Poytaxt (gdy wyjeżdżałem trwało wywożenie zgromadzonego gruzu) oraz, co gorsza, budynek byłej cerkwi przy dawnym seminarium nauczycielskim… Naturalnie pojawia się pytanie, w jakim celu poczyniono tak daleko idące kroki. Chodzi najprawdopodobniej (najprawdopodobniej, bo oficjalnie nikt nie komentuje tych działań) o zapewnienie lepszego widoku na nowopowstały Pałac... Sz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;koda, przecież nie jest z niego znowu taki cud… :/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dla zainteresowanych tym, co się dzieje wokół Skweru polecam te dwa reportaże:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.ferghana.ru/article.php?id=6371"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Прощай, ташкентский Сквер!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.ferghana.ru/article.php?id=6376"&gt;В Ташкенте сносят очередные исторические объекты – здание церкви и гостиницы&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;2. W związku ze świętami Bożego Narodzenia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;organizacje polonijne w Taszkencie podjęły się przygotowania spotkań wigilijnych. Miałem ogromną prz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yjemność uczestniczyć w dwóch takich uroczystościach. Pierwszą zorganizowała „Polska klasa” pod kierownictwem Moniki Lotosz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/U6eodooERoU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/U6eodooERoU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wigilia odbyła się w salach kościoła katolickiego. Swoją obecnością uroczystość uświetnił ks. bp Jerzy Maculewicz, będący administratorem apostolskim w Uzbekistanie. Świetnym pomysłem Moniki było „zorganizowanie” grupki kolędników, która odegrała zabawną scenkę świątecznych i noworocznyc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;h życzeń. Oprawę muzyczną zapewnił natomiast zespół „Bawełnianki”, który powalił mnie swoim wykonaniem kolędy góralskiej „Gore gwiazda Jezusowi” (w sieci można znaleźć ją w wersji &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Arki Noego&lt;/span&gt;, ale nie robi ona większego wrażenia).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Tydzień później, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxl0GGCcI/AAAAAAAASvo/fF9_4Y9nRds/s1600-h/DSCN1498.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxl0GGCcI/AAAAAAAASvo/fF9_4Y9nRds/s400/DSCN1498.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425484701807020482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w drugie święto Bożego Narodzenia odbyło się spotkanie w „Świetlicy Polskiej”, również połączone z poczęstunkiem oraz częścią artystyczną, którą przygotowali Paweł Zajkowski i Ilija Filippow, a w której zaprezentowały się „Bawełnianki” i Zespół „Społem”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Skoro już wspominam o obu zespołach, to poświęcę im ciut więcej miejsca, są bowiem tego na pewno warte. Z ich występami mogliście także zapoznać przy okazji jednego z wcześniejszych postów na temat Festiwalu Polskiej Piosenki.&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Społem” tworzy ogółem (mam nadzieję, że się nie mylę) 7 osób. Część z nich ma wykształcenie muzyczne i prowadzi ożywioną działalność na tym polu. Na przykład z Pawłem spotkałem się po raz pierwszy w kwie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tniu, gdy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;byłem zupełnie przypadkowo na koncercie charytatywnym w Domu Kompozytorów w Taszkencie – zapamiętałem go, bo brawurowo naśladował Louisa Armstronga :) Nie wiedziałem jednak wtedy, że ma polskie korzenie (dowiedziałem się o tym po koncercie od Romana, na którego zaproszenie znalazłem się w ogóle na koncercie), a tym bardziej że występuje w polskim zespole ludowym! A z Eugenią łączy mnie na przykład fakt studiowania na WIUT – o czym też zresztą nie wiedziałem wcześniej ;) Poza pięknymi głosami – członkowie zespołu potrafią grać na gitarze, pianinie, skrzypcach i akordeonie (na tych instrumentach przynajmniej ja widziałem ich występy). „Społem” bywało już z koncertami na festiwalach w Polsce, lecz niestety ostatni raz w 2008 roku – kryzys gospodarczy udaremnił im plany wyjazdowe na rok 2009… :(&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„Bawełnianki” to natomiast zespół rodzinny, który tworzy mama, grająca na akordeonie oraz trzy córki i syn. Wykonują głównie utwory ludowe, wielu z nich nawet nie znam, ale czynią to z takim entuzjazmem, że naprawdę aż miło posłuchać! A już &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;spomniane wyżej wykonanie „Gore gwiazda Jezusowi” na długo pozostanie mi w pamięci. Strasznie żałuję, że nie nagrałem tej kolędy… Ehhh…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Oba zespoły tworzą ludzie dużego talentu muzycznego, ale także i wielkiego serca, dla tego, czym się zajmują. Promują Polskę najlepiej jak potrafią i z ogromnymi sukcesami, nie dysponując przy tym wielkimi budżetami polskich urzędów centralnych zajmujących się PR naszego kraju. Odstawiają kawał dobrej roboty, nie oczekując nic w zamian! Szczerze mówiąc, to obserwując takich ludzi, to jak codziennie zmagają się z problemami, które dla nas są obce – problemy lokalowe, brak instrumentów, brak środków na kostiumy itd., swoim zaangażowaniem przełamują wszelkie bariery i dowodzą, że Polska nie jest dla nich pustym słowem. Wybaczcie mi, że uderzam w takie tony patriotyczne, ale założę się, że wielu z Was będąc tam na moim miejscu, również zrobiłoby się cieplej na sercu!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;3. Teraz słów kilka o przebiegu „mojej” wigilii. 24 grudnia rozpoczął się wcześnie rano, gdy udałem się na miasto w poszukiwaniu prezentów. W ten to sp&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;osób tradycji stało się zadość, iż najlepszym dniem na zakupy wigilijne jest Wigilia… (chyba ostatni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; raz, kiedy przygotowałem się zawczasu, to było podczas pierwszego roku studiów…). Gdy wracałem do Ambasady wpadłem na Olgę i Sławika, którzy rozwozili ostatnie życzenia bożonarodzeniowo-noworoczne oraz zaproszenia na koktajl (o tym później). Pojechaliśmy więc razem do tzw. Sedesu, czyli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;SDS – Służby Diplomaticzeskowo Serwisa&lt;/span&gt;, zajmującej się obsługą misji akredytowanych w Uzbekistanie, by rozmieścić w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pigeon holes’ach&lt;/span&gt; korespondencję, a następnie do Ambasady. Tam w samo południe Pan Radca złożył wszystkim pracownikom życzenia świąteczne i dzień pracy dla większości się zakończył. Po powrocie do Rezydencji, pod wieczór odbyliśmy z Panią Anią i Panem Radcą wigilijną wieczerze przy 12 potrawach. Nie były to potrawy w pełni tradycyjne, ale to dodało naszej kolacji jedynie oryginalności! Po kolacji odbyło się natomiast wręczenie prezentów, moment, który bardz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o ujął mnie za serce.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po wieczerzy w Rezydencji pojechałem do Ambasady na Wigilię zorganizowaną przez Martę, Remka, Pawła, Jacka, Artura, no i zapewne Julę :) Była kapusta z grzybami, pierogi z kapustą, groch oraz makaron z makiem (moja ulubiona potrawa z lat dziecięcych) :) Najweselszym momentem było przyjście Gwiazdora, a właściwie szybkie podrzucenie prezentów, zainscenizowane specjalnie dla Julki. Przezabawne było, jak mała wpatrywała się w niebo wypatrując sani z reniferami a następnie biegła szybko do pokoju zobaczyć, czy są prezenty pod choinką, po tym jak Paweł stuknął oknem i krzyknął, że Gwiazdor ucieka przez nie! Następnie nastąpiło rozpakowywanie oraz oglądanie prezentów. Julka najbardziej cieszyła się z K&lt;span style="font-style: italic;"&gt;inder Bueno&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mentosów&lt;/span&gt; tuląc do siebie ich opakowania :D&lt;/span&gt; &lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przed 12 ruszyliśmy do kościoła na pasterkę. Zaskoczyła mnie ilość ludzi, którzy zgromadzili się w kościele. Zawdzięczaliśmy to obecności przedstawicieli korpusu dyplomatycznego oraz prawosławnych Rosjan, których sporo przychodzi popatrzeć na przebieg uroczystości, traktując to jako atrakcję! Część z nich była pod wpływem Wielkiego&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ETOH-a, a więc nie przymierzając czułe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m się jak w Słupcy :P Większość Rosjan nie wytrzymała dwugodzinnej Mszy i po pewnym czasie w kościele zrobiło się swobodniej. Nabożeństwo było odprawiane w języku rosyjskim z czytaniami dodatkowo w językach angielskim i koreańskim. Ponadto jeden ustęp z modlitwy wiernych był po polsku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;25 grudnia również spędziłem u Marty i Remka. Dzień zleciał nam opychaniu się pysznościami kuchni polsko-uzbeckiej, w tym pieczonym indykiem, przygotowanym przez Pawła, oraz napojami wysokokalorycznymi w akompaniamencie filmów serwowanych przez polską telewizję. Ot, typowe polskie święta!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;4. 30 grudnia odbył się koktajl z okazji zakończenia przez Polskę sprawowania lokalnej prezydencji UE w Uzbekistanie i przekazania przewodnictwa ambasadzie Włoch (w Uzbekistanie nie ma misji dyplomatycznej Hiszpanii).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;5. Sylwestrowy wieczór spędziłem na Miron Szoc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ha (pokój kurierski) z Danielem, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;aplikantem z MSZ. Na powitanie Nowego Roku postanowiliśmy wyruszyć na centralny plac Taszkentu – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mustaqilik Maydoni&lt;/span&gt;. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxmZNu8WI/AAAAAAAASv4/1v8fv3hD0NE/s1600-h/DSC04529.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxmZNu8WI/AAAAAAAASv4/1v8fv3hD0NE/s400/DSC04529.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425484711771173218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ludzi było co niemiara, aczkolwiek towarzyszyło nam nieodparte wrażenie, że blisko 10-20% wszystkich zgromadzonych stanowili milicjanci. Ponadto na placu stało kilka milicyjnych suk. Jakby na placu miało dojść do ustawki kiboli ;) Szkoda, że zakazano również odpalania fajerwerków w tym roku. Odebrało to trochę kolorytu całemu świętowaniu. Niemniej jednak, jak zawsze przy takiej okazji, można było spotkać wiele pozytywnie zakręconych osób, przebierańców i innych cudaków!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;6. Ostatni dzień pobytu w Taszkencie minął mi według następującego programu. W pierwszej kolejności udałem się na bazar – Tyzykowkę, gdzie chciałem kupić radziecki zegarek Omega – przepraszam kuzynie, ale mimo usilnych starań, ponad godzinnych poszukiwań i „rozpytywań na okoliczność” nic z tego nie wyszło.. :/ Następnie korzystając z ładnej pogody umówiliśmy się z Danielem na „zwiedzanie” taszkenckiej wieży te&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lewizyjnej, czyli najwyższej konstrukcji w Azji Centralnej (zaraz po kominie elektrowni w kazachstańskim Jekybastuz) oraz 10. najwyższej wieży (podkreślam: wieży – to ważne w świetle niedawnego otwarcia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Burj Dubai&lt;/span&gt;) na świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/f80wVylftQ0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/f80wVylftQ0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wjechaliśmy windą na wysokość 220m, skąd roztacza się widok na Taszkent – niestety zakłócony przez zalegający nisko smog oraz przepiękny widok na pobliski masyw tienszański (a dokładnie grzbiet czatkalski)! Z wieży widać naszą Ambasadę, choć dla przyzwoitości muszę przyznać się, iż udało mi się ją zlokalizować dokładnie dopiero na zdjęciu w domu. Wyjście z windy może przysporzyć sporo stresu, albowiem wychodzi się bezpośrednio z trzonu wieży na metalową konstrukcję, która otacza wieżę i od „świata zewnętrznego” dzieli nas jedynie ok. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxm09F90I/AAAAAAAASwA/GsNCOEv0r1Y/s1600-h/100_3111.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxm09F90I/AAAAAAAASwA/GsNCOEv0r1Y/s400/100_3111.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5425484719217571650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;1,5-metrowej wysokości barierka. Na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;110 metrach&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; znajduje się restauracja – urządzona w głębokim Gierku, bardzo klimatyczna, serdecznie polecam! Stoliki w restauracji umieszczone są na pasie transmisyjnym obracającym się wokół osi wieży z częstotliwością 0,00027778 Hz, czyli, jak łatwo obliczyć, o okresie 1 godziny :P W cenie wejścia do restauracji (5000 sum) otrzymuje się skromny poczęstunek (surówka, 4 plasterki mięska oraz bulion). Strasznie się cieszę, że w końcu udało mi się zaliczyć taszkencką wieżę, co obiecywałem sobie przecież od początku mojego pobytu w Taszkencie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W dalszej kolejności udałem się na pożegnanie do Ambasady a następnie do Akademika i z powrotem do Ambasady. Pożegnania trwały długo (od ok. 14 do 2 w nocy) i intensywnie oraz były połączone z promocją „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Moto Syberii&lt;/span&gt;” oraz pozbyciem się zimowej czapki w nie do końca jasnych dla mnie okolicznościach – muszę napisać w tej sprawie do Alisha :P W każdym razie pakowanie odbyło się według najlepszych wzorców &lt;span style="font-style: italic;"&gt;last minut panic&lt;/span&gt; – zawsze skuteczna metoda, a kac dopadł mnie dopiero w Moskwie!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To już praktycznie koniec mojego pobytu w Taszkencie, ale pożegnania odłożę sobie do kolejnego postu… :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-492243573126853694?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/492243573126853694/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/grudzien-w-piguce.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/492243573126853694'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/492243573126853694'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2010/01/grudzien-w-piguce.html' title='Grudzień w pigułce'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/S0sxlsYVL0I/AAAAAAAASvg/EmuI7OvjM3o/s72-c/100_3052.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-9097254084374954289</id><published>2009-12-23T16:51:00.005+01:00</published><updated>2009-12-23T17:03:23.759+01:00</updated><title type='text'>...to jest ojców mowa, to nasza historia, której się nie zmieni...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 102, 0);font-size:130%;" &gt;Taszkentczyk chciałby wszystkim Czytelnikom złożyć najserdeczniejsze życzenia Spokojnych, Zdrowych, Wesołych i bez sączącej się z ekranu TV sieczki Świąt Bożego Narodzenia oraz Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 102, 0);"&gt;Nie będę wymyślał - ta scena oddaje wszystko:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/DgO6QyH5xrU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/DgO6QyH5xrU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-9097254084374954289?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/9097254084374954289/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/12/to-jest-ojcow-mowa-to-nasza.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/9097254084374954289'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/9097254084374954289'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/12/to-jest-ojcow-mowa-to-nasza.html' title='...to jest ojców mowa, to nasza historia, której się nie zmieni...'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-4735072501822866341</id><published>2009-12-20T16:53:00.004+01:00</published><updated>2009-12-20T16:57:32.092+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><title type='text'>Życie naśladuje sztukę...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sy5Irgr34EI/AAAAAAAASqQ/pIgoCQOPLZ0/s1600-h/ss+mak.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sy5Irgr34EI/AAAAAAAASqQ/pIgoCQOPLZ0/s400/ss+mak.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417347314118811714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;vs.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size:180%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sy5IryxkDwI/AAAAAAAASqY/pmyBAEDWrp0/s1600-h/ws.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 260px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sy5IryxkDwI/AAAAAAAASqY/pmyBAEDWrp0/s400/ws.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5417347318974516994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-4735072501822866341?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/4735072501822866341/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/12/zycie-nasladuje-sztuke.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4735072501822866341'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4735072501822866341'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/12/zycie-nasladuje-sztuke.html' title='Życie naśladuje sztukę...'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sy5Irgr34EI/AAAAAAAASqQ/pIgoCQOPLZ0/s72-c/ss+mak.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-8679490801545236921</id><published>2009-11-30T16:52:00.007+01:00</published><updated>2010-09-08T00:25:59.240+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Buchara'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><title type='text'>„Skaldowie” oraz Buchara</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Co tu się dużo rozpisywać? Sam tytuł postu jest przecież jasny… Wszystkiego można się domyślić. Ale jednak pokatuję Was moimi wypocinami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;19 listopada br. z inicjatywy Ambasady odbył się koncert zespołu „Skaldowie” w Taszkencie. Już widzę u niekt&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rych z Was te ironiczne uśmieszki na twarzach. O gore Wam, ignoranci! Wiem, co m&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wię, albowiem sam na wieść o występie dinozaur&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;ó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w polskiej muzyki rozrywkowej miałem cokolwiek mieszane uczucia. Toż to zespół dobry dla mych rodziców, ale ja pewnie na koncercie zniosę jajo. Oczywiście każdy kojarzy „Skaldów”. Nawet jeśli nie potrafi dopasować do nich w danym momencie tytułów piosenek, to znane mu są hity „Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał”, „Z kopyta kulig rwie” czy „Przemyślenia w&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SxPr-yl1OBI/AAAAAAAASU8/1pW4DCIgP-k/s1600/100_2926.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SxPr-yl1OBI/AAAAAAAASU8/1pW4DCIgP-k/s400/100_2926.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409927041366964242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iejskiego listonosza”. Jak na przeboje masowej publiczności przystało utwory te są lekkie i przyjemne, wpadające w ucho, ale jednak dość banalne. Nie jest to oczywiście żaden zarzut! Żeby utwór stał się hitem musi mieć w sobie „to coś”, co powoduje, że dobrze się przy nich bawimy. Piosenki, te gdyż już staną się desygnatami predykatu „być przebojem” stają się powszechnie znane i kolejne pokolenia również nucą ich refreny pod nosem. Ja jednak się obawiałem tego, co „Skaldowie” zaprezentują poza swymi utworami, które weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. No i tu wychodzi najbardziej moja indolencja intelektualna (głowę popiołem swą kornie posypuję). Obawiałem się, że poza przebojami „Skaldowie” zaprezentują jeszcze „hity pomniejsze”, czyli banalne utwory, którym nie udało się przebić do masowej wyobraźni… &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mea culpa&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, że koncert odbywał się w ramach cyklu „Skaldowie na dwa fortepiany” – bardzo dobry pomysł, który nadał muzyce bardziej kameralny charakter. Na fortepianach zagrali Andrzej Zieliński i Stanisław Deja. Na skrzypcach oraz na wokalu zaprezentował się Jacek Zieliński. Dość szybko okazało się (okazało się oczywiście dla mnie), że „Skaldowie” to nie tylko „lampa nad progiem, krzesło i drzwi”, ale również poetyckie teksty podlane naprawdę wzruszającą muzyką. I tak zaczynając od „Jutro odnajdę Ciebie” poprzez „Od wschodu do zachodu słońca” dotarliśmy do „Wierniejsza od marzenia”, kiedy to przez głowę przeszła mi myśl, że muszę zgooglować tę piosenkę a najlepiej odnaleźć na YT. Zapytałem się p. Ani o tytuł i przez cały koncert starałem się zapamiętać. Kilka utworów dalej moja kopara opadła na podłogę zupełnie – „Skaldowie” wykonali balladę rockowo-ludowo-klasyczną ( :P ) „Krywaniu, Krywaniu”. To był, jak dla mnie, kulminacyjny moment koncertu. Oczywiście tylko swojej ignorancji zawdzięczam, że wcześniej nie znałem tego utworu, jak i szerzej twórczości „Skaldów”. Stąd być może i mój zachwyt! W końcu bardzo lubimy być pozytywnie zaskakiwani!! W każdym razie, niech mi ktoś teraz spróbuje „Skaldów” plugawić, to nawiązując do klasyka „impreza bydzie, ale roz…”!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/0m1pL4P9AaA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/0m1pL4P9AaA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec kilka faktów. Koncert trwał ponad półtorej godziny i zgromadził blisko 600 osób!! Był to trzeci koncert grupy w Taszkencie (poprzednie miały miejsce w latach 1968 i 1980). Ze „Skaldami” wystąpiła również taszkencka wiolonczelistka Anna Popowicz, która wcześniej wystąpiła z orkiestrą na naszym przyjęciu z okazji Dnia Niepodległości. Obok „Skaldów” gwiazda występu była mała Julka – córka Marty i Remka z Ambasady, która na scenie odstawiała hołubce w rytm muzyki, wzbudzając rozbawienie publiczności :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po koncercie odbyło się przyjęcie, gdzie w luźniejszej atmosferze można było porozmawiać z artystami. Przy tej okazji człowiek może się dowiedzieć czegoś o sobie i to od samego Andrzeja Zielińskiego, np. że przypomina wyglądem Leszka Możdżera (!) :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*                    *&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                    &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Z okazji koncertu „Skaldów” do Taszkentu dobiła ekipa duszanbińska, czyli Magda i Seba. W piątek przebudziłem się lekko zmechacony po przyjęciu – znak, że łaska &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wielkiego ETOH-a, Bóstwa Skorego do Gniewu a nie Bardzo Łaskawego&lt;/span&gt;, zstąpiła na mego ducha, aże lichą ziemską mą powłokę rozkoszny ból przeszył… Uzyskawszy na ten dzień dyspensę od praktykanckich obowiązków udałem się na spotkanie z Magdą, by pokazać jej chociaż troszku Taszkent. Zgodnie z ustaleniami kupiliśmy także bilety na pociąg do Buchary, do której ruszyć mieliśmy wieczorem razem z Anią. A w Taszkencie pierestrojka na całego! Ciąg dalszy działań wokół skweru Amira Temura! Wycięto wszystkie drzewa na placu, pozostawiając jedynie Tamerlana po środku. Zdarto nawierzchnię i wkroczyły &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ZiŁ-y&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;MAZ-y&lt;/span&gt; oraz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GAZ-y&lt;/span&gt; a wraz z nimi wyspecjalizowane brygady ochotników-robotników! Oprócz tego trwa wyburzanie hotelu „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Poytaxt&lt;/span&gt;”. A spróbuj człeku pstryknąć zdjęcie koparki wspinającej się mozolnie po stercie gruzu na drugie piętro hotelu albo „nagiego” Timura – zaraz ogóreczki Cię zgwiżdżą i usuwać każą zawartość kart pamięci. Obsesja antyfotograficzna sięgnęła nawet dalej – nie można fotografować nawet monumentalnego niedawno powstałego centrum konferencyjnego, przynajmniej nie wtedy, gdy myte są okna! Dla ułatwienia dodam, że okien nie myje tam sterta bab w pomarańczowych kamizelkach i kwiecistych spódnicach spuszczona na parcianych pasach z dachu budynku, lecz wykwalifikowani profesjonalni robotnicy na nowoczesnych podnośnikach! Nie ma więc powodu do wstydu! &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wsjo taki nie lzja fotografirować&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem, tuż przed odjazdem pociągu, odwiedziliśmy „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elvisa&lt;/span&gt;”. Przy tej okazji pozdrowienia od Rudika dla Martyny i Olgi oraz prośba do wszystkich, którzy wybierają się do Taszkentu o przywiezienie Rudikowi polskiej flagi :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pociągu mieliśmy bilety na wagon &lt;span style="font-style: italic;"&gt;płackartny.&lt;/span&gt; Co ciekawe w składach uzbeckich, liczących ok. 20 wagonów, jadzie jedynie 3-5 wagonów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;płackartnych&lt;/span&gt;, reszta to &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kupiejne&lt;/span&gt; + restauracyjny. Wieczór spędziliśmy w restauracyjnym oglądając, a jakże by inaczej: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Motosyberię&lt;/span&gt;”. Chcę przy tej okazji zaznaczyć, że nikt mi nie płaci za promowanie tego filmu ;) a szkoda… :P Po prostu uważam ten film za jedną z najlepszych podróżniczych relacji video, jakie było mi dane w życiu obejrzeć! Trzeba szerzyć dobre wzorce! …czy nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do Buchary dotarliśmy bladym świtem, korzystając z uprzejmości poznanego w pociągu mężczyzny, udaliśmy się do centrum na plac Lyabi-Hauz i stamtąd do przytulnego hoteliku. Po krótkim czasie przybył wraz z kolegą Ikrom, chłopak poznany w pociągu. Ich przyjaciel żenił się tego dnia i zgodnie z tradycją wszyscy mężczyźni &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SxPr_G2zrqI/AAAAAAAASVE/foV4la9xfgM/s1600/100_3010.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SxPr_G2zrqI/AAAAAAAASVE/foV4la9xfgM/s400/100_3010.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5409927046806875810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zaproszeni na wesele spotykają się rano na płowie. Chłopaki postanowili przywieźć nam półmisek bucharskiego płowu. Ja tam lubię wszystkie odmiany tego dania, więc smakowała mi i bucharska! Następnie wybraliśmy się na spacer po starym mieście. Nie chce mi się po raz kolej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ny rozpisywać o zabytkach Buchary, które są porażające a o których już przecież &lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/uzbekistan-czyli-taszkentczyk-wraca-do.html"&gt;pisałem troszkę&lt;/a&gt;. Grunt, że udało mi się zrobić zdjęcie Łady Żiguli Pjatorki oraz spotkać sprzedawcę od czapek afgańskich (pamiętasz Sokół? ;) ) :P Dziewczyny planowały oczywiście &lt;span style="font-style: italic;"&gt;la grande shopping&lt;/span&gt; pamiątek, ale nie taki diabeł straszny i jakoś nie wymęczyło mnie to zbytnio. Późnym popołudniem wylądowaliśmy pod wieżą ciśnień na przeciwko Pałacu Emira Buchary i po raz kolejny miałem okazję przełamać swój lęk wysokości i wdrapać się na 30-metrową, niebudzącą zaufania r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;adziecką konstrukcję. Że było warto, chyba mówić nie muszę ;) Wieczorem mieliśmy udać się z Ikromem na ślub jego kolegi, ale jakoś ostatecznie plan ten nie wypalił… Za to spotkaliśmy się ze… Skaldami, którzy w międzyczasie przybyli do Buchary w ramach pokoncertowego zwiedzania Uzbekistanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/trgQoAoreAA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/trgQoAoreAA&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia ruszyliśmy na północ Uzbekistanu n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ad jezioro Ajdar-Kul. Nie zrobiło ono niestety takiego wrażenia, jak się spodziewałem. Jest to w końcu spory zbiornik, ale chyba pora roku nie była najlepsza oraz nasz kierowca wybrał kiepskie miejsce. Następnie ruszyliśmy do Nuraty. Miasto warte zobaczenia ze względu na prowincjonalny charakter oraz swe zabytki. Jest tam bowiem meczet z X wieku, ruiny fortecy założonej jeszcze przez Aleksandra Macedońskiego, a także źródło wody mineralnej, zamieszkałe przez setki ryb, których miejscowi nie jedzą, przekonani o ich świętości. Nadto jest muzeum, które warto zobaczyć. Nam udała się ta sztuka za darmo, bo kustosz powiedział, że Polacy rzadko tu docierają. Z całego muzeum najciekawszy był „uzbecki Pampers”. Dzień wcześniej widziałem na bazarze w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Bucharze drewniane rurki przypominające fajki. Zaciekawiły mnie one na tyle, że nawet zacząłem się im bliżej przyglądać i zastanawiać, jak pali się w nich tytoń. Dobrze, że nie widział tego sprzedawca ani żaden lokales, bo zostałbym wyśmiany na czym świat stoi (diabli wiedzą, może zostałem :P ) Okazuje się, że fajkę nakłada lub przykłada się (w zależności od płci) leżącemu dziecku na „końcówkę” i wyprowadza poza obręb kołyski. W ten sposób dziecko może oddawać moc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z, nie brudząc ubranka. Przynajmniej tyle teoria… Taaaak, nawet w takiej Nuracie można człowieka czymś zaskoczyć! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4BeW241eclc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4BeW241eclc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W drodze powrotnej do Buchary, odwiedziliśmy jeszcze Pałac Letni Emira Buchary. Malownicze miejsce, ale strasznie zaniedbane i splądrowane. Większość wyposażenia komnat została rozebrana przez uzbeckich oficjeli (wedle słów miejscowych) i stoi teraz w ich rezydencjach. Bieda, jak rzekł minister Sikorski do Schetyny :P Po&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nadto udało nam się zobaczyć dwa półdzikie wielbłądy, które miejscowi starają się oswoić…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                    &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                    &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Z wydarzeń ubiegłego tygodnia należy wspomnieć wizytę kilku delegacji z kraju. Jako że ja nie byłem w to w żaden sposób zaangażowany, to nie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;będę się o nich rozpisywał. Wybraliśmy się z Anią do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Teatru „Ilhom”&lt;/span&gt; na „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Oresteję&lt;/span&gt;”. Sztuka, choć antyczna, jak przystało na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;„Ilhom”&lt;/span&gt; nie była wystawiana klasycznie. Mimo iż mój rosyjski pozwalał mi rozumieć jedynie piąte przez dziesiąte albo i mniej, to i tak bardzo mi się podobało. Zachwycałem się formą, przedkładając ją nad treść! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W zeszłym tygodniu miała także miejsce w Ambasadzie uroczystość wręczenia Kart Polaka 11 obywatelom Uzbekistanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast w piątek miałem wielką przyjemność podjąć próbę sprostania ciekawemu wyzwaniu. Mianowicie, jak już wspominałem, Ambasada RP &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w Taszkencie sprawuje lokalną prezydencję unijną, przez wzgląd na brak placówki szwedzkiej. W związku z tym odbywają się cykliczne posiedzenia szefów misji, konsulów, radców handlowych i administratorów. Na piątek zostało zaplanowane spotkanie konsularne i Pani Konsul poprosiła mnie poprowadzenie tego posiedzenia! Nie powiem żebym się nie denerwował, głównie ze względu na brak pełnego rozeznania w miejscowych kwestiach konsularnych, ale chyba całość poszła nienajgorzej :) Heheh takim to sposobem tow.jablona przewodniczył konsulom UE w Taszkencie!! Przez półtorej godziny i jedynie de facto, ale… ale! :D&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                    &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                    &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;I jeszcze dwie impresje z Buchary:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HeGcCrSkilQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/HeGcCrSkilQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/P5KAE3hZdFY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/P5KAE3hZdFY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-8679490801545236921?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/8679490801545236921/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/skaldowie-oraz-buchara.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/8679490801545236921'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/8679490801545236921'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/skaldowie-oraz-buchara.html' title='„Skaldowie” oraz Buchara'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SxPr-yl1OBI/AAAAAAAASU8/1pW4DCIgP-k/s72-c/100_2926.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-3932230392456334461</id><published>2009-11-14T18:41:00.012+01:00</published><updated>2009-11-16T15:55:05.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dzień Niepodległości'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasada'/><title type='text'>Święto Niepodległości na obczyźnie</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zawsze byłem ciekawy, jak też wyglądają obchody świąt narodowych daleko od kraju. Kto przychodzi na organizowane przyjęcia? Jaki panuje nastrój itd.? Na szczęście było mi dane przyjrzeć się temu od kuchni.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W niedzielę bezpośrednio poprzedzającą dzień 11 listopada w kościele katolickim, zwanym bardzo często polskim kościołem, a o którym pisałem już co nieco w &lt;/span&gt;&lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/01/niedziela-czyli-dzie-boy.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;poście z lutego&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, odbyła się zamówiona przez A&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mbasadę msza św. za Ojczyznę. Wszyscy katoliccy księża w Uzbekistanie to Polacy – franciszkanie. Polakiem jest także biskup. Z tego też tytułu msza odbyła się po polsku. Kościół był pełen wiernych – licznie przybyła P&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;olonia oraz oczywiście reprezentacja Ambasady, a także Polacy, którzy z okazji różnych innych za&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dań przebywają w Taszkencie. Nie omieszkał z nutką ironii zauważyć tego proboszcz, stwierdzając, że szkoda, iż mszy za Ojczyznę nie ma w każdym miesiącu, bo miałby wtedy pełną świątynię wiernych ;) Przed rozpoczęciem nabożeństwa proboszcz werbował parafian do aktywnego udziału w mszy i takim obrazem Marta i Remek czytali I i II czytanie, natomiast ja wystąpiłem z modlitwą wiernych. Od niepamiętnych czasów nie „występowałem” w kościele – chyba ostatni raz miało to miejsce w podstawówce, więc lekki stresie był :P , ale wszystko poszło chyba dobrze ;) Przynajmniej zebrałem pochwalne recenzje :P Podczas samej mszy spostrzegłem kilka elementów liturgii różnych od tych znanych mi w Polsce. Po pierwsze, podczas podniesienia mało kto klęka – zdecydowana ludzi stoi z pochylonymi głowami. Po drugie, spośród osób idących do komunii wielu nie przyjmuje komunikatów, lecz ogranicza się do przyjęcia błogosławieństwa. Po trzecie, podczas błogosławieństwa kończącego mszę praktycznie nikt się nie żegna na słowa kapłana „Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec i Syn i Duch Święty”. Ot, co kraj, to i obyczaj, choć Kościół Powszechny…&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;11 listopada to dzień wolny od &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pracy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Polsce. To samo dotyczy oczywiście polskich misji dyplomatycznych. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGo9oheI/AAAAAAAAR2w/I7137A6AfuU/s1600/DSCN1226.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGo9oheI/AAAAAAAAR2w/I7137A6AfuU/s400/DSCN1226.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404705595501086178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ścisły sztab ;) musiał jednak udać się do Ambasady celem dopracowania przemówienia okolicznościowego, które miało być wygłoszone podczas przyjęcia. Sama uroczystość odbyła się w hotelu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;InterContinental&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Jako gospodarze przyjechaliśmy około godziny przed czasem, żeby dopilnować ostatnich przygotowań. Sala była spora – naprzeciw drzwi wejściowych zn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ajdował się długi stół z owocami i słodkościami. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfG9O41gI/AAAAAAAAR24/hZ4flMklY1Y/s1600/DSCN1227.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfG9O41gI/AAAAAAAAR24/hZ4flMklY1Y/s400/DSCN1227.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404705600942167554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W dalszej kolejności stał &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;piękny bukiet kwiatów w barwach narodowych, mikrofony i flagi: uzbecka, polska i europejska. Za nimi znajdowała się scena, na której rozstawili się muzycy. Przy scenie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; znajdowały się dwa okrągłe stoliki: dla zaproszonych ambasadorów i oddzielnie dla żon. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z drugiej strony stał ekran, na którym wyświetlano cykl fotografii „Polska w obrazach”. Przy bocznych ścianach znajdowały się dwa długie stoły, na których wyłożone zostało jadło, w tym przygotowany przez Polonię bigos :) Z obu stron drzwi wejściowych zlokalizowano barki z napojami.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Gdy zbliżała &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ficjalna godzina rozpoczęcia p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzyjęcia: Radca wraz z małżonką i niedawno przybyłym attaché wojskowym ustawili się przy drzwiach do witania gości, którzy gromadzili się już przed salą, by zgodnie z zasadam&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i z lekkim opóźnieniem rozpocząć wchodzenie. Ja wraz z Anią (aplikantką) staliśmy z tyłu i odbieraliśmy kwiaty. Po wejściu wszystkich gości, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGSlBlUI/AAAAAAAAR2o/14RDKKz-j8U/s1600/DSCN1213.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGSlBlUI/AAAAAAAAR2o/14RDKKz-j8U/s400/DSCN1213.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404705589492290882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nastąpił czas oczekiwania na przyjście gościa głównego, którym był wiceminister z Ministerstwa Zagranicznych Relacji Gospodarczych, Inwestycji i Handlu. Po jego przyjściu, nastąpiło oficjalne otwarcie przyjęcia. Radca wraz z Gościem ustawili się przy scenie pod flagami. Zostały odegrane hymn polski i uzbecki &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a następnie pan Radca wygłosił przemówienie. Rozpoczęło się przyjęcie właściwe ;)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Moje &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;doświadczenia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z przyjęciami są prawie żadne, bo poza &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;COP-owskim&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; bankietem otwarcia w zeszłym roku nie byłem na żadnym innym, jednak mog&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ę powiedzieć, że ta uroczystość była bardzo udana. Było dużo gości, ponoć więcej niż u &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGNdYRvI/AAAAAAAAR2g/mWm7ma5tsIw/s1600/DSCN1232.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGNdYRvI/AAAAAAAAR2g/mWm7ma5tsIw/s400/DSCN1232.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404705588118046450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czechów, którzy mieli swoje święto jakieś dwa tygodnie przed nami, a z którymi przecież z taką lubością rywalizujemy o wszystko, zawsze i wszędzie ;) Oprawa muzyczna był chyb&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a jedną z najmocniejszych stron przyjęcia – zespół na scenie składał się z profesjonalistów – muzyków, co się zowią, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wykonujących szlagiery światowej muzyki. Przy czym dobór utworów był bardzo dobry – nie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;absorbowały w sposób nadmierny uwagi, a miło wpadały w ucho. Najlepiej ubrany na całym przyjęciu był nasz attaché, który nie miał zwykłego munduru g&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;alowego, lecz coś w rodzaju czarnego frako-munduru z błękitną kamizelką, białą koszulą i czarną muszką – kapitalnie to wyglądało. Przyjęcie, jak to&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dyplomatyczne przyjęcia nie trwało szczególnie długo, choć najwytrwalsi przekroczyli niepisaną zasadę, iż nie należy pozostawać dłużej niż dwie godziny – niechybny znak, że się podobało :)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;I ja tam z gośćmi byłem, miód i wino piłem a com widział i słyszał na blogu zamieściłem…&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dziś natomiast &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfG2CmgpI/AAAAAAAAR3A/76XNoL-nYj0/s1600/100_2906.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfG2CmgpI/AAAAAAAAR3A/76XNoL-nYj0/s400/100_2906.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404705599011586706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;odbył się w kościele F&lt;span style="font-style: italic;"&gt;estiwal Piosenki Polskiej &lt;/span&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polskie Szlagiery XX w.&lt;/span&gt;" Koncert zorganizowała&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;olskie Centrum Kultury "Świetlica Polska"&lt;/span&gt;. Cała impreza miała spory rozmach i wzięli w niej udział muzycy z różnych innych centrów narodowych. Poziom wokalny był dużo lepszy niż się spodziewałem. Przybyło również wielu widzów, którzy szczelnie zapełnili "kościół dolny". Fajnie było zobaczyć i usłyszeć, jak nie-Polacy wykonują polskie hity z repertuaru Połomskiego czy Rodowicz :) BTW, w następny weekend mamy koncert Skaldów :D Oczywiście się wybieram!! :D&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zresztą oceńcie sami:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Qlw2IxTVXk4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Qlw2IxTVXk4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/uRGskIhru5c&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/uRGskIhru5c&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SWYagJ5h_WM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SWYagJ5h_WM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*                            *&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;                            &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;*&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;BTW. Od dawna zabierałem się do obejrzenia filmu K. Zanussiego „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Persona non grata&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”, jak zresztą do dziesiątków innych filmów, na co brakuje po prostu czasu. Okazało się jednak, że film ten ma pan Radca i pewnego wieczora przysiedliśmy do niego. Świetny film, zarówno od strony fabuły, jak i gry aktorskiej (Zapasiewicz, Stuhr, Michałkow, Chyra – to chyba sporo tłumaczy) czy muzyki. Poza tym gratka dla każdego, kto miał okazję przyjrzeć się z bliska funkcjonowaniu placówki dyplomatycznej – można zobaczyć sporo sytuacji znanych z rzeczywistości lub do niej podobnych. Polecam obejrzeć ten film!&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;BTW od BTW. Pan Radca kupił w tym tygodniu arcyciekawą książkę (i to nie w jakimś kiosku, lecz jednej z lepszych księgarń Taszkentu) pt. „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polska –  «pies łańcuchowy» Zachodu&lt;/span&gt;”. Pierwszy rozdział: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Narodziny Szakala&lt;/span&gt;”. Ostatnie dwa wieczory urozmaicaliśmy sobie czytaniem na głos rozdziału o okresie rewolucji i Międzywojnia. Śmiechu było co nie miara. Autor wszędzie widzi robotę polskich szpiegów. Korpus Polski gen. Dowbór-Muśnickiego to zakonspirowana polska armia, która została utworzona tylko po to, by sabotować zmagania carskiej armii i przy najbliższej okazji wbić nóż w plecy Rosjanom. Najlepszy jest jednak fragment, w którym autor próbuje przemycić myśl, iż &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;CzeKa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czriezwyczajnaja Komissija po Borbie s Kontrriewolucyjej i Sabotażom&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;), poprzedniczka &lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;GPU&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;OGPU&lt;/span&gt;, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;NKWD&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KGB&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;) była niejako agenturą &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;POW&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Polska Organizacja Wojskowa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;), służącą w ogromnej mierze infiltracji radzieckich władz i społeczeństwa, dywersji na terenie Kraju Rad oraz przygotowywaniu polskiej interwencji zbrojnej skierowanej przeciwko ojczyźnie proletariatu. Nie możemy wszak zapominać, że na czele &lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czerezzwyczajki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; stał najpierw Feliks Edmundowicz Dzierżyński a po nim Wiaczesław Rudolfowicz Mienżynski – obaj byli polskim szlachcicami! Najsprawniejszym agentem &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;POW&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w ZSRR był jednak Józef Stanisławowicz Unszlicht (znany z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polrewkomu&lt;/span&gt;). Inne asy polskiego wywiadu to Michał Karłowicz Lewandowski (zdobywca Azerbejdżanu) czy niejaki Łągwa (nie z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ich Troje&lt;/span&gt; :P ). Najlepszą przykrywką dla polskiego wywiadu miała być oczywiście &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;KPP&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Komunistyczna Partia Polski&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;)! Każdy, kto ma trochę oleju w głowie i wie czym była &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;CzeKa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, jakimi ludźmi był Dzierżyński i jego kompani oraz  czemu służyła &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;KPP&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, nie wymyśliłby takiej bzdury, no chyba że w jakimś antypolskim zaślepieniu. Czytając to wszystko trudno opanować się od śmiechu, ale po czasie przychodzi refleksja – zapewne wielu czytelników tego quasi-naukowego dzieła weźmie przedstawione w nim informacje za prawdziwe i uzupełniając swoją wiedzę o Polsce w oparciu o inne podobne jemu paszkwile, o które przecież wcale nie trudno na rosyjskim rynku wydawniczym, w rosyjskiej prasie, telewizji czy Internecie, zacznie myśleć o naszym kraju i jego mieszkańcach, jak o śmiertelnym i istniejącym od zarania dziejów zagrożeniu.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;A z zagrożeniami trzeba walczyć. Tak rodzi się szowinizm narodowy…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-3932230392456334461?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/3932230392456334461/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/swieto-niepodlegosci-na-obczyznie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3932230392456334461'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3932230392456334461'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/swieto-niepodlegosci-na-obczyznie.html' title='Święto Niepodległości na obczyźnie'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFfGo9oheI/AAAAAAAAR2w/I7137A6AfuU/s72-c/DSCN1226.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-6058358982339946898</id><published>2009-11-14T07:25:00.022+01:00</published><updated>2009-11-30T18:26:00.269+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadżykistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Duszanbe'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samarkanda'/><title type='text'>Ze wszystkich poniedziałków najbardziej lubię Duszanbe</title><content type='html'>&lt;div&gt;&lt;span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tytuł nie jest bez sensu, jak może się na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pierwyj wzgljad&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wydawać… Duszanbe bowiem po tadżycku oznacza „poniedziałek”. Ładnie? Mnie się podobywa!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jak już wnikliwi czytelnicy zapewne zdążyli się zorientować, na podstawie treści poprzedniego postu, udało mi się, dzięki uprzejmości szefa, wybrać do Tadżykistanu. Wyjazd był związany z przybyciem dwóch polskich delegacji: z Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Spr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;aw Zagranicznych do Duszanbe. Celem pierwszej delegacji na czele z ministrem M. Korolcem było podpisanie umowy o współpracy gospodarczej oraz organizacja spotkań przedstawicieli polskiego biznesu z potencjalnymi tadżyckimi partnerami. Po&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5kQsJeI/AAAAAAAAR5o/bL933YrmMKE/s1600/10.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5kQsJeI/AAAAAAAAR5o/bL933YrmMKE/s400/10.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710868458677730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dstawowym celem wizyty drugiej delegacji, której przewodził minister A. Kremer, było podpisanie protokołu wykonawczego do umowy o współpracy kulturalnej między RP a RT. Koordynacją obu wizyt oraz organizacją drugiej zajęła się Ambasada (pierwszą organizował Wydział Promocji, Handlu i Inwestycji A&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mbasady (który jednak podlega jej tylko nominalnie)).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatnie dni przed wyjazdem przebiegały w Ambasadzie pod dyktando zbliżającej się wizyty. Sebastian, I sekretarz udał się od&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Duszanbe organizować pobyt delegacji min. Kremera na miejscu. Nadto odbyło się spotkanie tzw. HoMsów czyli szefów ambasad państw unijnych. W Taszkencie 10 państw unijnych ma swe placówki: Bułgaria, Czechy, Francja, Łotwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, Niemcy, Polska, Rumunia, Słowacja, Wielka Brytania, Włochy. Sp&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;otkania te organizuje oczywiście państwo, które przewodniczy Unii w danym momencie. Jak wynika z powyższego, Szwecja nie ma swej ambasady w Uzbekistanie, a to ona dzierży przewodnictwo &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w Unii w drugiej połowie 2009&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;r. W takich przypadkach prezydencja lokalna przechodzi na inne państwo – w tym wypadku na Polskę. W spotkanie równi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eż wzięła udział ma skromna osoba, w charakterze jeszcze bardziej skromnego żywego notatnika :P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W związku z faktem, iż zwolniło się tymczasowo mieszkanie kurierskie, przeniosłem się tam z rezydencji na 4 noce (mieszkam obe&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cnie z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;powr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;otem w rezydencji). Mieszkanko jest całkiem fajne, jedynym problemem było wyłączone ogrzewanie a noce zaczynają być już chłodnawe. W schowku pod siedzeniem znalazłem trzy gazety: „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przek&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rój&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;", „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Politykę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” oraz „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Newsweeka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” z końca sierpnia br. Nie ma jak to oddać się l&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ekturze przeterminowanej prasy. W pracy w wolnych chwilach oddaję się temu samemu (oddając się lekturze „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Niezawisymoj Gaziety&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” z lata). Pona&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dto pani Ania użyczyła mi… Aha, muszę wprowadzić nową osobę dramatu, bo poza Martyną i Olgą, to nikt nie będzie pewnie wiedział o kogo chodzi :) Pani Ania to małżonka pana Radcy, która przeleciała do Taszkentu jakieś trzy tygodnie temu. Tak więc pani Ania użyczyła &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mi relację Ferdynanda Goetla pt. „Przez płonący Wschód” z jego próby wydostania się z sowieckiego Turkiestanu poprzez Iran, Pakistan i Indie do nowopowstałej po I wojnie światowej Polski. Książka dostarcza mnóstwa ciekawych obserwacji i trafnych analiz komunizmu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (szczególnie w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; początkowej fazie jego instalacji) oraz brytyjskiego wariantu kolonializmu. Polecam wszystkim, którzy nie czytali!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po przydługawym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wstępie przejdźmy do me&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ritum, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a więc wyjazdu do Duszanbe. Z Taszkentu wyjechaliśmy w niedzielę, 1 listopa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;da&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5sa7yrI/AAAAAAAAR5g/rJNGk_DMtgQ/s1600/9.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5sa7yrI/AAAAAAAAR5g/rJNGk_DMtgQ/s400/9.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710870649129650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w s&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kładzie 4-osobowym: pan Radca, pani Ania, Sławik-kierowca oraz ja. Trasa liczy blisko tysiąc kilometrów a stan dróg miejscami pozostawia wiele do życzenia. Zgodnie z planem odwiedziliśmy po drodze polskie cmentarze, na których pochowani &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;są ci, k&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tórzy wraz z Armią gen. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Andersa pró&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bowali&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lecz nie udało im się wyrwać z nieludzkiej ziemi w 1942 roku. Cmentarzy takich jest na terytorium Uzbekistanu aż jedenaście. Jako pierwszy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;odwiedziliśmy cmentarz w Szachrisabz, na &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;którym spoczywa 256 Polaków. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5J0B-uI/AAAAAAAAR5Y/8OgCA7w0nZ8/s1600/8.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5J0B-uI/AAAAAAAAR5Y/8OgCA7w0nZ8/s400/8.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710861359151842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pośród pochowanych w masowych grobach znajdują się kobiety i mężczyźni, dzieci, dorośli i starcy. Cmentarz nie za&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jmuje dużej powierzchni. Poza p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;amiątkowym &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;obeliskiem,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; znajduje się tam tablica z nazwiskami pogrzebanych oraz kilka sym&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bolicznych nagrobków. Poza tym przy ścieżce są &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;krzewy różane, które zgodnie ze &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;słowami pani Ani wygląda&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ją przepięknie wiosną. Jak się okazało cmentarz ma swojego opiekuna – mieszkającego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nieopodal Uzbeka, który prz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ybył, jak tylko spostrzegł, iż ktoś nawiedził cmentarz. Nie byliśmy zresztą pierwsi tego dnia – n&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a cmentarzu zastaliśmy złożone świeże kwiaty oraz zapalone świec&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e –&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; kilka godzin przed nami cmentarz odwiedzili przedstawiciele Polonii samarkandzkiej oraz polscy księża z Samarkandy. Pan Radca również złożył wieniec od Ambasady, a ponadto zapaliliśmy kilka zniczy. Położony na&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; południowy-zachód od Szachrisabz, Guzar był drugim miejscem pochów&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ku Polaków, na naszej trasie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj41hV2lI/AAAAAAAAR5I/e_L36sp527g/s1600/6.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj41hV2lI/AAAAAAAAR5I/e_L36sp527g/s400/6.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710855912053330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jest to jednocześnie najwię&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kszy cmentarz polski w Uzbekistanie –&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; spoczywają tam szczą&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tki 663 osób. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cmentarz zajmuje sporą powierzchnię – groby również mają charakter symbolicznych i są ułożone w kilkudziesięciu długich równoległych rzędach &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ziemnych wałów&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zwi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eńczonych z obu stron krzyżami. W centrum znajduje się pamiątkowy pomnik a przy wiodącej do niego od wejści&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a ście&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;żce umieszczone są tablice z nazwiskami pochowanych. Przy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bramie wejściowej znaleźliśmy vlepkę &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.rajdszlakiemandersa.pl/"&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Rajdu Szlakiem gen. Andersa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Na cmentarzu pod obeliskiem odnaleźliśmy kilka starych zniczy, przywiez&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ionych z Polski. Tutaj również złożyliśmy wieniec oraz zapaliliśmy znicze. Ze względu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; na siln&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wiatr ze&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zniczami szło nam bardzo ciężko. Na szczę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ście mogliś&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;my liczyć na pomoc mie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;j&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;scowych, na czele z uzbeckim opiekunem cmentarza. W sumie rozstawienie lampek&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zajęło&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nam blisko godzinę, lecz efekt był &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bardzo wzruszający – wyjeżdżaliśmy, gdy zapadał zmrok a cmentarz był rozświetlony &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zniczami! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5Kaq_cI/AAAAAAAAR5Q/BwSkyoQ-npM/s1600/7.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5Kaq_cI/AAAAAAAAR5Q/BwSkyoQ-npM/s400/7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710861521223106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Namiastka polskiego 1 listopada &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Uzbekistanie (ba, może nawet było lepiej, bo „nasze” znicze były woskowe, kopcące i ot&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;warte – jak za dawnych, dobrych lat, a nie,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zamknięte i olejowe, jakie ze względów praktycznych kosztem swego rodzaju magicznej atmosfery składa się na grobach dziś).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Najciekawszy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; przyrodniczo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; odcinek t&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rasy – przez pustynne wzgó&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rza południowego Uzbekistanu pokonaliśmy już po ciemku. Przekroczenie śpiącej granicy uzbecko-tadżyckiej zajęło nam blisko godzinę, przy czy Tadżykom było szczególnie trudno pracować, albowiem byli pozbawieni prądu. Ten pojaw&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ił się dopiero w Duszanbe. Okazało &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się, że hotel, który miał się stać naszą siedzibą na najbliższy tydzień sąsiaduje z budynkiem tadżycki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ego instytutu geologii, który było nam dane poznać dość dokładnie w sierpniu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;podczas prób zdobycia pozwolenia na wywóz ziemi :) Miejscówka bardzo fajna i komfortowa, zresztą dla mnie, jako namiociarza, każdy hotel jest luksusem ;)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Duszanbe uwiodło mnie od samego początku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Niesamowicie k&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;limatyczne miasto. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPh7W7dI/AAAAAAAAR5A/W069oHEdCBs/s1600/5.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPh7W7dI/AAAAAAAAR5A/W069oHEdCBs/s400/5.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710146277830098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie jest to żadna metropolia, ale ma całkowicie miejski charakter. Nie przytłacza ogromem budynków, czy potężnymi magistralami &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;drogowymi. Nie można nazwać go nazwać schlu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dnym, lecz jednak robi wrażenie bardzo przytulnego i bezpiecznego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Ponadto&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, jeśli nazywałem Taszkent zielonym miastem, to Duszanbe jest „przezielone”! Mnóstwo drzew, sporo park&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ów… Najważniejsze b&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;udynki, będące m.in. siedzibami ministerstw zlokali&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zowane są przy ulicy Rudaki. Nie są to żadne wielki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e nowoczesne gma&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;szys&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ka czy budo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wle w stylu przysadzistego socrealu – to raczej dwu-, trzy-, czterokondygnacyjne klasycystyczne „pałacyki”. Ba&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rdzo smaczne to to :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poniedziałek był dniem przygotowań nadchod&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zących wizyt. P&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;onad&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;to z Chodżentu przyleciał Sebastian. Dzięki &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mu udało mi się wieczorem wyjść na miasto i spotkać grupę miejscowych Polaków, którzy różnymi kolejami losu znaleźli się w Duszanbe: Magdę – wolontariuszkę z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Save the Children&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Polskiego Centrum &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pomocy Międzynarodo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wej&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (polecam &lt;a href="http://gromkistan.blogspot.com/"&gt;blog Magdy&lt;/a&gt;), Jerzego – ewaluatora projektów z MSZ, Sebastiana – z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;EBOiR&lt;/span&gt; oraz Simona ps. Jaruzelski :P – reżysera z USA, który kręcił dokument o tadżyckich gastarbeiterach. Wesoł&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a ekipa :) Ponadto spotkaliśmy się&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gruzińskiej knajpce – &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Georgii&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, gdzie można zamówić sobie piwko &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Natakhtari&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (nie ma nie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;stety &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kazbegi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;) i inne napitki gruzińskiej proweniencji. BTW – w Duszanbe jest do&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;datkowo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; restaura&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cja &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gruzińska – &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tyflis&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – ser&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wują przepyszne żarełko! Do hotelu, celem lepszego poznania miasta, postanowiłem wrócić na pieszo. Spacer ten jeszcze bardzi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ej utwierdził mnie w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;przekonaniu, że centrum Duszanbe nie zajmuje zbyt dużej przestrzeni i faktycznie do wszystkich ważniejszych atrakcji można dotrzeć "z buta" w przeciągu kilku-kilkunastu minut. Duży atut! :)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;We wtorek w nocy przybyła delegacja z MG, nie była to jednak „nasza” delegacja, stąd i ten dzień upłynął przede wszystkim na &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;przygotowaniach do wizyty min. Kreme&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ra. Ja oczywiście pozostawałem w dalekich, strategicznych&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; odwodach ;) , kryjąc się w samochodzie, podczas gdy pan Radca i Sebastian zajmowali się s&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wymi obowiązkami. Popołudnie spędziliśmy na poszukiwaniach restauracji, w kt&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;órej mogłoby się odbyć spotkanie Ministra z zaproszonymi tadżyckimi politykami. Miałem więc okazję zobacz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yć chyba wszyst&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kie gastronomiczne&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; przybytki Duszanbe :P Wieczorem udaliśm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; się na piwko z polską grupą do małego, acz sympatycznego pubu, acz sympatycznego pubu, w którym na plazmowym ekranie wyświetlano &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Vivę Polskę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Okazało się, że &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Viva Polska&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; oraz &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;4fun.tv&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, to dwa najpopularniejsze kanały muz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yczne w Tadżykistanie. I faktycznie – nawet w hotelu mogłem oglądać sobie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Misia &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Push-upka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Tak to Tadżycy mają okazję zapoznać się z dokonaniami polskiej popularnej sceny muzycznej (&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pewnie orientują się w niej lepiej ode mnie :P ) oraz kluczowymi dokonaniami po&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lskiej animacji na przestrzeni &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ostatnich kilku lat (niech żyje &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;GIT Produkcja&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; oraz &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z.F. Skurcz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;! :P ) Do nas&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zej grupy dołączyli jeszcze: Ania – aplikantka z MSZ, która właśnie rozpoczęła staż w Ambasadzie w Taszkencie oraz Konrad z MSZ, który przybył z delegacją MG. Okazało się, że pub musi być jednak o 22 lub 23 (nie pamiętam, która była :P ) zamknięty, gdyż tego wymaga jego koncesja&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; na działalność. Kelnerzy byli faktycznie zdeterminowani, by zamknąć zakład o czasie i z niejaki&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m przeraż&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;en&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iem obserwow&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ali nas&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ze chęci złożenia kolejnych zamówień. Po kilku upomnienio-prośbach opuściliśmy lokal. Większość towarzystwa czekało kolejnego dnia sporo pracy w związku przylotem kolejnej dela&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cji. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wyjątkiem na tym tle byłem oczywiście ja oraz Magda. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Udaliśmy się więc na dalsze zwiedzanie miasta, w asyście tadżyckiego winka. Niestety nie udało się kupić odpowiednika produktów &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;WinKonu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; czy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostrovina&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ;) Magda opowiedziała mi o trzęsieniu ziemi, jakie mia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; okazję przeżyć niedawno – było na tyle silne, że talerze wypadały z szafek! Trzeba &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zaznaczyć, że Magda &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mieszkała wówczas na 7. piętrze. Wspominam o tym, żeby nadmieni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ć, iż mnie udało się już  przetrwać conajmniej dwa trzęsienia ziemi w Taszkencie na przestrzeni mojego &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ostatniego pobytu… Oba najspokojniej przespałem… :/ Może to głupie, ale bardzo bym chciał przeżyć takie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wyraźnie odczuwalne, lecz całkowicie bezpieczne trzęsienie ziemi. Lubię czuć potęgę naszej matuszki Ziemi ;)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Środa rano rozpoczęła się ciekawi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e. Podcz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;as gdy jedliśmy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;śniadanie, do sali restauracyjnej wszedł minister i… dosiadł się &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;do naszego tj. Sławika i mojego stolika. Zainteresował się nawet, co studiuję, czym się zajmujemy na studiach a nawet grzecznościowo spytał, co sądzę o kierunkach, w jakich powinny się ro&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zwijać polsko-tadżyckie stosunki gospodarcze :P Nice ;) Minister zgodził się także na moje uczestnictwo w dwóch punktach programu pobytu jego delegacji, a mianowicie na obecność przy p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;odp&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;isaniu polsko-tadżyckiego protokołu wykonawczego do umowy o współp&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;racy kulturalnej &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i na wy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jazd do Gissaru. Około 14 zawinąłem więc się do Ministerstwa Kultury, gdzie podpisywan&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y był protokół. Uroczystości podobne do tej oczywiście każdy z nas widział setki razy w telewizji, ale bardzo ciek&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;awe było zobaczyć ją na żywo. Szczególnie zaś to, co się odbywa &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ze&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;d samym podpisaniem, czyli kurtuazyjną wymianę zdań, ocenę dotychczasowej współpracy o&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;raz propozycje zgłaszane przez samych ministrów. Po złożeniu podpisów nastąpiła wymiana prezent&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ów oraz krótka konferencja p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rasowa a następnie cała nasza delegacja ruszyła do Gissaru.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/aynNDWyewW8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/aynNDWyewW8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;O Gissarze pisałem w &lt;/span&gt;&lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kraj-ten-chodzi-mi-po-gowie-juz-od.html"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;poście o Tadżykistanie&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Na miejscu ministra przywitał tadżycki zespół ludowy składając&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y się z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPeQ_ZfI/AAAAAAAAR44/UZNGs1udZa0/s1600/4.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPeQ_ZfI/AAAAAAAAR44/UZNGs1udZa0/s400/4.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710145294820850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;sekcji instrumentów perkusyjnych oraz dętych: długiej trąby oraz małej fujarki, a także &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;miejscowe dziewoje z&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; chlebem i solą. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zwiedziliśmy dawną basmacką twierdzę, medresę, zna&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jdujące się w niej muzeum oraz meczet. Po powrocie do Duszanbe zajechaliśmy jeszcz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e na spowity w ciemnościach na skutek braku elektryczności &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zielony Bazar&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Bardzo klimatycznie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wyglądały stosy orzeszków,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; suszonych owoców i świńskich półtuszy oświetlane wyłącznie płomieniem ś&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wiec. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wieczorem nasza polska komanda spotkała się w nastrojowym rosyjskim pubie –&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; urz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ądzonym z po&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mysłem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i dowcipem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPOKqTSI/AAAAAAAAR4w/vMoY3TcoB4Q/s1600/3.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjPOKqTSI/AAAAAAAAR4w/vMoY3TcoB4Q/s400/3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710140973305122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;S&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zczególnie toalety były przystrojone w sposób, który groz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ił wybu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;chem śmiechu mogącym skutkować… no wiadomo czym… Wynikało to z zabawnych, p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;raw&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dziwych i stylizowanych propagandowych radzieckich plakatów. W knajpce dołączyli do nas Rustam i jego młodszy brat – Tadżycy, którzy studiowali w Polsce na Politechnice&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Śląskiej. B&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ardzo fajni faceci! Sporo można było się od nich dowiedzieć o realiach życia w Tadżykistanie, ale także interesujące było zapoznać się z ich oceną rozmaitych wydarzeń w Polsce, gdyż są &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;doskonale&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zoriento&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wani, co jest grane w naszym polskim kociołku! Poza tym zawsze wesoło j&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;est posłuchać&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; historii obcokrajowców z czasów studenckich spędzonych w PL :D&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Czwartek był zasadniczo dniem odpoczynku. Od rana wybraliśmy się do Muzeum Narodowego, które bardzo mi się spodobało&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; podczas sierpniowej wizyty, głównie ze względu na trwający w nim klimat poprzedniej epoki, lecz z ele&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;entami nowoczesności. Jeśli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;inglisz panimajesz&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;”, to dostaniesz elektronicznego przewodni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ka i w kilkudziesięciu punktach możesz wysłuchać wcale nienudnych opisów eksponatów a nawet &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;małych instalacji. Są też kwiatuszki w postaci socrealistycznego malarstwa na ścianach, ciekawego działu o II wojnie światowej (niezłe plakaty – w tym sporo szerzej nieznanych, mówiących o wkładzie republik środkowoazjatyckich w zwycięstwo na Nie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mcami), kącika uwielbienia dla&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; obecnego prezydenta o&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;raz wystawki wytwórczości rolnictwa i przemysłu Tadżykist&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anu na czele &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;luminiowymi, grubo-odlewanymi garami oraz parą dżinsów. Wunderbar! Popołudniu natomiast&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; pojechaliśmy do Nureka. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Udało nam się przedostać kilkadziesiąt metrów dalej niż w sierpniu i w całej okazało&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ści zobaczyliśmy zaporę, choć wejść na jej szczyt nam nie zezwolono. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjOyaAvFI/AAAAAAAAR4o/8P3UnU-wSI0/s1600/2.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjOyaAvFI/AAAAAAAAR4o/8P3UnU-wSI0/s400/2.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710133521497170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Znaleźliśmy się jedna&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;k tuż nad potężną stacją transformatorową a&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ponad nami biegły kable wysokiego napięcia. Od elektryczności aż kotłowało się w powietrzu: nie dość, że można było usłyszeć wyraźnie brzęczenie elektronów &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w obwodach, to po dotknięciu okalającej teren hydroelektrowni&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; m&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;etalowej siatki okazało się, że indukował się w niej wyczuwalny przez skórę prąd elektryczny – pi ra&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;drzwi – o&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;k. 30-40V.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Niestety z kanałów spustowych nie odprowadzono d&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;użych ilości wody &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i nie pows&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tawał, jak w sierpniu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, potężny wodotrysk i chmura aerozolu. I co jeszcze ważne: udało się ustalić przeznaczenie ustawionego na &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;postumencie „łunochoda” :P Jest to maszyna &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;do robienia nawie&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rtów w skale p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzy drążeniu tuneli. Do Dus&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zanb&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e wróciliśmy już po zmroku a dzień, który miał zakończyć się dyskoteką, został ukoronowany opcją studencką,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; czyli dawaj na prirodu z „winkiem z Żabk&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ;) Opcja tańsza, zdrowsza i sympatyczniejsza :D&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EcbLccANiYg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EcbLccANiYg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dnia ruszyliśmy w podróż p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;owrotną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjO-SIdyI/AAAAAAAAR4g/fc5u1H9MSOI/s1600/1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFjO-SIdyI/AAAAAAAAR4g/fc5u1H9MSOI/s400/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5404710136709674786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Naszym celem była Samarkanda. Droga była długa i nie obeszło się bez komplikacji. Spo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ro&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; czasu zeszło na gr&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anicy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Odcinek, który poprzednio pokonywaliśmy po zmierzchu tym razem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ukazał nam się w pełnej krasie. Mi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; się najbardziej podobał potężny kombinat hutnictwa aluminiowego&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w Tursunzadzie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;(miodzio dla koneserów :P ) oraz droga przez pustynne wzgórza w Uzbekistanie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w o&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kolicach &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Bojsun. Po dotarciu do naszego celu, udaliśmy się na zaplanowane spotka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie z Polonią. Było bardzo sympatycznie, mimo dużego już zm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ęczenia. Następnego dnia przed połudn&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;em zwiedziliśmy Samarkandę i popołudniem ruszyliśmy do Taszkentu, w którym znaleźliśmy się pod wieczór. I to by było na tyle…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jeszcze na koniec z dedykacją dla d&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uszanbińskich taksów&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;karzy:&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Инфинити &amp;amp; D.I.P Project - Где&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Ты&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VvA60GRWZYk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VvA60GRWZYk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-6058358982339946898?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/6058358982339946898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/ze-wszystkich-poniedziakow-najbardziej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/6058358982339946898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/6058358982339946898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/11/ze-wszystkich-poniedziakow-najbardziej.html' title='Ze wszystkich poniedziałków najbardziej lubię Duszanbe'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SwFj5kQsJeI/AAAAAAAAR5o/bL933YrmMKE/s72-c/10.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-2692350736945523709</id><published>2009-10-25T13:47:00.007+01:00</published><updated>2009-10-25T15:00:47.787+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ambasada'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><title type='text'>Polska złota jesień…</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;No to jutro mijają dwa tygodnie &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPuxWkVI/AAAAAAAARjA/99yR4UvJLyI/s1600-h/100_2684.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPuxWkVI/AAAAAAAARjA/99yR4UvJLyI/s400/100_2684.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396534181261381970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mojego pobytu w Taszkencie. :) Bardzo szybko zeszło… Za szybko… A&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ż strach się bać, że pozostały czas również może zlecieć tak prędko…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To chyba wynik tego, że w pracy tutaj sporo czasu spędzam a poza tym, jak człowiek szczęśliwy, to czas mu błyskawicznie leci… Tak – świetnie jest być znów w Taszkencie… Już samo to nastraja człowieka optymistycznie do życia a jak do tego dodamy fajną atmosferę w pracy, świetne warunki życia oraz rewelacyjną pogodę na zewnątrz, to czego chcieć od życia więcej – no może imprez troszku brakuje… ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ale po kolei – &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o praktyce w ambasadzie nie będę się rozpisywać, bo będąc na służbie Najjaśniejszej obwiązuje mnie tajemnica ;) To oczywiście żart, bo jako student nie jestem przecież dopuszczany do żadnych sekretów. Moje „stanowisko”, to asystent szefa placówki. Radca jest wymagający i surowy w ocenie dokonań podwładnych, ale nie przeszkadza mi to – wręcz przeciwnie :) W pracy dużo przebywam – od rana do 5 popołudniu lub nawet dłużej. Poza tym często zdarza się zabierać robotę do rezydencji, gdzie jeszcze, w luźniejszej atmosferze, pracujemy po godzinach. Ponadto zdarza się pracować w weekend. Dotychczas były dwa weekendy i&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPRvOlRI/AAAAAAAARi4/fBPpp7W4ags/s1600-h/100_2680.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPRvOlRI/AAAAAAAARi4/fBPpp7W4ags/s400/100_2680.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396534173467841810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w każdy spędziłem jeden dzień w ambasadzie. Niestety zadań nie mam tak dużo, jak myślałem i jakbym chciał… Czasami po prostu się nudzę – przynajmniej moje przygotowania do magisterki o Karabachu r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uszyły żwawiej, bo w wolnych chwilach opracowuję sobie zabrane z domu materiały ;) Moje zadania sprowadzają się do pisania clarisów, czyli robienia tzw. prasówki na potrzeby MSZ. Poza tym wyszukuję potrzebnych info w sieci oraz notuję to, co szef każe… Mieszkam wraz z szefem i jego żoną w rezydencji. Warunki są wyśmienite a poza tym atmosfera w domu jest bardzo fajna. Niemniej jednak jutro zmieniam lokal na okres jednego tygodnia – będę mieszkał sam w mieszkaniu wynajmowanym przez ambasadę. Następnie, w związku z przylotem &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;aplikantki na staż, wracam do rezydencji. Wot, takije roszady…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jest spora szansa, że 1&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPdWFn6I/AAAAAAAARiw/NpN6bsOrgU8/s1600-h/100_2678.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPdWFn6I/AAAAAAAARiw/NpN6bsOrgU8/s400/100_2678.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396534176583622562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; listopada pojadę do Tadżykistanu w związku z toczącymi się tam rozmowami między delegacją &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;polskiego MSZ a MSZ Tadżykistanu. Nie żebym w nich uczestniczył… nawet w charakterze asystenta radcy ;) Jadę bardziej dla towarzystwa i dzięki uprzejmości radcy. Cieszę się, bo będę miał czas pozwiedzać sobie dokładniej Duszanbe a może i coś w okolicach ;) Po drodze przewidziane jest zwiedzanie polskich cmentarzy w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Szachrisabz i Guzarze – są one pokłosiem ewakuacji Armii Polskiej gen. Andersa z ZSRR. W drodze powrotnej przewidziano zaś spotkanie z Polonią w Samarkandzie. Strasznie jestem ciekaw tych spotkań. Bowiem podczas dotychczasowych wyjazdów do b. ZSRR nie udało mi się spotkać wielu osiadłych tam Polaków (no może poza Lwowem i jednym przypadkiem w Karabachu oraz Taszkencie). A tutaj taka gratka – możliwość spotkania z Polakami świadomymi swej narodowości, zrzeszonymi nawet w organizacje :) A propos organizacji polonijnych… Jak mówi pagaworka – „gdzie dwóch Polaków, tam trzy partie” – &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w Uzbekistanie działa pięć organizacji polonijnych, które oczywiście nie żyją ze sobą w najlepszych stosunkach ;) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;To jest chyba najlepszy dowód, że &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPHxVGPI/AAAAAAAARio/IpxuWsigM_s/s1600-h/100_2676.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPHxVGPI/AAAAAAAARio/IpxuWsigM_s/s400/100_2676.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396534170792302834" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;organizacje skupiają najprawdziwszych Polaków :P BTW trwają starania o powołanie organizacji polonijnej w Tadżykistanie – ciekawe ile czasu mienie zanim pojawi się „opozycja” dla niej ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pogoda tutaj jest wprost rewelacyjna – typowa polska złota jesień. Słoneczko grzeje, na niebie ni jednej chmurki, a zielony Taszkent nabiera złoto-czerwonych barw!! Szczególnie to raduje, jak człowiek widzi w TV, że w PL atak zimy – kraj sparaliżowany a kilka tysięcy gospodarstw jeszcze kilka dni po ataku pozostawało odciętych od energii elektrycznej… A tutaj z prądem problemów nie ma!! No może poza paroma króciutkimi blackout’ami. I gdzie jest Trzeci Świat? :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Aha: Gulnara zakończyła budowę swego monumentalnego „pałacu”. Oto efekt:&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXO6SLDpI/AAAAAAAARig/ZkjecaWhJAI/s1600-h/100_2663.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXO6SLDpI/AAAAAAAARig/ZkjecaWhJAI/s400/100_2663.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5396534167171960466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-2692350736945523709?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/2692350736945523709/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/10/polska-zota-jesien.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2692350736945523709'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2692350736945523709'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/10/polska-zota-jesien.html' title='Polska złota jesień…'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SuRXPuxWkVI/AAAAAAAARjA/99yR4UvJLyI/s72-c/100_2684.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-398752550397242055</id><published>2009-10-02T14:07:00.011+02:00</published><updated>2010-09-08T00:28:23.703+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='ZSRR'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Karabach'/><title type='text'>Zgubiony bagaż, wizyta w mieście-widmie i quasi-państwie, skradziony telefon i noc w burdelu… czyli standardowa wizyta na Zakaukaziu</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Taszkentczyk ostatnie ponad dwa tygodnie spędził na magicznym Zakaukaziu – jednym z ciekawszych regionów naszej planety. Punktem docelowym był oczywiście Górski Karabach, stanowiący temat mojej p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;racy magisterskiej. Fajnie się złożyło, że w tym czasie na Kaukaz Południowy wybierali się także moi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;odnokursnicy&lt;/span&gt; – Ania i Kuba, a więc podróżowaliśmy sobie razem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjazd obfitował w przygody. Pierwsza nastąpiła prawie że zaraz po opuszczeniu Polski. Udałem się do Berlina skąd miałem samolot do Erywania przez Rygę. Po odprawieniu bagaż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;u, oczekiwałem w spokoju na podstawienie aeroplanu. Okazało się jednak, że paskud jest poważnie opóźniony i że nie ma szans bym zdążył na rejs Ryga – Erywań. W tej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;sytuacji zaproponowano mi nocleg w hotelu w Berlinie i lot następnego dnia przez Wiedeń. Poinformowano mnie też, że dla usprawnienia sprawy, bagaż odbiorę sobie kolejnego dnia na urzędzie celnym i nadam na nowy lot. Rano gdy jednak udawałem się na lotnisko przeszła mi przez głowa myśl: „Będą jaja, jeśli mój bagaż poleciał jednak do Rygi”. Wydawało mi się to mało prawdopodobne, ale gdy facet z urzędu celnego nie miał mojego plecaka na magazynie, to już wiedziałem, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;prawa Murphy'ego&lt;/span&gt; weszły w życie :P Pani z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lost&amp;amp;found’u&lt;/span&gt; jedynie potwierdziła moje obawy, informując że bagażu na pewno nie ma w Berlinie, nie ma informacji czy jest w Rydze i żebym zgłosił się do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;lost&amp;amp;found&lt;/span&gt; po przylocie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; do Erywania. Tak też zrobiłem, gdz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie poinformowano mnie że bagaż jest najpewniej w Rydze i przyleci najbliższym lotem. Niestety najbliższy lot był za trzy dni. Cóż czynić… Przewidziawszy taki scenariusz już wcześniej, decyzję miałem już podjętą – jadę do Karabachu z portfelem i telefonem w kieszeni oraz bagażem podręcznym, w którym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; miałem aparat, książkę, zeszyt, długopis i zabrany z samolotu koc, który miał mi służyć za bluzę, kurtkę przeciwdeszczową i śpiwór ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z Anią i Kubą spotkałem się w Khor Virap&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4BA-26RI/AAAAAAAAP8U/NtN3B-3G6a4/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4BA-26RI/AAAAAAAAP8U/NtN3B-3G6a4/s400/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387985225545869586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w cieniu przepięknego Araratu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Widok ten utwierdził mnie w powziętej kiedyś idei, że trzeba będzie stanąć na szczycie, gdzie przycumowała Arka Noego ;) Jeszcze wieczorem dostaliśmy się szybkim stopem do Stepanakertu, stolicy Górskiego Karabachu. Wysiedliśmy na głównym placu pod pomnikiem Stepana Szaumiana i nagle słyszę „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Privet Lukas&lt;/span&gt;” – fuksem wpadliśmy na Borysa, którego poznałem podczas pobytu w zeszłym roku. Co prawda pisałem do niego wcześniej, że&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4A-Cv1jI/AAAAAAAAP8M/W52f3Y1F67o/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4A-Cv1jI/AAAAAAAAP8M/W52f3Y1F67o/s400/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387985224756876850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; przyjeżdżam do Karabachu, ale&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nie precyzowałem terminu oraz nie zdą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;żyłem odebrać od niego maila z jego numerem telefonu. Boria zabrał nas na kawę i ciasto do siebie na chatę, a wieczorem, gdy rozłożyliśmy się pod pomnikiem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tatika i Papika &lt;/span&gt;dokarmił nas dalej.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nockę spędziliśmy pod pomnikiem w namiocie (namiot był mały, ale było przynajmniej ciepło ;) ), a kolejnego dnia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Udaliśmy się do Muzeum Narodowego oraz do Muzeum Ofiar Wojny w GK. Szczególnie polecam tę drugą placówkę, prezentującą bogatą kolekcję broni (w tym wielu samopałów) i innego wyposażenia ormiańskich fedainów: zaczynając&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4Ah2IFkI/AAAAAAAAP8E/x3UmEdqAItQ/s1600-h/3.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4Ah2IFkI/AAAAAAAAP8E/x3UmEdqAItQ/s400/3.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387985217187747394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; od książeczek wojskowych przez grzebienie na mundurach kończąc. W muzeum spotkaliśmy panią dyrektor, która po krótkiej rozmowie wręczyła mi książkę-przewodnik po muzeum, zawierającą kalendarium wojennych wydarzeń, zdjęcia ekspozycji oraz skany wpisów do księgi pamiątkowej. I tu niespodzianka: podczas przegląda&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nia książki Kuba zauważył, że zamieszczono w niej mój i Krzycha wpis z zeszłorocznej wizyty! Fajnie, nie? :)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4AaMzb5I/AAAAAAAAP78/fs1Wa9fKdjk/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4AaMzb5I/AAAAAAAAP78/fs1Wa9fKdjk/s400/4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387985215135379346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;południu ruszyliśmy do Szuszy, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gdzie po odwiedzeniu meczetu górnego zostaliśmy skierowani na koncert, który odbywał się w pobliskim Centrum Kultury, finansowanym ze środków &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;przedstawiciela ormiańskiej Diaspory, który zresztą gościł na koncernie. Zresztą nie był on jedynym Ormianinem z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;JuEsEndEj&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3xbepDRI/AAAAAAAAP70/dOEgE9UaJUQ/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3xbepDRI/AAAAAAAAP70/dOEgE9UaJUQ/s400/5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984957780593938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;,&lt;/span&gt; który był tam obecny. Oprócz nich była jeszcze grupka &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„&lt;span style="font-style: italic;"&gt;endżiosów&lt;/span&gt;”, czyli ludzi z różnych NGO oraz Ormianka z Montany, która przyjechała uczyć się ormiańskiego języka na miejscu. Po koncercie zaprosiła nas na bankiet i załatwiła nam nocleg! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Koncert sam w sobie był ciekawy, z urozmaiconą muzyką i tańcami :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/p5L5X_Lu5qM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/p5L5X_Lu5qM&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia zwiedziliśmy resztę Szuszy na czele z meczetem dolnym i kilkoma zrujnowanymi blokami (co nie bardzo podobało się Anii ;) ). Niestety nie udało nam się odwiedzić szuszyńskiego muzeum, gdyż 2 września to święto niepodległości Karabachu i  dzień wolny – przy tej okazji trafiliśmy na kolejny koncert poświęcony tym razem 18. rocznicy secesji Karabachu od Azerbejdżanu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wieczorem przedostaliśmy się Karmir Shuki, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3wcIHrZI/AAAAAAAAP7c/bAagRXFcPpA/s1600-h/7.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3wcIHrZI/AAAAAAAAP7c/bAagRXFcPpA/s400/7.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984940774698386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gdzie spotka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;liśmy owco-ptaka: czyli zwi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;erza, który z powierzchno&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ści wyglądał jak owca, lecz ruszał się tak gwałtownie, jak ptak :P Nockę spędziliśmy u Dawida – strażaka poznanego poprzedniego lata. Jego mały synek – rojber jakich mało po chwili nieśmiałości przypomniał sobie, że dzikie zabaw&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y to jego żywioł ;) Okazało się, że mój list ze zdjęciami z zeszłego roku dotarł do nich :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Karmir&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Shuka to doskonała baza wypadowa do Amarasu, gdzie pochowany jest św. Grzegorz Oświeciciel – czyli człek, który dokonał chrystianizacji Ar&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;menii. W drodze powrotnej rozegraliśmy mecz siatków&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ki z miejscowymi chłopakami i spotkaliśmy trzyosobową grupkę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt;, którzy zademonstrowali nam urządzenie zwane bu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lbulatorem ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/211soJYwC04&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/211soJYwC04&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszej kolejności udaliśmy się pod słynnego, liczącego ponad dwa tysiące lat platana i jeszcze tego samego dnia ruszyliśmy do Azoch, gdzie znajduje się jaskinia. Okazuje się, że zaczęto budować drogę prowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzącą pod samą pieczarę a w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ejście do niej zastawiono kratami. Obawiam się, że niedługo nie będzie można już jej zwiedzać na dziko i cały jej autentyzm zanikinie :/&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia ruszyliśmy do Tug – ta wioska prz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ed wojną była zamieszkana przez Ormian i Azerbejdżan. Było wiele rodzin mieszanych i wszyscy żyli w zgodzie. Gdy zaczęły się pierwsze wystąpienia ormiańskie w Stepankercie na początku 1988, po których nastąpiły starcia w Askeranie i pogrom w Sumgaicie, ludzie w Tug mó&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wili, że ta sprawa ich nie dotyczy – oni &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;żyją ze sobą od wielu lat i narodowość nie ma dla nich znaczenia. Pół roku później wioskę dzieliła już jednak sztucznie wytyczona granica. Ostatecznie zaś skończyło się na regularnych walkach między sąsiadami. Dziś połowa domostw w Tug leży w ruinach. Smutny obraz, lecz nawet tam życie wraca do normy a tylnymi drzwiami wkrada się now&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ocz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;esność: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Karabakh Telecom&lt;/span&gt; otworzył biuro z jednym komputerem podłączonym do Internetu, pojawiła się budka telefoniczna w środku wioski, szkoła została odnowiona przez Diasporę itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem postopowaliśmy do Hadrutu, by st&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;amtąd &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ruszyć przez Fizuli, Martuni i Agdam do Mardakertu. Właściwym celem był właśnie Agdam. Z Hadrutu ciężko nam było się  wydostać, gdyż dopadła nas zgraja na wpół spalonych, na wpół &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pijanych &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt;, którzy na siłę chcieli nas zaprosić na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kajf&lt;/span&gt;. Podjąłem się negocjacji, podczas&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; gdy Kuba i Ania udawali że nie mówią po rosyjsku i próbowali złapać stopa. Efektem negocjacji było to, iż &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratany&lt;/span&gt; dały sobie ostatecznie spokój a ponadto wyposażyły nas w paczkę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cigaretów&lt;/span&gt; :) &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3wAZHLsI/AAAAAAAAP7U/IHoiQB8f1aw/s1600-h/8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3wAZHLsI/AAAAAAAAP7U/IHoiQB8f1aw/s400/8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984933329776322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z Hadrutu zabraliśmy się z przemiłymi paniami prokurator, które wywiozły nas aż do skrzy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;żowania, gdzie odbija droga na Martuni oraz do granicy z Iranem na Araksie. Tam pobawiliśmy się milicyjnym sprzętem, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a gdy zapadł zmrok udaliśmy się rozbić namiot i rozpracować butelczynę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;tutovki&lt;/span&gt;, czyli ormiańskiego bimberku pędzonego na morwach. Smaczna wódka, szczególnie biorąc po uwagę nietęgi woltaż!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/W8hw-jSFI-E&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/W8hw-jSFI-E&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ledwośmy rano wstali a tu drogą przejeżdża konw&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ój wojsk karabachskich – kilkadziesiąt ciężarówek wyładowanych żołnierzami – robiło to niezłe wrażenie. Zacząłem oczywiście nagrywać – co było jednym z powodów uzyskania przeze mnie ksywki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;szpion&lt;/span&gt; ;) Po półtorej minuty wypatrzył mnie jednak jakiś żandarm i ruchem ręki nakazał zakończyć nagra&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnie zarządził kontrolę aparatu i kazał film usunąć – jak się jednak ma menu po polsku i nieobytego z elektroniką żandarma, to można usunąć, nie usuwając ;) Niestety żandarm zarządził kontrolę dokumentów słusznie zauważając, że&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; znajdujemy się  na terytorium okupowanym. Po pół godziny przybył patrol milicjantów, którzy jednak również nie bardzo wiedzieli, co z nami począć… W mi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ędzyczasie zjawił się burmistrz Hadrutu, który poprzedniego dnia obiecał nam transport do Agdamu. Niestety nie zamierzał wchodzić w paradę milicjantom i zostaliśmy na miejscu. Dopiero po jakimś czasie przybył oficer, człowiek gładki jak Putin i stosując delikatną perswazję słowną wyłoż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ył nam co i jak i nakazał powrót do Hadrutu. Mimo, iż było jasne, że nie możemy się sprzeciwić, to Putin ciągle mówił o swojej "uprzejmej propozycji". W Hadrucie nawet nam podziękował za skorzystanie z niej. Nie pozostało nam nic innego jak spróbować dostać się do Agdamu ze Stepanakertu. Po jakimś czasie dostopowaliśmy do stolicy i próbowaliśmy się wyrwać do Agdamu. Zatrzymał się jednak Pan, który zaproponował nam podwózkę do Drmbonu, który i tak był w planach&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, tyle że późniejszych. Po furze było od razu widać, że facet jedzie do Drmbonu w związku ze znajdującą się tam fabryką &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Base Metals&lt;/span&gt;. Nie wiele myśląc powiedziałem o swoim przecz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uciu i okazało się, że jedziemy razem z wicedyrektorem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;BM&lt;/span&gt;!! Rozmawiając dalej okazało s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ię, że Samvel widział „mój” film na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;YT&lt;/span&gt; ze śpiewającym górnikiem z kopalni w Drmbonie. Proszę, proszę jaki ze mnie sławny reżyser :P Po odwiezieniu nas nad Sarsang zaproponował &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nam na kolejny dzień zwiedzanie fabryki. Super opcja! Planowaliśmy początkowo rozbić się pod dębem, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3SKUvxOI/AAAAAAAAP6U/ButImykQsEk/s1600-h/9.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3SKUvxOI/AAAAAAAAP6U/ButImykQsEk/s400/9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984420599743714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;który okupowaliśmy w zeszłym roku z Krzychem, ale wiał silny wiatr i przenieśliśmy się dalej od brzegu zbiornika. Po j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;akiejś chwili przybyło trzech &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt;. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Początkowo jedynie rozmawialiśmy – jeden z nich miał kilkanaście lat w czasach wojny i jako nastolatek sam walczył z Azerbejdżanami. Opowiedział przy tej okazji kilka wstrząsających historii, których nie będę tu jednak przytaczał. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3ScMN0xI/AAAAAAAAP6c/Idc8vN8dYb0/s1600-h/10.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3ScMN0xI/AAAAAAAAP6c/Idc8vN8dYb0/s400/10.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984425395802898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Potem chłopaki przywiozły dodatkową porcję &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ETOH-a&lt;/span&gt; oraz pyszne szaszłyczki i przystąpiliśmy do imprezy w rytm muzyki puszczanej z samochodu. Były różne songi, ale wszystkie świetnie komponowały się z okrzykami „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dżana&lt;/span&gt;”, „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łop&lt;/span&gt;” i „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łoba&lt;/span&gt;” :P&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejny dzień rozpoczął się odwiedzinami &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt;, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;którzy jechali do Madagiz. Potem przyszła kolejna grupka &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt; – tym razem karabachskich komandosów. Gdyśmy się już "wyzwolili" z ich rąk, co nie jest łatwe w Karabachu, gdzie dosło&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wnie co druga napotkana osoba chce cię ugościć (co jest zresztą najcudowniejsze w tym kraju, choć trz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eba się liczyć z tym, że wszystkie plany może zawsze trafić szlag, gdyż opcja zabalowania z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanami&lt;/span&gt; zawsze gdzieś wisi w powietrzu ;) ), ruszyliśmy prosto do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;BM&lt;/span&gt;. Zostaliśmy oprowadzeni po całym zakładzie, niestety bez kopalni. Zresztą sam zakład jest okryty pewną mgiełką tajemnicy – Arsen, nasz przewodnik na pytanie czy można robić zdjęcia poprosił, żeby jednak &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie robić. Poza tym nie chciał zdradzić ile kopalni, punktów wydobycia rudy znajduje się pod zarządem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;BM&lt;/span&gt;. Sam zakład zajmuje się pozyskiwaniem minerałów z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rudy. Na początku jest poddawana ona rozdrobnieniu a następnie mieszana z wodą i w specjalnych kotłach wirowana i filtrowana w celu oddzielenia cząstek metali od nieprzedstawiającego większej wartości ośrodka. Pod koniec odsączana jest woda i pozyskiwany jest półprodukt, czyli minerały w sporym skupieniu zawieszone w masie „błota” (no w każdym razie jakoś tak) :P Taki półprodukt wędruje już do huty, gdzie w procesie elektrolizy jest oczyszczany. Po zwiedzaniu okazało się, że w „pakiecie wycieczkowym” był wyśmienity obiad w stołówce firmy, gdzie spędziliśmy czas na miłych pogawędkach. Próbowaliśmy jeszcze tego sameg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o dnia wydostać się do Mardakertu, ale potwierdził się zeszłoroczny scenariusz: ruch był znikomy :/ Wzięliśmy się więc za czytanie książek, co Ruda kwitowała swoim „N&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uuuuudnoooo!!!” Wieczorem udaliśmy się na nocleg do Arsena, który mieszkał niedaleko drogi. Okazał się, że Arsen wraz z kolegą budują w Drmbonie restaurację i mini-hotel. Zaprosili nas kolację a następnie spędziliśmy kilka godzin na długich rozmowach o Karabachu, wojnie, Polsce i bigosie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia odpuściliśmy sobie kierunek mardakercki, który tak naprawdę był nam potrzebny jako droga do Agdamu i ruszyliśmy z powrotem na trasę Stepanakert – Askeran. Dostopowaliśmy do Askeranu – w sumie pierwszy raz zwiedziłem ruin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y twierdzy i poszliśmy na obiad. Tam spotkała nas kobieta, która żyła z mężem kilka lat w Polsce – mąż bowiem stacjonował w Brzegu jako żołnierz Armii Radzieckiej. Miała bardzo dobre wspomnienia z naszego kraju i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; była bardzo szczęśliwa, że nas spotkała. Zaprosiła nas do siebie do domu na poczęstunek i na noc na działkę. Zanim jednak skorzystaliśmy z jej oferty spróbowaliśmy ponownie dostać się do Agdamu. Niestety, gdy staliśmy na wylocie z Askeranu zatrzymała nas policja. Dość niemiły pan inspektor zabrał nas na komisariat. Po chwili przyszedł młody oficer, który spisał protokół oraz przejrzał nasze fotografie. Mnie najbardziej zaskoczyło, że facet wiedział, iż jestem w Karabchu już po raz drugi (oficjalnie rzeczywiście byłem po raz drugi ;P ) - znak, że służba bezpieczeństwa działa sprawnie. Widać było, że chłop jest „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;życiowy”, więc wytłumaczyliśmy mu dlaczego chcemy się dostać do Agdamu, że w gruncie rzeczy to nie pierwszy raz i że żadne z nas &lt;span style="font-style: italic;"&gt;szpiony&lt;/span&gt;, lecz wschodoznawcy. Było widać, że rozumia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ł nasze cele i nawet chciał nam pomóc, lecz jego przełożeni nie wyrazili zgody na naszą wizytę w Agdamie. Gdy nas więc zwolnili wróciliśmy do byłej mieszkanki Brzegu. Jej mąż zabrał nas na działkę, która jest, trzeba przyznać, niezwykle malownicza – ze sporym stawem na środku, w którym można spokojnie pływać i łowić ryby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rankiem ustaliliśmy, że tak łatwo nie odpuścimy i podejmiemy ostatnią próbę dostania się do Agdamu – marszrutką lub taxi.  Doczłapaliśmy do Askeranu i tu… niespodzianka! Jak już kiedyś zapewne pisałem – każdego roku przy wyjeździe wakacyjnym na Wschód było nam dane spotkać jakąś głowę państwa. Dwa posty wcześniej informowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;łem (&lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kraj-ten-chodzi-mi-po-gowie-juz-od.html"&gt;w poście o Tadżykistanie&lt;/a&gt;), że w tym roku o mały włos a spotkalibyśmy aż czterech prezydentów w Nureku. No, ale wracam do Askeranu. Idziemy sobie główną ulicą i nagle jakiś taki tłum kłębi się przed nami, sporo policji, oficjalna impreza. Okazuje się, że jest otwierana szkoła wybudowana za pieniądze Diaspory. Nagle wpadła mi w oko rejestracja jed&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nego z zaparkowanych samochodów, na której widniała flaga Republiki Górskiego Karabachu i numer 00&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;1 – w tej chwili stało się jasne, że gdzieś tam w tłumie musi być Bako Saakjan! Niestety policja nie pozwoliła nam podejść bliżej :( W ogóle byliśmy pod ich czujnym okiem, jakbyśmy byli jakimiś groźnymi terrorystami. Kazali nam usunąć plecak&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i i cofnąć się dość daleko od samochodów, choć to udało nam się wykłócić, gdyż zwykłym mieszkańcom Karabachu pozwolono stać bliżej. Przyszło nam trochę poczekać na samego prezydenta, ale widzieliśmy go , choć niestety przez krótki czas. Spotkaliśmy też „naszego” pana oficera, który dzień wcześniej spisywał raport. Na nasz widok uśmiechnął się – chyba przeczuwał, że nie odpuściliśmy sobie Agdamu tak łatwo ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po dotarciu do Stepanakertu udaliśmy się na dworzec autobusowy, aby &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pokirjać&lt;/span&gt; taksiarzy na wyjazd do Agdamu. Kto jak kto, ale taksiarz zawsze zwęszy kasę i weźmie człeka nawet  na linię frontu, byle mu tylko zapłacić. Tym bardziej, że pr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zy po poprzednim pobycie wprost ciężko było się opędzić od taksiarzy, którzy proponowali kursy do Agdamu. Okazało się jednak, że władze Karabachu musiały ukrócić ten proceder – pewnie kilka licencji zostało odebranych – i nikt nie chciał nas zabrać bez specjalnego zezwolenia. Została więc opcja mniej bezpieczna, ale i dalece tańsza: marszruta d&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o Martuni bądź Mardakertu jadąca przez Agdam. Opcja ta była mniej bezpieczna, ponieważ wymagała wydostania się z marszrutki na rogatkach Agdamu i przejście pieszo do centrum miasta. Istniała więc realna możliwo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ść zostania zauważonym przez jakichś przedstawicieli służb bezpieczeństwa. Na szczęście marszruta na Martuni, a taką jechaliśmy jedzie bliżej centrum niż ta do Mardakertu i nie musieliśmy odbywać kilkukilometrowego spaceru. Wysiedliśmy przy pomniku bohaterów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej – przynajmniej tak te ruiny wyglądały, choć nie było żadnych elementów dekoracji, choćby fragmentu daty 1941-1945, które mogłyby wskazywać w stu procentach na taki charakter pomnika. Myślę jednak, że przeczucie nas nie myliło ;) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ruszyliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y spiesznie w stronę meczetu. Meczet a raczej widok &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3StzQqII/AAAAAAAAP6k/dxn2km-j0kA/s1600-h/10a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 93px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3StzQqII/AAAAAAAAP6k/dxn2km-j0kA/s400/10a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984430122969218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z jego minaretu wywarł porażające wrażenie na moich towarzyszach – co nie stanowi chyba dla nikogo, kto wie, czym jest Agdam najmniejszego zaskoczenia. Pod nami roztaczał się widok tego, co kiedyś było sporym jak na miejscowe warunki, bo ponad 30-tysięcznym, według relacji świadków – kwitnącym, pełnym orientalnego uroku, miastem. Dzisiaj to potężne morze ruin, którym zawładnęła dziko rosnąca roślinność. W krajobrazie dominują dwa kolory – szarość gruzu, cofająca się pod naporem zieleni (Boże, ale grafomańśtwo!! :P ) Miasto nie ucierpiało w wyniku regularnych działań wojennych, ale zostało poddane metodycznym, planowym wyburzeniom po tym, gdy zostało zdobyte przez Ormian w toku letniej ofensywy 1993 roku. Wcześniej opuścili je oczywiście wszyscy azerbejdżańscy mieszkańcy. Agdam potraktowano jak ogromny magazyn materiałów budowlanych, którymi posłużono &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się dla odbudowy zrujnowanego azerbejdżańskim ostrzałem artyleryjskim z Szuszy oraz n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;alotami bombowymi Stepanakertu. Z Agdamu wywożono okna, drzwi, wyposażenie wnętrz, rozbierano domy by pozyskać cegły (to akurat robi się i dziś) a nawet rozkopano ulice, by wydobyć rury kanalizacyjne! Wot, recykling! W ten sposób powstało największe na świecie, obok Prypeci, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ghost town&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Padła idea, by dostać się do przemysłowej części miasta, położonej bliżej linii frontu, lecz zabrakło w narodzie ochoty i fantazji – zwiększyłoby to szanse dostania się w łapy funkcjonariuszy bezpieczeństwa publicznego ;) Udaliśmy się więc jedynie na „spacer” po centrum. Trafiliśmy na dziwny budynek przypominający wyglądem klasztor, medresę czy starą szkołę – o ile dwie pierwsze wersje są praktycznie niemożliwe, to ostatnia jest prawdopodobna. Spenetrowanie zabudowań okazało się jednak niemożliwe, przez wzgląd na fakt, iż są obecnie zamieszkane! W drodze powrotnej skupiłem się na poszukiwaniu słynnej mozai&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ki na ścianie jednego z domów, która wprowadza jedyne kolory do „morza ruin” (według ustaleń Kuby mozaika znajdowała się przed wojną na budynku Muzeum Chleba!) oraz pomnika Prometeusza. Obie „atrakcje” udało mi się znaleźć i jedynie przy pomniku moi towarzysze zadali mi słuszne pytanie – skąd wiem, że te wystające z postumentu nogi należały do Prometeusza? Pytanie ze wszech miar słuszne, argumentów niepodważalnych z mej strony brak, ale od swej wersji nie odstąpię! To był pomnik Prometeusza :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po „zaliczeniu” Agdamu nie pozostało nam już nic innego jak wycofać się z Karabachu i rozpocząć powrót do domu. Jeszcze wieczorem znaleźliśmy się na trasie Stepanakert – Goris i zaczęliśmy stopować do Armenii. Było już późno, zapadał zmrok i nie szło nam to najlepiej. Gdy zapadły już pełne ciemności postanowiliśmy rozbić namiot. Ostatni fajka na burtniku i ostatnie machnięcie ręką na przejeżdżającego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamaza&lt;/span&gt; i… jedziemy do Goris! Kierowca – Albert okazał się przemiłym człowiekiem, który postanowił nas ug&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ościć w swoim domu w Goris, nie zważając na to, że całej rodzinie będzie bardzo niewygodnie ze wzglę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;du na toczący się w domu remont. Dostaliśmy nawet do własnej dyspozycji łoże małżeńskie Alberta i jego żony – Melanii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień upłynął pod znakiem stopowania do Erywania oraz znajdowania rzeczy zgubionych: w mym przypadku był to dzień odbioru bagażu z lotniska, w przypadku Kuby skompletowanie od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;bratanów&lt;/span&gt; zagubionej karty pamięci ze zdjęciami. Nade wszystko jednak dla mnie był to dzień kradzieży mojego telefonu. Nie było to żadne cudo techniki komórczanej, ale maszyna służyła mi dobrze i byłem do niej przywiązany, poza tym miała pamięć pełną kontaktów, których nie miałem na polskiej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;simkarcie&lt;/span&gt; (która, na całe szczęście, nie znajdowała się w chwili zajumania w telefonie). W ten sposób pozbawiłem się wszystkich mych uzbeckich kontaktów :/ Krew nagła zalewa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia dostopowaliśmy do granicy gruzińskiej, przekroczyliśmy ją i ruszyliśmy do Achałkalaki. Miasto jest istotnym ośrodkiem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; mniejszość ormiańskiej w Gruzji i na naszej drodze stanęli oczywiście gruzińscy Ormianie, w tym ich największy przedstawiciel – Samuel Chaczaturian – wnuk (a dokładniej pra-bratanek – jeśli takie słowo istnieje) słynnego kompozytora Arama Chaczaturiana. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3S05xmPI/AAAAAAAAP6s/nukPoSE7C0Q/s1600-h/11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3S05xmPI/AAAAAAAAP6s/nukPoSE7C0Q/s400/11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984432029341938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samuel, znajdujący się pod ewidentnym wpływem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wielkiego ET&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;OH-a&lt;/span&gt;, zaprosił nas do swojej pracowni artystycznej – zajmuje się odzwierciedlaniem wizerunków zmarłych na kamieniach nagrobnych – i zaproponował kolacjo-libację. Takim atrakcjom nie mogliśmy odmówić! To, co działo się dalej, jest trudne do wytłumaczenia – dość powiedzieć, że Samuel wraz ze swym pomocnikiem i bratem-taksówkarzem postanowili nas odwieźć do Achałcyche a następnie do Batumi (nie wiem jednak dlaczego drogą okrężną??). &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3TE6vVmI/AAAAAAAAP60/NtuvswidGtA/s1600-h/12.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX3TE6vVmI/AAAAAAAAP60/NtuvswidGtA/s400/12.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5387984436328355426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatecznie wylądowaliśmy pod Chaszuri w hotelu, który szybko okazał się być przydrożnym domem publicznym. Spędzić noc w burdelu, w „gabinecie przyjęć” – bezcenne :P &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;BTW: W zeszłym roku Krzychowi i mi pani o niepewnej konduicie postawiła herbatę, w tym roku córy Koryntu wykosztowały się na obiad i całą imprezę! Strach się bać co będzie za rok :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsza nasza trasa przebiegała przez Turcję, Bułgarię, Rumunię, Węgry i Słowację. Od Trabzonu podróżowaliśmy wyłącznie TIR-ami, trafiając na świetnych kierowców – najpierw Turków, potem rewelacyjnych Polaków. Uwielbiam rozmowy przez CB :P :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i tak to było...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-398752550397242055?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/398752550397242055/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/10/zgubiony-bagaz-wizyta-w-miescie-widmie.html#comment-form' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/398752550397242055'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/398752550397242055'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/10/zgubiony-bagaz-wizyta-w-miescie-widmie.html' title='Zgubiony bagaż, wizyta w mieście-widmie i quasi-państwie, skradziony telefon i noc w burdelu… czyli standardowa wizyta na Zakaukaziu'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SsX4BA-26RI/AAAAAAAAP8U/NtN3B-3G6a4/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-7829885028853924839</id><published>2009-08-26T01:23:00.008+02:00</published><updated>2009-08-26T03:15:56.885+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiwa'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samarkanda'/><title type='text'>Uzbekistan, czyli Taszkentczyk wraca do domu</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify; font-family: arial;font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Uzbekistan przywitał nas ostrym trzepandem na granicy. Odprawa szła bardzo wolno, gdyż każdy samochód przechodził szczegółową kontrolę. Polegała ona na wytaszczeniu wszystkiego z auta i poddaniu prześwietleniu falami rentgenowskim, wpuszczeniu psa poszukującego narkotyków do wnętrza pojazdu oraz dokładnej rewizji maszyny przez pograniczników. W przypadku obywateli tadżyckich kontrola była poszerzona o odkręcanie po kolei wszystkich kół oraz foteli celem ich prześwietlenia (sic!). Niestety przed nami na granicę wjechał jeden pojazd na tadżyckich numerach, co istotnie wydłużyło czas naszego oczekiwania. Gdy przyszła nasza pora, troszkę się obawialiśmy, iż celnicy każą nam poodkręcać koła i też będzie mega-trzepando. Na szczęście takie „przyjemności” oferowano jedynie Tadżykom. Nam polecono „tylko” wynieść wszystkie graty – a było tego mnóstwo oraz wpuszczono owczarka niemieckiego do wnętrza auta. Podejrzenia celników wzbudziła oczywiście ziemia i krowie odchody, ale dali się przekonać, że nie zawiera ona nic podejrzanego, oraz małe pojemniki, w które zbieraliśmy owady (aaa! Bo oprócz ziemi zbieraliśmy także owady i pająki). Ostatecznie po prawie godzinnej rewizji wyruszyliśmy w stronę Taszkentu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam wjazd do miasta wzbudził we mnie spore emocje, gdyż wjeżdżaliśmy od strony ulicy Fergona, którą poznałem po jadącym tramwaju nr 13 oraz autobusie nr 93! Fergona to ulica, której odcinek „dolny” przemierzałem setki razy na trasie akademik – centrum miasta. I rzeczywiście po chwili znaleźliśmy się w dobrze mi znanej okolicy: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Risowyj&lt;/span&gt; bazar, więzienie dla kobiet, no i oczywiście widoczny z pewnego oddalenia mój akademik! Pierwsze kroki skierowaliśmy do ambasady kazachskiej, gdzie Sokoły potrzebowały wyrobić wizę tranzytową na drogę do Polski. Następnie ruszyliśmy w poszukiwaniu taniego miejsca noclegowego. Zeszło nam na tym sporo czasu. Okazało się, że z tanich noclegowni wolne pokoje są jedynie w słynnej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hadrze&lt;/span&gt;. Słynnej, bo uchodzącej za największą norę w Taszkencie. W rzeczywistości pokoje nie są takie złe, natomiast łazienki pozostawiają sporo do życzenia, o obsłudze już nie wspominając! Praktycznie „na dzień dobry” pokłóciłem się z dyżurną, która sprawiała wrażenie, jakby pracę w hotelu odbywała w ramach jakiegoś wyroku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieczorem &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF-ESmT3I/AAAAAAAAPLY/DIP10zc03I0/s1600-h/01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF-ESmT3I/AAAAAAAAPLY/DIP10zc03I0/s400/01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067556709977970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;umówiliśmy się natomiast na spotkanie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elvisie&lt;/span&gt; z Aliną, Olgą, Julią i Zamirą. Wspaniale było odwiedzić ponownie ulubiony bar w Taszkencie. Niestety moi towarzysze ze względu na zmęczenie bądź konieczność stawienia się o godzinie 4 rano w kolejce do ambasady kazachskiej nie zechcieli mi towarzyszyć w dalszym balowaniu, wobec czego Taszkentczyk, po odprowadzeniu na lotnisko wracających już do domu Radzimów, musiał udać się sam na dalsze nocne wojaże :) Dołączyłem do Aliny i Zamiry, które bawiły już w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elipsie&lt;/span&gt; i tam przesiedzieliśmy praktycznie do 4 nad ranem :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hQLUgT5GGqc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hQLUgT5GGqc&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia ciężko było mi coś się podnieść, ale do 12 dałem jakoś radę ;) W pierwszym rzędzie udaliśmy się oprawić moją magisterkę a potem na uniwerek, gdzie przedłożyłem pracę. Następnie, wybraliśmy się po Alinę i na krótkie zwiedzanie Taszkentu: medresa &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kulkedasz&lt;/span&gt;, meczet piątkowy, muzeum narodowe. W międzyczasie po małych przebojach wysłaliśmy próbki ziemi do Polski – jak się okazało ta paczka również doszła!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako że powoli zbliżał się wieczór postanowiliśmy coś zjeść – najlepszym miejscem wydawała się rosyjska restauracja &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jołki-Pałki&lt;/span&gt;. Podjeżdżając pod lokal wpadliśmy wprost w łapy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GAIsznika&lt;/span&gt;, czyli milicjanta drogówki. Ten przyczepił się naszych zaciemnionych szyb z tyłu furki. Wydawało się to dziwne, bo przejechaliśmy już po drodze do Taszkentu kilka postów milicyjnych oraz mijaliśmy kilku milicjantów w samej stolicy i nikt nie zwrócił nam uwagi, że coś jest nie tak z naszym samochodem. Zaczęliśmy mu tłumaczyć, że my już praktycznie wyjeżdżamy z Uzbekistanu (co nie było prawdą) i po co nas karać. On kazał jednak ściągać folię, co bez żadnych detergentów nie było możliwe. Poza tym zapowiedział, że maszyna zostanie „aresztowana” i zabrana na „s&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ztrafplościadkę&lt;/span&gt;”. Tam po ściągnięciu folii uregulujemy mandat oraz rachunek za holowanie i parking milicyjny. Byliśmy pewni, że facet chce wymusić łapówkę, więc zaproponowaliśmy, że „zapłacimy mandat na miejscu”. On z uśmiechem na twarzy odrzekł, że nie może pobierać tak wysokich mandatów. Spróbowaliśmy raz jeszcze używając magicznego zaklęcia, które zazwyczaj wypowiada strona wymuszająca łapówkę: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;szto nam nada diełać?&lt;/span&gt;”. Odpowiedź była szokująca: „milczeć i czekać, samochód jedzie na parking”! Milicjant wyjął notes i zaczął sporządzać protokół przejęcia &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranzitozwierza&lt;/span&gt;. Wezwał nawet w tym celu przypadkowego przechodnia na świadka. Zaczęliśmy go wręcz prosić o zlitowanie tłumacząc, że po co mu i nam problemy – gość odrzekł z rozbrajającym uśmiechem na twarzy: „problem to wy macie, ja mam rezultat”! W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak sięgnąć po telefon i zadzwonić do konsulatu. Niestety mój telefon był rozładowany, dlatego wlazłem z nim i ładowarką do restauracji i poprosiłem o podłączenie do sieci. Przedzwoniłem do konsulatu i przedstawiłem sprawę. Jak nas poinformowano, najprawdopodobniej taki przepis, który zakazywałby zaciemniania szyb nie istnieje. Poza tym poradzono nam zagrać z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GAIsznikiem&lt;/span&gt; „na ostro”: zażądać podania numeru służbowego, imienia i nazwiska. Podbudowany wróciłem na miejsce i żądam pokazania mi przepisu, na który powołuje się milicjant. On z uśmiechem na twarzy wyjmuje kodeks i wskazuje na któryś z artykułów. Zbity z pantałyku odpieram, że kodeks jest po uzbecku i nie rozumiem ani słowa. On proponuje zatrzymać więc przechodnia, którego mogę sobie sam wybrać i poproszenie o przetłumaczenie przepisu. Tak też czynię. Prawda jest brutalna: przechodzień potwierdza słowa milicjanta. Gdy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GAIsznik&lt;/span&gt; na chwilę odchodzi, by kogoś zatrzymać, objaśniam przypadkowemu kierowcy, co nas spotkało i pytam, czego ów milicjant może chcieć. Kierowca przyznał, ze sytuacja jest dziwna, ale nie zawadzi jeszcze raz zaproponować dodatek do pensji. Gdy milicjant wraca chwytam się ostatniej deski ratunku i proszę go o podanie numeru służbowego, imienia oraz nazwiska a także oświadczam, że nie wydamy samochodu bez rozmowy z jego naczelnikiem. Milicjant oznajmia, że nie ma problemu i pyta się do kogo telefonowałem, gdy wyszedłem do restauracji. Nie przyznaję się. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GAIsznik &lt;/span&gt;odchodzi na bok i po chwili &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF9sRTMYI/AAAAAAAAPLQ/zuiXE_meKZc/s1600-h/02.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF9sRTMYI/AAAAAAAAPLQ/zuiXE_meKZc/s400/02.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067550262079874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;woła mnie do siebie. Z niezmiennym uśmiechem na twarzy oddaje mi dokumenty wozu oraz prawo jazdy Kuby i oddala się. Dziwne to wszystko, ale chyba facet uświadomił sobie, że kontaktowaliśmy się z konsulatem i w razie zabrania maszyny być może miałby do wypisywania sporo dodatkowych raportów, więc mu się odechciało. Oczywiście, jak zawsze najśmieszniejsze jest uzasadnienie tego absurdalnego przepisu o zakazie zaciemniania szyb: przecież we wnętrzu samochodu mogą być terroryści! A co gdy samochód ma zabudowaną pakę? Tam terrorystów być już nie może? Swoją drogą ciekawe, co by wymyślili, gdyby nasz samochód miał po prostu czarne szyby a nie tylko naklejki? Kazali by wymieniać okna? :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po takiej przygodzie przepyszne żarcie w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jołki-Pałki &lt;/span&gt;jeszcze bardziej smakowało ;) Po nasyceniu głodu, gdy wychodziliśmy z restauracji zapadał już zmrok. Wyruszyliśmy w kierunku Samarkandy. Mieliśmy świadomość, że za czasów sowieckich autostrada do Samarkandy przechodziła na odcinku 20 km przez Kazachską SRR, dziś niepodległy Kazachstan, wobec czego wiedzieliśmy, iż musimy odbić w pewnym momencie na Gulistan. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF9UpadPI/AAAAAAAAPLI/_Nd6_Vcjs-0/s1600-h/03.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF9UpadPI/AAAAAAAAPLI/_Nd6_Vcjs-0/s400/03.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067543920768242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jednak jazda w ciemnościach okazała się zdradziecka i po pewnym czasie dojechaliśmy do posterunku milicyjnego, gdzie panowie oznajmili nam, że tu już jest granica z Kazachstanem i bez wiz dalej jechać nie można. Wracać na trasę już nam się nie chciało, tym bardziej, że było późno. Spytaliśmy się milicjantów, którzy byli bardzo sympatyczni, czy możemy rozbić namiot przy ich posterunku. Oni wyrazili zgodę i poczęstowali nas jeszcze herbatą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia wstaliśmy rano, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFnUVUATI/AAAAAAAAPLA/cK9s5amQjGg/s1600-h/04.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFnUVUATI/AAAAAAAAPLA/cK9s5amQjGg/s400/04.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067165879337266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;wykąpaliśmy się i posililiśmy na milicyjnym posterunku i ruszyliśmy dalej do Samarkandy. Na miejsce dotarliśmy po kilku godzinach jazdy. W pierwszy rzędzie udaliśmy się na zwiedzanie obserwatorium astronomicznego Ulug-beka. Wstęp był zdecydowanie za drogi – zresztą z tego względu nie zdecydowaliśmy się zwiedzać tegoż przybytku, podczas mojej poprzedniej wizyty w Samarkandzie. Z samego obserwatorium niewiele się zachowało a pobliskie muzeum jest więcej niż skromne. Kolejną atrakcją były mauzolea Timurydów &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szach-i-Zinda&lt;/span&gt;. (nie rozpisuję się tu więcej o samych zabytkach, uczyniłem to bowiem we wcześniejszym &lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/samarkanda.html"&gt;poście kwietniowym&lt;/a&gt;). Tam dołączyli do nas Elbek, Rem oraz ich kolega z Petersburga. Na parkingu spotkaliśmy Katalończyków&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFmuxOC7I/AAAAAAAAPKw/M7yiAZOTz1M/s1600-h/06.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFmuxOC7I/AAAAAAAAPKw/M7yiAZOTz1M/s400/06.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067155795839922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; uczestniczących w imprezie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mongol Rally&lt;/span&gt;. Poznać ich szło między innymi po tym, że jako Katalończycy wydrapali literkę E ze swych numerów rejestracyjnych. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mongol Rally&lt;/span&gt; to impreza polegająca na przejechaniu samochodem z Europy do Mongolii i podarowaniu auta miejscowym. W akcji uczestniczyły setki ekip – my sami w ciągu najbliższych kilku dni spotkaliśmy na naszej trasie co najmniej dwadzieścia samochodów oznakowanych, jako uczestniczące w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mongol Rally&lt;/span&gt;. Następnie pojechaliśmy na bazar i pod meczet oraz mauzoleum &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bibi-Chanum&lt;/span&gt;. Kolejną zaś atrakcją były zabytki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Registanu&lt;/span&gt; oraz mauzoleum &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gur-i-Amir&lt;/span&gt;, gdzie złożone są m.in. szczątki Tamerlana. Po zwiedzaniu udaliśmy się całą grupą na piwo do pubu, gdzie dołączył do nas Zafar. Następnie ruszyliśmy nad jezioro, gdzie mieliśmy przenocować. Niestety milicja zatrzymała nas na poście i oznajmiono nam, że takie mikroautobusy, jak nasz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranzicior &lt;/span&gt;nie mogą jechać dalej. Nic nie pomogło tłumaczenie, że nasz samochód jest zarejestrowany jako osobówka. Zresztą na dobrą sprawę wcale mnie to nie dziwi ;) Zafar zaproponował więc inne miejsce nad rzeką, do którego drogę znał tylko jego kuzyn. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFmFrsL3I/AAAAAAAAPKo/vVPNwHrCbq8/s1600-h/07.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFmFrsL3I/AAAAAAAAPKo/vVPNwHrCbq8/s400/07.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067144766795634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Miejsce było oddalone do Samarkandy o jakieś 30 kilometrów i niestety okazało się dużo gorsze od zapowiadanego kąpieliska. Trudno, jakoś pogodziliśmy się z tym faktem i oddaliśmy się wieczornym przyjemnościom typowym dla takich okoliczności przyrody. Po jakimś czasie Krzychu zaczął udowadniać Alinie, że wszystkie zabytki Wilna wybudowali Polacy i że Wilno to polskie miasto. Konkluzją tej całej rozmowy było stwierdzenie, że miastami polskimi jest także Berlin, Londyn, Wiedeń i Praga! :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia ruszyliśmy do Buchary.&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFlytUQpI/AAAAAAAAPKg/wzNasGB1Lj4/s1600-h/07a.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSFlytUQpI/AAAAAAAAPKg/wzNasGB1Lj4/s400/07a.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374067139673342610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; Całą trasę praktycznie przespałem, więc za dużo nie pamiętam poza tym, że na początku prowadził Kuba i średnio co kilkanaście kilometrów byliśmy zatrzymywani przez milicję za przekraczanie szybkości, co trzepało nas niestety po kieszeniach i zabierało cenny czas. Zdenerwowana już tym Ania zarządziła zmianę za kółkiem i od tego czasu nie dostaliśmy już żadnego mandatu a zatrzymywaliśmy się tylko na stałych posterunkach i nawet jak Ania przekroczyła prędkość, to i tak nam się zawszee upiekło ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Buchara okazała się być dla mnie najpiękniejszym uzbeckim zabytkowym miastem. Zabytki nie są bowiem tak „odpicowane” a zarazem wyobcowane z otaczającej architektury, jak w Samarkandzie. Są natomiast rozlokowane w większości w starym mieście, które jest zamieszkane w dalszym ciągu przez zwykłych ludzi. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE90rtWQI/AAAAAAAAPKY/siK8tB180_Q/s1600-h/08.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 267px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE90rtWQI/AAAAAAAAPKY/siK8tB180_Q/s400/08.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066453008701698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Daje to klimat większej autentyczności miejsca – podobnie, jak w Chiwie, tyle że tam cała zabytkowa strefa wyodrębnia się od reszty miasta murem obronnym. Tymczasem w Bucharze miasto tworzy niejako jeden organizm, w którym zabytki płynnie przechodzą w nowocześniejszą architekturę i nie są zapaskudzone sąsiedztwem żelbetowych potworków, jak np. samarkandzki &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Registan&lt;/span&gt;. W Bucharze w pierwszej kolejności odwiedziliśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ark&lt;/span&gt; – pałac emira, który jednak w większości jest pokryty ruinami, nie został bowiem odbudowany po ataku Armii Czerwonej z 1920 roku. Na terenie pałacu znajduje się kilka małych muzeów. Naprzeciw zaś wejścia głownego została wybudowana w 1927 roku wieża ciśnień. Konstrukcja ma 33 metry i stanowi doskonały punkt widokowy, jeśli tylko ufa się jej budowniczym i konserwatorom ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W dalszej kolejności udaliśmy się do centrum, na plac Lyabi-Hauz i zwiedziliśmy zabytki położone w jego okolicy oraz udaliśmy się na posiłek. Alina, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE9ZO_6PI/AAAAAAAAPKQ/SiE6tcjhCQ0/s1600-h/09.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE9ZO_6PI/AAAAAAAAPKQ/SiE6tcjhCQ0/s400/09.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066445640526066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;licząc się z tym, że zbliża się jej przedostatni weekend w trakcie pobytu w Uzbekistanie i że Bóg jeden raczy wiedzieć, kiedy pojawi się w Uzbe ponownie oraz, że możemy mieć problemy z dotarciem nad Morzem Aralskie, postanowiła wracać do Taszkentu pociągiem. Kupiła bilet i odprowadziliśmy ją na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;marszrutkę&lt;/span&gt;. Myśmy zaś zdecydowali się jeszcze zwiedzić synagogę, po której oprowadził nas miejscowy rabin (w sumie to nie wiem czy był rabinem, ale wersja, że jednak był, bardziej mi się podoba :P ), opowiadając historię Żydów bucharskich. Następnie udaliśmy się jeszcze pod meczet Kalon, kończąc w ten sposób zwiedzanie Buchary.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po odwiedzinach u wulkanizatora, ruszyliśmy w kierunku Urgenczu. Postanowiliśmy, że w pierwszej kolejności pojedziemy nad Jezioro Aralskie a właściwie to w miejsce, które kiedyś było nad brzegiem jeziora, czyli do Mojnaku, natomiast Chiwę zostawiliśmy sobie na drogę powrotną. W tym celu musieliśmy jednak jeździć co najmniej do godziny 12 w nocy. Noclegi spędzaliśmy na pustyni, czyli w przepięknych okolicznościach przyrody :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia pocisnęliśmy aż do samego Mojnaku. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE8oilDLI/AAAAAAAAPKA/axulg8ZBF9Y/s1600-h/11.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE8oilDLI/AAAAAAAAPKA/axulg8ZBF9Y/s400/11.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066432569314482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;I tutaj ważna uwaga: za Nukusem nie uświadczy się już stacji benzynowych, wobec czego trzeba o paliwo zadbać wcześniej. Myśmy tak nie uczynili i do Mojnaku dotarliśmy na oparach, licząc że coś uda się załatwić na miejscu. Jedyna stacja benzynowa miała jednak puste dystrybutory. W tej pozornie dramatycznej sytuacji, po kilku nieudanych próbach załatwienia benzyny m.in. od kierowcy autobusu, poradziliśmy sobie jednak wyśmienicie. Miejscowy chłopak zabrał nas do sowchozu, tudzież kołchozu – nie pytaliśmy o stosunki właścicielskie tam panujące ;) – gdzie inny facet nalał nam trochę magicznego płynu do poruszania traktorów i kombajnów :P Zaspokoiwszy głód &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranzitozwierza&lt;/span&gt; mogliśmy udać się na cmentarzysko okrętów…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wG_TzYNcgyU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wG_TzYNcgyU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym terminem określa się symboliczne miejsce, w którym zgromadzono pordzewiałe kutry dawnej aralskiej floty rybackiej. Statki leżą na dawnym dnie jeziora, które dziś jest wyłącznie pustynią. Stróż, który pilnuje tego złomowiska, &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE8fE1sxI/AAAAAAAAPJ4/mGK6B6TbMPE/s1600-h/12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSE8fE1sxI/AAAAAAAAPJ4/mGK6B6TbMPE/s400/12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066430028657426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;opowiedział historię Mojnaku. Sam doskonale pamięta czasy, gdy miasto ze wszystkich stron było otoczone wodami jeziora. Nawet nietrudno to sobie wyobrazić widząc wysokie klify, stanowiące niegdyś brzeg zbiornika. Opowiedział, jak budowano hotele i restauracje, po których dziś nie ma śladu, jak dojeżdżał do miejsca swej pracy, a zajmował się tym, czym większość mieszkańców Mojnaku – pracą na kutrach oraz przetwórstwem ryb. Opowiadał, jak brzeg jeziora w latach 60. zaczął się oddalać, by pod koniec lat 70. nie być już w ogóle widocznym z miasta i jak na początku lat 80. dano spokój wszelkim próbom przekopywania kanałów dla kutrów, by nadal mogły wypływać z Mojnaku na pełne wody jeziora, oddalonego wówczas już o kilkadziesiąt kilometrów. Dziś Mojnak znajduje się ponad 150 km od brzegu a same miasteczko pogrążone jest w marazmie, spowodowanym zapaścią gospodarczą. Rozpytaliśmy się o możliwość dotarcia na współczesny brzeg jeziora – pomysł jechania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranziciorem&lt;/span&gt; „na krechę” do brzegu byłby bowiem dość niepoważny ;) A może i fatalny w skutkach przez wzgląd na ewentualne ruchome pisaki… Jak nam powiedziano dostanie się na brzeg jeziora jest możliwe, ale wyłącznie z miejscowym, który zna drogę oraz dysponuje dobrą ciężarówką. Tak czy siak udało nam się wykąpać się w „jeziorze Aralskim”, a właściwie to w takim małym przydrożnym jeziorku-bajorku, którym musieliśmy się podzielić z pasącym się obok stadem rogacizny :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadowoleni z wizyty w scenerii rodem z  &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fallout’u&lt;/span&gt;, ruszyliśmy w drogę powrotną z zamiarem postoju dłuższego w Chiwie. Po drodze spotkała nas niemała atrakcja: za Nukusem dostrzegliśmy stojący na środku pustyni samolot! Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali podjechać bliżej. Na szczęście okazało się, że jest droga, a przy niej znak: „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony!”. Wydaliśmy więc sobie upoważnienie i pojechaliśmy dalej, pod sam samolot. Obok samolotu stały puste budynki oraz wagony kolejowe a w oddali były widoczne kolejne zabudowania i namioty. Zrozumieliśmy, że trafiliśmy na coś w rodzaju poligonu służb specjalnych. Szybkie foty i wsteczny!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przed Urgenczem powtórzyła się historia z paliwem. Po przejechaniu 60km na rezerwie, trafiliśmy w końcu na stację benzynową. Niestety była ona dopiero w budowie, ale majstrowie zadzwonili po odsiecz i po chwili na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Iżu&lt;/span&gt; podjechał „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;benzyniarz&lt;/span&gt;” i zaproponował biznes. Uzgodniliśmy cenę i po chwili na kolejnym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Iżu&lt;/span&gt;, tym razem wózkowym, podjechało dwóch chłopa z kanistrami! Tak to działa w Uzbe :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przekroczyliśmy most pontonowy na Amu-Darii i &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEoYo9gfI/AAAAAAAAPJw/4YMXLPTqJhE/s1600-h/13.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEoYo9gfI/AAAAAAAAPJw/4YMXLPTqJhE/s400/13.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066084703732210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;dotarliśmy do &lt;a href="http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/03/chiwa.html"&gt;Chiwy&lt;/a&gt;, gdzie spędziliśmy kilka ładnych godzin, podziwiając zabudowę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Itczan Kala&lt;/span&gt;. Wieczorem wyruszyliśmy w stronę Taszkentu. Wybraliśmy nieopatrznie jednak drogę, która była w złym stanie i do tego pełna &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nazguli&lt;/span&gt; – zazwyczaj traktorów, ale i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ZiŁów&lt;/span&gt;, z wyłączonymi światłami… Amu-Darię przekroczyliśmy na ciekawym moście drogowo-kolejowym, na którym ruch samochodowy jest zatrzymywany na czas przejazdu przezeń pociągu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zaczął zapadać zmrok oczom naszym ukazała się dziwna poświata na horyzoncie. Początkowo myśleliśmy, że to może nisko zawieszony księżyc. Po kilkunastu minutach jednak okazało się, że musi to być wielki pożar, gdyż księżyc pojawił się obok łuny. Na jednym z posterunków spytaliśmy milicjanta cóż to za poświata na horyzoncie – odparł, że to płonie turkmeński gazociąg położony jakieś 15 kilometrów od miejsca, w którym się znajdowaliśmy. Okazało się jednak, że milicjant nie miał najlepszych informacji. Po kilkunastu dalszych minutach jazdy – poświata pojawiła się na wprost naszego pojazdu – nie było więc już za bardzo możliwe, iż znajduje się ona na terytorium Turkmenistanu, gdyż jechaliśmy cały czas równolegle do granicy tego państwa. Po przejechaniu kolejnego odcinka drogi &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEnsPEuZI/AAAAAAAAPJg/n-61cfoANaA/s1600-h/15.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEnsPEuZI/AAAAAAAAPJg/n-61cfoANaA/s400/15.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066072783993234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;nie było już wątpliwości, że mamy do czynienia z pożarem, gdyż łuna wyraźnie zaczęła pulsować. Musieliśmy jeszcze przejechać ładne kilkadziesiąt kilometrów, by dojechać do źródła ognia, które okazało się być rozlokowane tuż przy naszej drodze. Pożar był na tyle potężny, że widzieliśmy go już z dystansu prawie 100 kilometrów! Płonął oczywiście gaz wydając przy tym niesamowity, huczący dźwięk. Nie udało nam się stwierdzić, czy był to pożar rurociągu czy też naturalny wyciek gazu, który został podpalony. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEnZ26EjI/AAAAAAAAPJY/aVE9WsB_09k/s1600-h/16.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEnZ26EjI/AAAAAAAAPJY/aVE9WsB_09k/s400/16.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066067850793522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wynikało to z faktu, że pożar miał miejsce w małej niecce, do której krawędzi podejście nie było możliwe. Ba, nawet zbliżenie się na odległość 50 metrów było trudne ze względu na podmuchy rozgrzanego powietrza. Odjechaliśmy jakieś 20 kilometrów od pożaru i położyliśmy się spać na pustyni rozświetlanej pożarem gazu!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/8Ok_Qn62pOU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/8Ok_Qn62pOU&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień praktycznie cały spędziliśmy w podróży, albowiem zależało nam, by dostać się, jak najprędzej do Taszkentu. Łudziliśmy się, że może uda nam się jeszcze wykorzystać ostatni dzień dla sprzedaży samochodu. Jedyną atrakcją po drodze były kontrole milicyjne oraz pyszny obiad. Antyatrakcjami zaś upał panujący we wnętrzu wozu, gdzie odnotowaliśmy 60°C pod przednią szybą i 40°C w najbardziej przewiewnym miejscu, oraz eksplozja opony, która nie wytrzymała ze starości i upału. Do Taszkentu dotarliśmy około 22. W hotelu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hadra&lt;/span&gt; nie mieli miejsc, więc odesłali nas do innego przybytku. Tam jednak się okazało, że nie mogą nas zameldować, gdyż nie mieliśmy registracji. Otóż okazuje się, że w Uzbekistanie należy się rejestrować co każde trzy dni a po przekroczeniu tego terminu żaden hotel nie ma prawa przyjąć człowieka dopóki ten nie uiści mandatu! Niemniej jednak facet z recepcji był na tyle miły, że pozwolił nam rozbić namioty na tyłach hotelu i zaparkować samochód na hotelowym parkingu. Do godziny 3 nad ranem pucowaliśmy naszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transita&lt;/span&gt;, mając na uwadze planowaną wizytę na giełdzie samochodowej dnia następnego. Niestety następnym dniem był poniedziałek, a giełda w poniedziałki nie działa :/ Postanowiliśmy jednak spróbować. Oddaliśmy dodatkowo do czyszczenia samochód na myjnie i udaliśmy się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;avtorynok&lt;/span&gt;. Tam jednak wszystkie nasze nadzieje zostały rozwiane. Przez wzgląd na brak uregulowanych kwestii celnych nikt nie chciał kupić samochodu. Próbowaliśmy jeszcze pogadać z „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;marszrutkowcami&lt;/span&gt;”, ale też poza ogólnym zainteresowaniem nie było chęci zakupu z ich strony. Następnie udaliśmy się do dziewczyn do mieszkania, celem ogarnięcia się. Zajęło to oczywiście trochę czasu. Wieczorem mieliśmy plan pójść do restauracji na wieży telewizyjnej – obiecuję to sobie od początku mojego pobytu w Taszkencie, czyli od stycznia, ale ciągle jakoś mi się nie udawało i tym razem również się nie powiodło… Restauracja w poniedziałki nie pracuje :( Miejmy nadzieję, że co się odwlecze, to nie uciecze. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEmy0oErI/AAAAAAAAPJQ/y5MPPItNIk0/s1600-h/17.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSEmy0oErI/AAAAAAAAPJQ/y5MPPItNIk0/s400/17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5374066057372242610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Na kolację wybraliśmy się ostatecznie do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sim-sim&lt;/span&gt; – również bardzo fajnej knajpki. Następnie pojechaliśmy do parku, gdzie dołączyliśmy do Ibrahima oraz Rema. Około 1 w nocy musieliśmy jednak przenosić się na lotnisko, skąd odlatywaliśmy z Krzysztofem do Rygi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak się skończyła nasza eskapada do Azji Centralnej… Pozostała jednak siła wspomnień :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-7829885028853924839?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/7829885028853924839/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/uzbekistan-czyli-taszkentczyk-wraca-do.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7829885028853924839'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7829885028853924839'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/uzbekistan-czyli-taszkentczyk-wraca-do.html' title='Uzbekistan, czyli Taszkentczyk wraca do domu'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpSF-ESmT3I/AAAAAAAAPLY/DIP10zc03I0/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-75002572890930638</id><published>2009-08-25T03:13:00.014+02:00</published><updated>2009-08-27T00:16:07.755+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadżykistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Tadżykistan - gdzie góry to 93% powierzchni kraju!!!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Kraj ten chodził mi po głowie już od dawna. Pierwszy raz usłyszałem o nim przy okazji oglądania w szczeniackich latach filmu pt. „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szpiedzy tacy, jak my&lt;/span&gt;” z Chevy Chasem i Dannym Aykroydem. W filmie tym była scena pokazująca kolumnę radzieckich wojsk, opatrzona komentarzem bohaterów, iż kolumna ta zmierza do Duszanbe. Krajo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;braz jednak tam ukazany w ogóle nie był tadżycki – bardziej pasował na wschodniosyberyjskie góry w prze latniej. Od tego czasu moja wiedza o Tadżykistanie rosła a wraz z nią wprost proporcjonalnie (a może i był to przyrost w skali logarytmicznej ;) )chęć odwiedzenia tego kraju. Szczególnym magnesem stał się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Highway&lt;/span&gt;, czyli droga z Osz w Kirgistanie do Chorogu w Ta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dżykistanie poprowadzona przez góry Pamiru. Trasa powstała w latach 1931-1934 początkowo jako szutrówka, by w latach 70. zyskać asfaltowy dywanik. Do tego wszystkiego dochodzi pogranicze z Afganistanem, romantyczne historie o dziewiętnastowiecznej rywalizacji brytyjsko-rosyjskiej o ten region świata oraz odrębność etniczna Tadżykistanu na tle pozostałych postradzieckich republik środkowoazjatyckich. Wystarczającym argumentem za wizytą w Tadżykistanie powinno zresztą być&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; samo stwierdzenie, że 93% kraju pokrywają góry! ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/SVXhL9r7Mq0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/SVXhL9r7Mq0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Mimo iż z nazwy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Highway&lt;/span&gt; wnioskować można, że mamy do czynienia z autostradą albo co najmniej drogą międzynarodową o dużym natężeniu ruchu, nie dajmy się temu zmylić! Ruch na trasie nie jest wielki i można zaryzykować stwier&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzenie, iż 50% napotykanych na trasie pojazdów (wliczając w to rowery) ma za swymi sterami turystów-poróżników. Myśmy tylko w ciągu jednego dnia spotkali dwie ekipy rowerzystów (Niemcy i Francuzi), ekipę Francuzów podróżujących starymi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Citroënami&lt;/span&gt; (że im nie było żal tych samochodów na tych wertepach ;) ) oraz ekipę Brytyjczyków na motocyklach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;enduro&lt;/span&gt; oraz w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Defenderze&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po upadku ZSRR szosa pamirska przestała mieć większe znaczenie gospodarcze. Kirgistanowi, handlującemu dużo intensywniej z Chinami niż niemającym wiele do zaoferowania południowym sąsiadem nie zależy na utrzymywaniu tej drogi poza odcinkiem z Osz do Sary Tash, gdzie droga odbija na przejście graniczne z ChR&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;L na przełęczy Irkeshtam. Stąd trasa z Sary Tash do granicy w Bor Dobo utrzymywana jest ponoć przez rz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ąd&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; tadżycki. Utrzymywana to chyba za duże słowo – lepiej byłoby rzec, że trasa w ogóle nie jest utrzymywana przez&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nikogo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posterunek pograniczników tadżyckich znajd&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uje się jakieś 20 km od posterunku kirgiskiego a oba rozdzielone są przełęczą Kyzyl-Art (4282m npm). Wjeżdżają do Tadżykistanu przez &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Highway &lt;/span&gt;należy pamiętać o posiadaniu w paszporcie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;permitu&lt;/span&gt; na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;GBAO&lt;/span&gt;, czyli Górno-Badachszański Autonomiczny Okręg, terytorium Tadżykistanu zamieszkane przez ludność pamirską, wyróżniającą się językiem oraz wiarą – większość z nich to ismailici. Przekraczając granicę samochod&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;em należy dopełnić kilku formalności – poza stan&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dardową kontrolą paszportową oraz celną, przechodzi się odprawę u służb transportowych oraz kontrolę w "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;narkotrafik polis&lt;/span&gt;", czyli policji zajmującej się zwalczaniem przemytu narkotyków. Nasza wiz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yta w ich „budce” zakończyła się w sposób zupełnie wyjątkowy. Policjanci po rutynowych pytaniach&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zai&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nteresowani kim jesteśmy zaproponowali herbatę i poczęstunek złożony z cukierków i chleba z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;masłem. Po dalszej je&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dnak rozmowie „rozkręcili się” i zaproponowali coś ekstra. Zaprowadzili nas do kanciapy obok i spytali&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; czy mamy ochotę na dziczyznę.&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8zXYPhXI/AAAAAAAAPEk/YiCp9pJGtnw/s1600-h/01.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8zXYPhXI/AAAAAAAAPEk/YiCp9pJGtnw/s400/01.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705633529824626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Nawet nam do głowy nie przyszło odmawiać, bo głód już doskwierał. Chłopaki poinformowali, że sami u&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;polowali koziołka.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Łeb bestii spoczywał w worku obok. Gdyśmy wyjęli głowę zwierzęcia, Krzychu – naczelny przyrodnik grupy, dokonał oznaczenia zwierzęcia i oznajmił, że najprawdopodobniej przygotowujemy posiłek z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;owcy Marco Polo&lt;/span&gt; – gatunku wpisanego na światową &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czerwoną Księgę&lt;/span&gt;. Było już jednak za późno, by zatrzymać maszynę kucharską…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tadżykistan przywitał nas przepiękny&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mi widokami i zaskakująco dobrą drogą. Nie taki diabeł straszny, jak go malują! Okazało się, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Highway&lt;/span&gt; jest w większości pokryte asfaltem i to nawet nienajgorszej jakości. Oczywiście są odcinki szutrowe oraz bywa, że droga jest przerywana przez górskie strumienie – jeden taki wita już na wjeździe. Generalnie jednak jedzie się wartko i w przepięknych okolicznościach przyrody. Po p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ewnym czasie po prawej stronie pojawia się malownicze, sporych rozmiarów, najwyżej położone w Pamirze jezioro Kara-Kul. Dominującym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; kolorem jest żółć i szarość otaczających piasków i skał oraz głęboki szafiro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wy kolor wód jeziora. Bard&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zo smaczne połączenie! Kolejna atrakcja na trasie to przełęcz Ak-Baital, najwyższa na całej trasie, mierząca 4655 m npm. Są to już wysokości, na których można nabawić się choro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;by wysokościowej. W naszej grupie w sposób najbardziej osobliwy wysokość znosiła Magda, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;która początkowo na każde przekroczenie bariery 3500 reagowała głupawką, cz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yli niek&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ontrolowanym napadem śmiechu :) Później niestety przyszły objawy bardziej typowe, jak ból głowy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i ogólne z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;łe samopoczucie. A nasz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transit&lt;/span&gt; pięknie radził sobie z wysokościami, zwiększając jednak spalanie paliwa i kopcąc, jak lokomotywa.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pod wieczór dotarliśmy do Murgabu, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8zBPzXKI/AAAAAAAAPEc/Jb8GB61DxjA/s1600-h/02.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8zBPzXKI/AAAAAAAAPEc/Jb8GB61DxjA/s400/02.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705627588844706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gdzie chcieliśmy robić &lt;span style="font-style: italic;"&gt;registrację&lt;/span&gt; – zarówno w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;OWIRze&lt;/span&gt;, jak i na miejscowym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KGB&lt;/span&gt;. Trafiliśmy jednak w niedzi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;elę i wszystkie urzędy były nieczynne. Udało nam się jednak uzyskać informację, że rejestracja na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;KGB&lt;/span&gt; nie jest już wymagana wb&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rew temu, co piszą w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;LP’07.&lt;/span&gt; Zrobiliśmy sobie więc zdjęcie pod pomnikiem Lenina, najedliśmy się w małej knajpce i udaliśmy się na poszukiwania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;saljarki&lt;/span&gt;. Jak już pisałem, stacji benzynowych w tradycyjnym tego słowa znaczeniu na tym obszarze nie uświadczysz. Trzeba więc chodzić po domach i pytać, u kogo można kupić paliwo. Natychmiast zn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ajduje się jakiś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Józef gotowy zrobić &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;biznes. Bolączką j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;est jednak to, że ze względu na odludność Pamiru paliwo trzeba tutaj dostarczać z daleka i jego koszt jest bar&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzo wysoki! Za olej napędowy płaciliśmy tyle, co w Polsce, czyli dwa razy drożej niż normalnie w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; tym regionie świata! Murgab zapamiętamy jed&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nak głównie z innego względu. Wyjeżdżając z miasta trzeba przejechać przez pierwszy posterunek milicyjny (pierwszy, bo dalej są tych posterunków dziesiątki!!). Na posterunkach dokonuje się rejestracji pojazdu oraz pasażerów, co zazwyczaj pochłania trochę czas&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;u, ale jest też zawsze szansą na ciekawą ro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zmowę, papieros&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ka oraz poczęstunek herbatą czy nawet jedzeniem! W Murgabie wszystko to było, lecz w gratisie dostaliśmy również mandat! Okazało się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, że w Tadżykistanie nie można mieć w samochodzie przyciem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nianych szyb. Uzasadn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ieniem dla tego przepisu jest to, że z ciemnymi szybami jeżdżą tylko terroryści, którzy zza zasłony strzelają do ludzi! Początkowo pan milicjant nakazał nam usunąć przyciemnienia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;co okazało się być niemożliwe, gdyż folia przylgnęła na dobre. W takim przypadku nałożył &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na nas &lt;span style="font-style: italic;"&gt;sztraf&lt;/span&gt;! Pokazał oficjalny taryfikator, z którego wynikało, że może na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m nałożyć mandat w granicach &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;125-200 somoni. Negocjowaliśmy, żeby nie karał nas mandatem w ogóle, tłumacząc, że jesteśmy turystami, gośćmi w ich kraju, którzy i tak za kilka dni wyja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dą a przyciemnienia są nam potrzebne dla komfortu podróży. Milicjant był nieugięty, ale postanowił skonsultować się ze swoim &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;naczelnikiem. Ten miał jednak serce z kamienia i powiedział: 200 som&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;oni, bez dyskusji. Załamało nas to strasznie, bo 200 somoni to całkiem pokaźna suma! Postanowiliśmy negocjować dalej. Poprosiłem o telefon do naczelnika, licząc na to, że uda mi się jakoś go przekonać do niższego mandatu. Początkowo w ogóle nie mogliśmy się do niego&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8pqu05HI/AAAAAAAAPEU/QwAZA6Vu3Ww/s1600-h/04.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8pqu05HI/AAAAAAAAPEU/QwAZA6Vu3Ww/s400/04.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705466926130290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dodzwonić, ale&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nie był to wielki prob&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lem – milicjant częstował ajranem, chlebem, baraniną :) Naczelnik ponoć był w bani i dlatego n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie odbierał. W końcu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; po pół godziny nacisnął &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zieloną słuchawkę i mogłem zacz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ąć zanosić swoje p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rośby wzywające do okazania łaski. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Towariszcz major&lt;/span&gt; jednak w pewnym momencie się rozłą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;czył. Wydawało się, że sprawa jest pogrzebana, ale po chwili zadzwonił sam i&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nakazał pobrać mandat w wysokości 125 somoni. Dobre i to! Choć humor na wieczór troszkę nam przygasł, ale tylko do czasu gdy Wielki Celebrans Wielkiego Etoha nie zaczął go leczyć przy pomocy tanich: piwa, wina i szampana. Do pełni „szczęścia” brak&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;owało jedynie jakiejś tani&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ej wódeczki ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia chcieliśmy bardzo zobaczyć chi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ński grobowiec &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8pN5do_I/AAAAAAAAPEM/iRw3_MvKTEY/s1600-h/06.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8pN5do_I/AAAAAAAAPEM/iRw3_MvKTEY/s400/06.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705459186115570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;niedaleko wioski Bash Gumbaz. Po drodze do wioski spotkaliśmy miejscowego Kirgiza, który postanowił zostać naszym przewodnikiem. Po dojechaniu do osady okazało się, że czeka nas kilka atrakcji, przede wszystkim przejazd przez wąski most, który jest bardziej kładką dla pieszych i osiółków a nie dla &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Transitów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;... Na szczęście powolutku, koordynując każdy ruch kierownicą udało się z mostu nie zlecieć ;) Niestety, po kilkunastu minutach od przejazdu dobra passa się skończyła i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Transit&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zarył się w grząskim błocku. Niestety błoto było na tyle poważne, że po kilku bezowocnych próbach wyjechania, samochód osiadł na tylnym moście i koło bezskutecznie poczęło mielić błoto. Początkowo próbowaliśmy wzmocnić podłoże pod kołem i wybudować swoisty chodnik z kamieni, po którym samochód mógłby się potoczyć. Gdyśmy jednak zdali sobie sprawę, że siedzimy na moście, należa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ło podjąć inne środki. Nasza sytuacja wzbudziła zainteresowanie wioski i po chwili przyejchał &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;GAZ-66&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, który mógłby nas wyholować z błota. Kierowca jednak nie chciał sam wjeżdżać w błoto, a innej możliwości nie było, gdyż nasz hol był stosunkowo krótki i opuścił nas w biedzie. W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak mozolnie naprzemiennie unosić samochód podnośnikiem i podkładać pod niego kamienie. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8ol9iKPI/AAAAAAAAPEE/yhcZ2TwmKMU/s1600-h/07.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8ol9iKPI/AAAAAAAAPEE/yhcZ2TwmKMU/s400/07.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705448465770738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W ten sposób auto powoli zaczęło wędrować do góry. Gdy tylny most wydostał się ponad płaszczyznę ziemi, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;"wybrukowaliśmy" ponownie ścieżkę dla prawego koła. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wszyscy obecni zostali zaprzęgnięcido &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ciągnięcia lub pchania maszyny i po chwili &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Transit&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; stanął na twardym gruncie. Konieczna była jednak wymiana koła, gdyż ukruszył się w międzyczasie wentyl. Po tej przygodzie udaliśmy się na zwiedzanie grobowca a potem jeszcze kolejnego. Nasz przewodnik zabrał nas następnie do swego brata na ajran i herbatę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tego samego dnia&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8oVxUkvI/AAAAAAAAPD8/S3wyCiY_lJ8/s1600-h/08.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8oVxUkvI/AAAAAAAAPD8/S3wyCiY_lJ8/s400/08.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705444119581426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zjechaliśmy z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Hi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ghway&lt;/span&gt; na trasę do Ishkashim, czyli w słynną dolinę wachańską. Przy tej okazji po raz dru&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w życiu było mi dane zobaczyć Afganistan. Mam nadzieję, że powiedzenie „do trzech razy sztuka” spełni się i przy kolejnym przypadku moja noga stanie na afgańskim terytorium! Jeśli dotychczas tr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;asa były przepiękna, to na opis&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anie tej drogi brakuje już słów. Trasa poprowadzona jest tuż nad pogranicz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ną rzeka Pandż, czasami nad samą wodą, innym razem po stromych stokach gór jakieś kilkadziesiąt metrów ponad wzburzonym lustrem wody. Przez kilkadziesiąt kilometrów aż do wioski Langar nie spotykamy praktycznie żadnych osiedli ludzkich a droga wije się po zboczu góry do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;st&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;arczając niesamowitych widoków! Od Langaru trasa całkowicie zmienia swój charakter. Jedna wioska płynnie przechodzi w kolejną a ta w następną. I tak praktycznie aż do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ishka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;shim. Trasa obfituje w atrakcje, co kilkanaście kilometrów jest jakiś fort lub twierdza a poza tym gorące źródełka, buddyjska stupa itd. Ale po kolei ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pierwsza na trasie była forteca &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ratm&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8oB2XnsI/AAAAAAAAPD0/BAzWw3v6wCg/s1600-h/09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8oB2XnsI/AAAAAAAAPD0/BAzWw3v6wCg/s400/09.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705438772043458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – położona na wysokiej ska&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rpie, na zakolu rzeki Pandż. Z fortecy wiele nie zostało, ale widok, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;którego dostarcza jest niesamowity. Szczególnie gdy człek zbliży się do samej krawędzi klifu a pod nim, jakieś 100 metrów niżej, będzie już tylko rzeka! Po jej zwiedzeniu udaliśmy się na poszukiwani&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e miejsca noclegowego. Jako że szybko zrobiło się ciemno, zdecydowaliśmy rozbić się na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;d brzegiem Pandżu na kawałku płaskiego terenu. Rozbiliśmy namiotu i przystąpiliśmy do gotowania wody na kolację, gdy nagle rozległy się jakieś nawoływania w języku tadżyckim, sk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ierowane ewidentnie do nas. Jako że nikt z nas nie rozumie tadżyckiego języka, wzięliśmy te okrzyki jako z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;aczepki ze strony lokalnych mieszkańc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ów a ja nawet coś tam po polsku odkrzyknąłem. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8Y-o472I/AAAAAAAAPDk/S6u2dEo9B8Y/s1600-h/11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8Y-o472I/AAAAAAAAPDk/S6u2dEo9B8Y/s400/11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705180212162402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie minęła minuta a nagle do naszego obozowiska wkracza, słaniając się na nogac&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;h, z zakrwawioną twa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzą i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kałasznikowem&lt;/span&gt; w łapie gość w mundurze. Pyta się po rosyjsk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;u, kim jesteśmy? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tym czasie okazuje się, że zostaliśmy otoczeni i z różnych stron zbliża się do nas jeszcze trójka żołnierzy. Wszyscy z karabi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nami gotowymi do strzału – mieli naboje w komorach! Po krótkim wytłumaczeniu, że jesteśmy turysta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mi pytam się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dow&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ódcy, co mu się stało w twarz. Odpowiada krótko: „to przez was!”. Dziewczyny szybko zajmują się żołnierzem przy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nosząc gazę i wodę utlenioną. Dowiadujemy się, że patrol tadżycki zobaczył światła naszych latarek nad brzegiem rzeki i pomyślał, że to afgańscy przemytnicy. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8ZaLpJQI/AAAAAAAAPDs/FJufzmDIqCQ/s1600-h/10.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8ZaLpJQI/AAAAAAAAPDs/FJufzmDIqCQ/s400/10.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705187605685506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tym przeczuci&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;u żołnierzy utwierdziło to, że z daleka wzięli nasze namioty za wytaszczane na brzeg łódki czy ponton&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y. Chłopaki okazali się być jedn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ak bardzo w porządku, przysiedli się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; do nas i mogliśmy troszkę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; pogadać, dowiedzieć się, jak wygląda życie w Tadżykistanie itd. Wtedy też &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dopiero dowódca wydał rozkaz wyładować karabiny. Największy rarytas został na koniec, gdy Krzychu zapytał się czy możemy sobie z nimi zrobić zdjęcie. Chłopaki z chęcią zapozowali. Rozochocony Krzyszt&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;of spytał, i chwała mu za to, czy możemy sobie zrobić sobie zdjęcie z ich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kałachami&lt;/span&gt; w naszy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ch ręka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ch. I tak zyskałem pierwsze w moim życiu zdjęcie „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;na watażkę&lt;/span&gt;” :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8Yk74v8I/AAAAAAAAPDc/_z3MWV7OjwI/s1600-h/12.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8Yk74v8I/AAAAAAAAPDc/_z3MWV7OjwI/s400/12.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705173312520130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dnia wybraliśmy się do twi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;erdzy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Abrashim Qala&lt;/span&gt;, z której roztacza się niesamowity widok na całą dolinę Pandżu! Mieliśmy także okazję odwiedzić tradycyjny pamirski dom. Kolejnym naszym celem była miejscowość Vrang, słynąca z buddyjskiej stupy. Przy okazji miejscowy chłopak oprowadził nas po wiosce – największą atra&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kcją był napędzany wodą z rzek&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i młyn, wyposażony w automatyczny poda&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jnik ziarna i to w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;szystko bez elektryczności! :) W dalszej kolejności odwiedziliśmy wioskę Yamg, w któr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ej znajduje się dom-muzeum&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8YPIMC8I/AAAAAAAAPDU/P933JIuaU4A/s1600-h/13.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8YPIMC8I/AAAAAAAAPDU/P933JIuaU4A/s400/13.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705167458536386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; XIX-wiecznego suf&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ickiego mistyka, astronoma, muzyka Mubaraka Kadam Wakhaniego. Można tam zobaczyć typowy dom badachszański z bardzo sympatycznymi luksferami w dachu oraz bogatą kolekcję instrumentów muzycznych np. ciekawe „gitary”! Dalszą atrakcją dnia było sanatorium &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bibi Fatima&lt;/span&gt; z gorącymi wodami. Początkowo nas te gorące wody &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;przerażały, bo w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ystarczająco gorąco było na zewnątrz,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ale &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kąpiel okazała się bardzo przyjemna. Same kąpielisko jest urządzone w przemyślny sposób a najciekawsza jest mała wnęka skalna, w którą trzeba wejść, następnie w niej zanu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rkować, wydobywając z dna kamienie, wypowiedzieć &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8X3O0vPI/AAAAAAAAPDM/AO4S65L53Rg/s1600-h/14.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8X3O0vPI/AAAAAAAAPDM/AO4S65L53Rg/s400/14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373705161043918066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;magiczne zaklęcie po arabsku a następnie, nie gub&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iąc kamieni, wydostać się bez niczyjej pomocy z wnęki – s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pełnienie wszystkich tych waru&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nków gwarantuje bogactwo mężczyznom i płodność kobietom! No więc ja już czekam na te miliony dularów :) Obok sanatorium znajduje si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ę najlepiej zachowana w dolinie twierdza – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Yamchun&lt;/span&gt; z XII wieku. Dzień zakończyliśmy zwiedzaniem kolejnego fortu – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Khakha&lt;/span&gt; z III w. pne, na podejściu pod który&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; po raz kolejny przejawił się krzysztofowy pierwiastek autodestrukcji – Wielki Celebrans wspiął się bowiem po kilkudziesięciometrowej, niezbyt łatwej ścianie bez zabezpieczenia! Na szczęście udało mu się, choć mówi, że w pewnym &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;momencie miał ochotę wołać pomo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cy ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Ys0BuCGFeto&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Ys0BuCGFeto&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia wjechaliśmy w końcu do I&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;hkashim, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8GFqCwXI/AAAAAAAAPDE/YHANMDvWhC4/s1600-h/16.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8GFqCwXI/AAAAAAAAPDE/YHANMDvWhC4/s400/16.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704855678534002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w którym dokonaliśmy niezbędnych zakupów oraz naprawy ogumienia samochodu a t&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;akże definitywnie wyjaśniliśmy kwestię registracji w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;OWIRze&lt;/span&gt; – okazuje się, że nie jest &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;już ona Polakom potrzebna! Następnie skierowaliśmy się w stronę Chorogu, stolicy Górnego Badachszanu. Opuszczając miasto przejeżdża się obok mostu, na którym funkcjonuje przejście graniczne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; z Afganistanem. Na skale, po drugiej s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tronie Pandżu został ułożony z białych kamieni napis „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Welcome to Afghanistan&lt;/span&gt;”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka kilometrów za Ishkashimem spotkała nas jedna z najdziwniejszych historii całego wyjazdu. W poprzek drogi stał &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lexus&lt;/span&gt; a jego pasażerowie, młodzi chłopacy, zatrzymali nas prosząc o pomoc w wypchnięciu samochodu. Samochód przednimi kołami stał bowiem na poboczu, które jednak znajdowało się całkowicie w płas&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zczyźnie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jezdni. Goście oznajmili, że maszyna im się popsuła. Pomogliśmy więc wytoczyć auto na asfalt. Je&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;den z chłopaków podszedł do Krzycha, by mu podziękować i przy uściśnięciu ręki wsunął &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mu w dłoń „ładunek specjalny”, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;którym okazała się być malutka kostka haszyszu. Co najdziwniejsze jednak, o czym zdaliśmy sobie sprawę dopiero po jakimś czasie – goście natychmiast po wejściu do samocho&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;du, odpalili go i odjechali! Cała ta sytuacja wydała nam s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ię później lekko śmierdząca i bynajmniej nieprzypadkowa, bior&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ąc pod uwagę, że tego samego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lexusa&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;co najmniej dwukrotnie mijaliśmy w Ishkashimie – to znaczy dwa razy w zupełnie różnych miejscach i w innym czasie odnotowałem, jak mijał nas &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lexus&lt;/span&gt;. Nie m&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a szans zbyt wielu, by było tam &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8FtHrO0I/AAAAAAAAPC8/DKXHEseruns/s1600-h/17.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 278px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8FtHrO0I/AAAAAAAAPC8/DKXHEseruns/s400/17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704849091935042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;więcej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Lexusów&lt;/span&gt;. Samochód ewidentnie wyróżniał się na tle aut, które dom&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;inują w regionie, nie pozostawiając za dużo pola do domysłów, czym parają się jego właściciele, biorąc pod uwagę bliskie sąsiedztwo Afganistanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około 30km za Ishkashimem jest kolejne sanatorium, którego nazwy niestety teraz zapomniałem, a w którym ponoć jest taka cudowna woda, c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o leczy wzrok. Szczególnie mi to polecali – należy zanurzyć głowę i otworzyć oczy pod wodą, by po&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ddać się cudownym właściwościom wody. Po tych kąpielach mój wzrok na pewno się nie poprawił a ryzyko przywiezienia ze sobą grzyba wzrosło ;) Mimo to polecam kąpiel w tym sanatori&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;um! :) Dużo większym kurortem je&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;st położone ciut dalej sanatorium w Garam Chashma, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8FZ-YyZI/AAAAAAAAPC0/QZ5lVZXRoKI/s1600-h/18.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 300px; height: 400px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8FZ-YyZI/AAAAAAAAPC0/QZ5lVZXRoKI/s400/18.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704843952703890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;które oferuje kąpiele w gorącej „wodzie jajecznej” ;) Muł z dna basenu dobrze działa na cebulki włosów. Przynajmniej tak musimy sobie wma&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wiać po tym, jak wszyscy zaczęliśmy się tym błockiem okładać ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pod wieczór udało nam się dotrzeć do Chorogu. Miasto robi naprawdę dobre wrażenie. Mimo, że przebywaliśmy tam jedynie chwilę, to wszyst&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kim się spodobało, albowiem ma jakiś taki klimacik – pięknie położone i chyba nienajgorzej pomyślane. Duże wrażenie robi miejscowe lotnisko – nie dziwota, że za czasów ZSRR piloci &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aerofłotu&lt;/span&gt;, latający na trasie Duszanbe-Chorog, jako jedyni w kraju otrzymywali dodatek do pensji za loty w ryzykownym terenie!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tego dnia Krzychu wyznaczył tez swoją p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ierwszą drogę wspinaczkową, którą nazwał "Sabo nie idźcie tą drogą!" :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8EysKwWI/AAAAAAAAPCs/ofls3DKSpTY/s1600-h/19.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8EysKwWI/AAAAAAAAPCs/ofls3DKSpTY/s400/19.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704833407304034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Noc spędziliśmy w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;małej wiosce położonej nieopodal Rushanu. Mieszkańcy okazali się bardzo gościnni, zapraszając nas na herbatę skr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;omny poczęstunek,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; który tak na prawdę przypominał bardziej małą ucztę owocową :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bhbvvnj5BZw&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bhbvvnj5BZw&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia dotarliśmy do miejscowości Qalakhum. Od tego czasu droga uległa dramatycznemu pogorszeniu, wzrosła również ilość posterunków policyjnych i wojskowych na trasie, które opóźniają podróż przez koniecz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ność rejestrowania się za każdym razem. W Qalakhum spotkaliśmy też milicjantów-oszustów, którzy wmawiali nam, że krótsza droga do Duszanbe jest zamknięta z powodu zawalonego mostu i należy jechać objazdem przez Kulab. Mieli w tym swój interes, bowiem jeden z nich chciał jechać w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; kierunku na Kulab i zabrać się z nami. Nie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z nami te numery, Bruner! Gość mus&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iał szukać innych frajerów… Od tego momentu cały dzień minął nam jeździe w stronę Duszanbe, przerywany raz po raz zbieraniem ziemi oraz sesjami zdjęciowymi, dla których tłem były głównie zniszczone pojazd&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y opancerzone oraz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; gdzieniegdzie pola minowe – czyli generalnie pozostałości wojny domowej toczonej w latach 1992-1997. W przydrożnej wiosce spędziliśmy noc, która została urozmaicona nocnym nalotem policji antynarkotykowej. Chłopaki sprawdzili nam paszporty i poinformowali, iż znajdujemy się na ważnym szlaku przemytniczym. A to ci nowość… :P&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2cLzD0x5Rvg&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2cLzD0x5Rvg&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dnia kolejnego ranek przywitał nas najcięższą przeprawą rzeczną, jaką dotychczas mieliśmy. Przez drogę przelewała się dość poważnie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wyglą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dająca rzeka. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transit&lt;/span&gt; nie jest specjalnie wysoko zawieszony, więc były obawy, że rady nie damy. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8EfvlMiI/AAAAAAAAPCk/pDVNmUjhjLY/s1600-h/20.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8EfvlMiI/AAAAAAAAPCk/pDVNmUjhjLY/s400/20.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704828321346082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tym bardziej, że na brzegu stała już rozwalona &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Łada Samara&lt;/span&gt; i jej kierowcy, którzy dnia p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;oprzedniego rady nie dali i teraz błagali wszystkich napotkanych „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kamazowców&lt;/span&gt;” o odholowanie do najbliższej osady. Na szczęście Sokół wykazał się szóstym zmysłem i wyczuł wszystkie podwodne przeszkody, przeprowadzając &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranzitozwierza&lt;/span&gt; na drugi brzeg nietkn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iętego! Główną atrakcją tego dnia miała być zapora nurecka – czyli najwyższa tego typu konstrukcja na świecie – całość ma wysokość 300 metrów. Niestety nie udało nam się, mimo próśb dostać do śro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dka hydroelektrowni bądź na wierzch tamy a wszystko przez panów Rachmona, Miedwiediewa, Karimowa i Nazarbajewa, którzy w jej pobliżu wyznaczyli sobie spotkanie na szczycie. Bardzo liczyliśmy, że chociaż przy tej okazji będzie na&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7vSSBTcI/AAAAAAAAPCc/_dCNshVzAYw/s1600-h/21.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7vSSBTcI/AAAAAAAAPCc/_dCNshVzAYw/s400/21.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704463930445250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m dane spotkać/zobaczyć prezyde&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ntów w myśl reguły zgodnie, z którą od trzech lat każdego roku udawało nam się na wakacjach zobaczyć którąś z głów odwiedzanych państw. Szczęścia byliśmy już bardzo blisko, gdy jadąc z Nureka do Duszanbe podczas przelewania ropy z kanistra do baku, minęła nas kolumna prezydencka na sygnale. Niestety była to kolumna puszczona jedynie dla zmyłki – albowiem przez przyciemnione szyby można było jednak dos&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7vJS8BmI/AAAAAAAAPCU/xOWNYyCqeNM/s1600-h/22.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7vJS8BmI/AAAAAAAAPCU/xOWNYyCqeNM/s400/22.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704461518374498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;trzec, że sam&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ochody jadą puste :/ Szkoda…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/nHTpJN-Qt1w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/nHTpJN-Qt1w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pod wieczór dotarliśmy do stolicy kraju. Pierwszą rzeczą, za którą się zabraliśmy było wysłanie ziemi do Polski. Niestety powtórzyła się śpiewka z Biszkeku – bez pozwolenia instytutu geologii na wywóz ziemi nikt naszej przesyłki nie odprawi. Mimo późnej popołudniowej godziny (a był to piątek) pojechaliśmy na ów instytut, licząc że może ktoś będzie jeszcze w pracy. Poszczęściło nam się – był bardzo sympatyczny profesor, który jednak z rozbr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ajającą szczerością stwierdził, iż obie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ktem badań geologii nie jest ziemia (gleba) a już tym bardziej krowie odchody. Sama idea widać jednak mu się spodobała, tym bardziej, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7ugdnXvI/AAAAAAAAPCM/DScJTZ5nRLo/s1600-h/23.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7ugdnXvI/AAAAAAAAPCM/DScJTZ5nRLo/s400/23.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704450557304562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gdy dowiedział się, że ziemi do badań nie zbierają biolodzy, lecz prawnicy i inżynierowie! Obiecał pomoc i umówił się z nami na dzień kolejny na spotka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie. W takim stanie rzeczy postanowiliśmy wyjechać poza Duszanbe, a konkretnie do Hissar.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Noc spędziliśmy w malutkiej „fabryce cegieł”. Rano zwiedziliśmy zabytki – fort i medresy i pognaliśmy na spotkanie z profesorem do Duszanbe. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7uQBg_PI/AAAAAAAAPCE/-cIQ9f6wh7s/s1600-h/25.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7uQBg_PI/AAAAAAAAPCE/-cIQ9f6wh7s/s400/25.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704446144478450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wedle jego słów miał na nas czekać ktoś w Tadżyckiej Akademii Nauk, jednak po dotarciu na miejsce okazało się, że nikt nic nie wie. Udało nam się jednak przy tej okazji spotkać doktorantkę z Polski na kontrakcie w akademii. Próbki postanowiliśmy zawieść do Taszkentu. Po zwiedzeniu muzeów antycznego i narodowego ruszyliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na północ – kierunek Chodżent.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga jest w trakcie remontu generalnego/bu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dowy i wiele jej odcinków jest w stanie opłakanym. Na trasie jest także sporo objazdów. Ale malownicza przy tym jest jak diabli! Po prostu przepiękna trasa! A jaka będzie po zakończeniu remontu!! Ulala!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/w5ZZHfmkd7U&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/w5ZZHfmkd7U&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego dnia udało nam się dojechać na wysokość Ayni, po to by kolejnego ruszyć w stronę Chodżentu. Był to błąd. Nie mogliśmy jednak wiedzieć, że po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów okaże się, że chińscy budowniczowie zamkną drogę na cały dzień, a konkretnie od 7 rano do 7 wieczorem. Dodam tylko, że na miejsce „blokady” przyjechaliśmy o 9 rano :/ Wizja dziesięciu godzin oczekiwania wydawała się początkowo niewiarygodna, zresztą nie tylko nam – miejscowym, którzy dostali się w tę pułapkę również. Wydawało się, że sprawę uda się załatwić jakąś drobną gratyfikacją pieniężną, jednak Chińczycy pozostawali nieugięci. Znaczy BHP u nich dużo znaczy :) W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak się zrelaksować: czytając książkę, śpiąc, czy finalnie oddając się p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iciu browara, kurzeniu oraz&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7tyRNlyI/AAAAAAAAPB8/LZMmnWOCkgg/s1600-h/26.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM7tyRNlyI/AAAAAAAAPB8/LZMmnWOCkgg/s400/26.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373704438157252386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ozmowie z poznanym na trasie Polakiem – &lt;a href="http://www.ambientman.com/"&gt;Łukaszem&lt;/a&gt;. Gdy w końcu pozwolono nam ruszyć, nie posiadaliśmy się z radości. Jednocześnie droga dalej aż do granicy była super! Zatrzymaliśmy się na krótkie zwiedzanie w Istarawszanie. Dzięki temu Radzimy, którzy kolejnego dnia wylatywali już do kraju, mieli tak naprawdę architektoniczną namiastkę Uzbekistanu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przejście graniczne w Oybek dotarliśmy późno w nocy. Udało nam się odprawić po stronie tadżyckiej, unikając płacenia opłat wyjazdowych, o których mówiono nam przy wjeździe, jak i łapówki, której domagał się uporczywie milicjant na pierwszej bramce. Od razu poznaliśmy też, na czym polega „miłość wzajemna” między Tadżykami a Uzbekami. Ci pierwsi ostrzegali nas, że Uzbecy przetrzepią nas na granicy za wszystkie czasy. Ci drudzy powitali nas słowy: „Opuściliście właśnie Azję i wjechaliście do Europy”. Trzeba przyznać, że Tadżycy mięli jednak dużo więcej racji ;) Ale to już kolejna opowieść. Nockę spędziliśmy na tzw. „ziemi niczyjej”, gdyż Uzbecy otwierali granicę dopiero rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-75002572890930638?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/75002572890930638/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kraj-ten-chodzi-mi-po-gowie-juz-od.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/75002572890930638'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/75002572890930638'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kraj-ten-chodzi-mi-po-gowie-juz-od.html' title='Tadżykistan - gdzie góry to 93% powierzchni kraju!!!'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpM8zXYPhXI/AAAAAAAAPEk/YiCp9pJGtnw/s72-c/01.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-5623267660646096655</id><published>2009-08-24T02:11:00.009+02:00</published><updated>2010-01-23T00:21:21.250+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><title type='text'>Kyrgyzastan, żołnierska nuta…*</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgxZJWn3I/AAAAAAAAO9s/mn6yE5SHLUE/s1600-h/17.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgxZJWn3I/AAAAAAAAO9s/mn6yE5SHLUE/s400/17.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373322969598041970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Do &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Biszkeku dotarliśmy późnym wi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eczorem. Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;guesthousu&lt;/span&gt;, w którym rozstawili się Ania, Magda, Kuba i Radek. Pierwszy raz było nam wtedy dane zobaczyć naszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tranzitozwierza&lt;/span&gt; – zr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;obił jak najlepsze wrażenie, choć pojawiły się głosy, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transit&lt;/span&gt; nie da rady w Pamirze. Ja jednak czarnowidztwa nie lubię a wszelakie przeszkody traktuje jako wyzwanie i przyjemność, a poza tym widziałem na filmach i fotach, jak na tamtejszych drogach śmigają &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazy, Moskwicze, Wołgi i Żiguli(ny)&lt;/span&gt; ;) Tymczasem jednak bawiliśmy się w &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7ZTVxWI/AAAAAAAAO_c/hIadTeyQ4kU/s1600-h/03.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7ZTVxWI/AAAAAAAAO_c/hIadTeyQ4kU/s400/03.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373324240950248802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;przydomowej altanie, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;opowiadając o naszych przygodach do czasu spotkania oraz negocjując z gospodarzami p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzybytku do białego rana zamianę naszego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transita&lt;/span&gt; na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Land-Rovera&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Niestety jedynym skutkiem neg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ocjacji były kolejne uszczerbki na naszych wątrobach ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ze względu na kwestie wizowe Ani i Kuby, musieliśmy co kilka dni zjawiać się w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Biszkeku,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; co uniemożliwiło nam wypad &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w kirgiski interior ;) Niemniej jednak czasu było dość, by zrobić choćby wycieczkę dookoła jeziora Issyk-Kul. Droga nad jezioro jest dosyć zatłoczona a to przez wzgląd na fakt, iż jezioro jest popularny kierunkiem wakacyjnych eskapad w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;śród Kirgizów, ale także i Kazachów oraz Rosjan. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pierwszy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nocleg wypadł nam przed kurortem &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh6i2mN6I/AAAAAAAAO_M/IJ9feceoGWA/s1600-h/05.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh6i2mN6I/AAAAAAAAO_M/IJ9feceoGWA/s400/05.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373324226334177186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Cholpon-Ata. Rozbiliśmy się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; tuż nad brzegiem jeziora w całkiem miłej scenerii, lecz przyjemność z biwakowania częściowo popsuła nam natarczywa grupka pijanych/spalonych Kirgizów, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;którzy za wszelką cenę chcieli nas namówić na wspólne &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;palenie zioła i ogólnie zawracali nam przysłowiową &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gitarę. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło – chłopaki mieli ze sobą konia i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zachęcali do przejażdżek na nim. Skorzystaliśmy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;okazji! Oczywiście zrobili małego psikusa i puścili konia w galop podczas, gdy na nim siedziałem :) &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7GBCH-I/AAAAAAAAO_U/MHAchght3Fs/s1600-h/04.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7GBCH-I/AAAAAAAAO_U/MHAchght3Fs/s400/04.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373324235773190114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Bardzo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; miłe doświadczenie dla kogoś, kto jechał dotychczas jeden jedyny raz na koniu i to w dodatku na małym mongolskim kucu :P Koniec końców okazało &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się, że Polak jest w siodle rodzony a ciało samo, naturalnie zaczyna się dostosowywać do ruchów zwierzęcia &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;poprzez charakterystyczne bujanie w siodle (dobra, to se teraz nawlewałem jaki to ze mnie świetny dżokej :P )&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia ruszyliśmy dalej na wschód a celem naszym był Karakol i jego okolice, w szczególności Muzeum i Memoriał &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przewalskiego oraz była radziecka baza marynarki wojennej i fabryka torped w Michajłowce oraz &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przystań Przewalsk. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;O ile wejście do muzeum nie stanowiło najmniejszego problemu – wystarczyło zapłacić, targując oczywiście cenę biletu na legitymację z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;WIUT&lt;/span&gt; :) , to już zwiedzanie torpedowni stanowi wyższą szkołę jazdy, której mistrzami się nie okazaliśmy. Ale po kolei: w pierwszy rzędzie udaliśmy się do dawnej &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh6SVZxMI/AAAAAAAAO_E/F3KKZEv3ZI0/s1600-h/06.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 266px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh6SVZxMI/AAAAAAAAO_E/F3KKZEv3ZI0/s400/06.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373324221899982018" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bazy przeładunkowej w Michajłowce. Wejść można było jedynie przez nieszczelne ogrodzenie, które jednak było opisane zniechę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cającymi w zamyśle autorów napisami w stylu: „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nie wchodzić! 100% więzienia!&lt;/span&gt;”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; itp. Generalnie salwy śmiechu ;) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tam zaciągnęliśmy języka u miejscowego stróża, co, gdzie i jak? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Okazało się, że najwyżej położona na świecie morska baza wojenna (sic! – takim mianem jest określona w niektórych źródłach) – 1608m npm – nadal działa i jest pod kontrolą rosyjskich marynarzy! Wobec tego wejść się na jej teren nie da. Spytaliśmy więc jak się sprawa ma z byłym zakładem produkcji t&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;orped w Michajłowce. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Okazało się, że zakład nie jest były i torpedy nadal wypuszcza :) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zakład &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;strzeżony miał być przez FSB. Niezrażeni udaliśmy się jednak do tej fabryki i postanowiliśmy przeprowadzić szturm frontalny ;) Z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;adzwoniliśmy do bazy i powiedzieliśmy, że chcemy zwiedzić &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;fabrykę oraz kutry sowieckiej marynarki wojennej zacumowane przy nabrzeżu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Zawołano jakąś szarżę, który jednak nie dał się nabrać, że my „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;miestnyje&lt;/span&gt;” i twardo obstawał przy swoim, że zakład jest obiektem o znaczeniu strategicznym i wejść się doń nie da. Zaproponował jednak, że kolejnego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dnia jest gotów podstawić jeden z kutrów (za odpowiednim rzecz jasna wynagrodzeniem)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; celem odbycia kursu po jeziorze Issyk Kul. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhkKi5COI/AAAAAAAAO-8/yPfSaofkvqM/s1600-h/07.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhkKi5COI/AAAAAAAAO-8/yPfSaofkvqM/s400/07.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323841851951330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wobec fiaska ataku frontalnego zaproponowałem zdobycie obiektu wroga od strony wroga – mianowicie przepłynięcie wpła&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w odcinka z plaży do bazy, co jednak nie spotkało się ze zrozumieniem ze strony mych współtowarzyszy ;) Ruszyliśmy więc dalej w stronę Biszkeku, zamykając pętlę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wokół Issyk Kul od strony południowej. Nocleg spędziliśmy nad jeziorem grillując na jednorazowych grillach od kolegi Rutkowskiego zakupioną wcz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eśniej wołowinę i popijając kirgiskim winem marki „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czjornyje glaza&lt;/span&gt;”. Niestety mięso chyba &lt;span style="font-style: italic;"&gt;pałucziłos’&lt;/span&gt; nie do końca dopieczone, bo następnego dnia miałem taki skręt kiszek,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; że głowa mała!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjbWivrI/AAAAAAAAO-s/sdVELGx1n3U/s1600-h/09.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjbWivrI/AAAAAAAAO-s/sdVELGx1n3U/s400/09.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323829183692466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Atrakcją &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kolejnego przedpołudnia, które upłynęło nam w większości n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a jeździe do Biszkeku było słone jezioro Shor Kol. Zasolenie wody było na tyle duże, że można było swobodnie położyć się na tafli wody i po prostu rozkoszować się stanem „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;lewitacji&lt;/span&gt;”. Dojazd nad jezioro nie b&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ył jednak do końca jasny i trochę przypadkiem się tam dostaliśmy – trzeba więc być czujnym i pytać miejscowych! Sama droga dojazdowa też znajduje się w stanie &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjjhjd7I/AAAAAAAAO-0/L2dpjoKCQs8/s1600-h/08.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjjhjd7I/AAAAAAAAO-0/L2dpjoKCQs8/s400/08.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323831377360818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;opłakanym i po deszczach można się dostać na miejsce jedynie na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;4WD. No i największy hit: jezioro jest prywatne, więc za możliwość pływania w nim a nawet jedynie popatrzenia nań trzeba płacić!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po dotarciu do Biszkeku Sokoły udały się do ambasady rosyjskiej. Po złożeniu wniosku wizowego postanowiliśmy ruszyć w góry położone nieopodal Biszkeku a konkretnie w Kanion Alamedin. Rozbiliśmy obóz i myśleliśmy, żeby kolejnego dnia wybrać się w górę rzeki. Ostatecznie na ten krok zdecydowali się wyłącznie Radzim z Sokołem. Krzychu chciał odpocząć, mnie zaś ciągle trzymało po grillowaniu ;) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Podczas gdy chłopaki wędrowali, myśmy zajęli&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjAejxtI/AAAAAAAAO-k/spfh2xaQKx8/s1600-h/10.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhjAejxtI/AAAAAAAAO-k/spfh2xaQKx8/s400/10.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323821969557202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; się opalaniem, czytaniem oraz suszeniem namiotu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;(niestety nasz &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Marabut&lt;/span&gt; lekko &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;stęchł :/). &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poza tym skorzystaliśmy z zaproszenia miejscowych Rosjan, którzy całymi rodzinami przybyli na piknik. Gdy panowie odprawili swe małżonki i dzieci na daleki spacer, pod przykrywką przyrządzenia posiłku, zabrali się za konsumpcję alkoholu wysokoprocentowego oraz narkotyku &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;miękkiego :P zapraszając nas do współudziału w tym niecnym procederze. Ch&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;łopaki okazali się bardzo mili i gdy zabierali się już do Biszkeku pozostawili nam swoje niewykorzystane produkty &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;żywnościowe, jak i dwie menażki gotowego już dania!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/UhfB8876JoA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/UhfB8876JoA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;a class="bmxyhwsjrqdwdbbuzegh" href="http://www.youtube.com/v/UhfB8876JoA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a class="bmxyhwsjrqdwdbbuzegh" href="http://www.youtube.com/v/UhfB8876JoA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;a class="bmxyhwsjrqdwdbbuzegh" href="http://www.youtube.com/v/UhfB8876JoA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia czekała nas ponowna i ostatn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ia już wizyta w Biszkeku, związana z odbiorem wiz przez Anię i Kubę, a którą wykorzystaliśmy dodatkowo na zwiedzanie muzeów Biszkeku. Osobliwym okazało się muzeum narodowe, a to poprzez fakt, iż z dwóch pięter jakie posiada, pierwsze w całości jest poświęcone Leniowi! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Można s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ię naocznie przekonać, jak to losy Wodza Rewolucji splatają się nierozerwalnym, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;być może niedostrzegalnym w normalnym życiu, węzłem z losami narodu kirgiskiego! ;)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ponadto niesamowity klimat tworzą freski na sufitach muzeum. Hitem jest Teuton &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhiyPV4DI/AAAAAAAAO-c/GVdX5JGu6hk/s1600-h/11.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhiyPV4DI/AAAAAAAAO-c/GVdX5JGu6hk/s400/11.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323818147635250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzierżący ubroczony krwią miecz z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wyobrażeniem swastyki na rękojeści, pędzący na rozszalałym byku przyobleczonym w naszyjnik z ludzkich czaszek! A na przeciw niego stoi ubrana w białe szaty dziewica (w sumie to nie wiem czy dziewica - tym bardziej, że to alegoria Matuszki, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Matuszki Rassiji&lt;/span&gt;, ale niech jej będzie :P ), również z mieczem w ręku. Ahhh poezja! Drugi f&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ajny fr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;esk to Reagan w przebraniu kowboj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a ujeżdżający rakietę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pershing&lt;/span&gt;! &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhJjcSPGI/AAAAAAAAO-U/GQYgz18j2jU/s1600-h/12.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhJjcSPGI/AAAAAAAAO-U/GQYgz18j2jU/s400/12.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323384678661218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnym ciekawym „zabytkiem” jest znajdujący się za muzeum pomnik, ale nie chodzi o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; pomnik Włodzimierza Ilijcza, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bo te już mnie nie podniecają, jak kilka lat temu, lecz o pomnik-Order Lenina,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; który otrzymała Kirgiska S&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;RR w roku bodajże 1956 za wspaniałe wyniki, jakie osiągnęła na polu gospodarczym, a które to są wyszczególnione na pamiątkowej tablicy. Dla przykładu wy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mienić można zbiory 321.466 kwintali pszenicy, 34.893 ton wołowiny itd. :P (Niestety strzelam z  tymi liczbami, bo gdzieś zdjęcie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pomnika &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wcięło :( ) Był to jednak majstersztyk i perełka, jakich mało! W dalszej kolejności udaliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y się do Muzeum – Domu Michała Frunze, bolszewickiego generała, który pochodził z Biszkeku (wtedy jeszcze Piszpeku) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i po rewolucji październikowej podbijał dla komunistów Azję Centralną. W Kirgistanie ma ciągle status bohatera. Nie ma co się temu dziwić – gdyby nie był&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o ZSRR, to Kirgistan dzisiejszy byłby dużo mniej rozwinięty. W końcu to Rosja a później ZSRR modernizowała kraje tego regionu, stąd i nostalgia za dawnymi czasami jest tu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;większa niż np. w Armenii czy Gruzji, nie wspominając już europejskich byłych republikach!&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhJTlr6xI/AAAAAAAAO-M/kvKdghvtf30/s1600-h/13.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhJTlr6xI/AAAAAAAAO-M/kvKdghvtf30/s400/13.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323380423125778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Istotnym elementem pobytu w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Biszkeku było w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ysłanie do Polski gromadzonych po drodze próbek ziemi oraz gówienek krowic&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;h. Jak już wspo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;minałem, ważnym motywem naszego wyjazdu było &lt;span style="font-style: italic;"&gt;exegi monumentum&lt;/span&gt;. Mianowicie Krzychu, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jako przyrodnik z zamiłowania, zaoferował pomoc Wydziałowi Biologii UAM w gromadzeniu próbek ziemi, celem przeanalizowania ich pod kątem obecności nowych gatunków roztoczy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Naukowcy z uniwersytetu przyjęli tę ofertę z radością i tak wyposażeni w worki strunowe na całej nasz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ej trasie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zbieraliśmy (a właściwe to głównie Krzysztof&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; zbierał) potrzebne próbki. Ale wracając do Biszkeku... &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhI8orf_I/AAAAAAAAO-E/0OtxvvvHRBs/s1600-h/14.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhI8orf_I/AAAAAAAAO-E/0OtxvvvHRBs/s400/14.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323374261665778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pojawiła się konieczność wysłania zgromadzonego materiału badawczego do Polski. Albowiem, jak nam powiedziano, po 10 dniach od pobrania roztocza znajdują&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ce się w próbkach, obumierają i natychmiast podlegają procesom gnilnym, stając się tym samym bezwarto&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ściowymi dla nauki. Pełni nadziei, ale i mając świadomość, że pewne problemy być mogą, udaliśmy się do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;DHL&lt;/span&gt;. Niestety okazało się, że bez zgody na wywóz ziemi wydanego przez miejs&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cowy instytut geologii nie mamy nawet co marzyć o wysłaniu paczki. Na załatwianie zezwolenia było już za późno, a poza tym, niestety to też kosztuje. No, ale że &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Polak znany jest z kombinatorstwa zapakowaliśmy worki z ziemią do kartonu, który szczelnie zak&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;leiliśmy i udaliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;FedEx’u&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, podając że chcemy wysłać… książki! Pani zaczęła pytać o ilość książek, ich tematykę oraz wartość przesyłki. Musi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eliśmy szklić na miejscu, ale wszystko ładnie przeszło. Mieliśmy pietra, że kobieta lub celnicy rozpakują paczkę i ta nie dojdzie. W Duszanbe sprawdziliśmy, że przesyłka dotarła&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; jednak do Poznania!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhIt9x1NI/AAAAAAAAO98/KFhR-W4-gkM/s1600-h/15.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhIt9x1NI/AAAAAAAAO98/KFhR-W4-gkM/s400/15.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323370323629266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Poza &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;załatwieniu wszystkich kwestii byliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gotowi, by wyruszyć dalej, a więc d&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tadżykistanu. Wskoczyliśmy na trasę do Osz i rozkoszując się pięknymi widokami mknęliśmy na pierwszą przełęcz – ponad 3,5km npm.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transit&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ciągn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ął nie najgorzej, czasami &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jednak wymagając na podjazdach redukcji do dwójki. Wtedy to &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rozpoczęliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;też pracę laboratoryjną nad stworzeniem ciała doskonale czarnego, które powoli kondensowało się na wylocie naszej rury wydechowej a &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Transit&lt;/span&gt; poprzez zostawianą za sobą chmurę czarnego dymu upodabniać zaczął się do &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhIfaf0KI/AAAAAAAAO90/6O-3FJ_0ZQ8/s1600-h/16.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHhIfaf0KI/AAAAAAAAO90/6O-3FJ_0ZQ8/s400/16.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373323366417551522" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazów&lt;/span&gt;! Do Osz dotarliśmy kolejnego dnia wieczorem. Wynajęliśmy mieszkanie u naszej starej&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; znajomej, u której wynajmowaliśmy wcześniej pokój wracając z Piku Lenina, zakupiliśmy napoje&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i rozpoczęliśmy świętowanie imienin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Ani&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, Ku&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;by i Krzycha, które zbiegały się w jednym czasie, zagryzając &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;sałatką Kubowej produkcji ;) Kol&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ejnego dnia udaliśmy się na zwiedzanie Osz, a konkretnie oszskiego bazaru i muszę powiedzieć, że jestem rozczarowany. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Strasznie dużo słyszałem o tym ba&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zarze: że &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;największy, że wszystko można kupić, że &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7zmcl1I/AAAAAAAAO_k/wHkHywWLjdU/s1600-h/02.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHh7zmcl1I/AAAAAAAAO_k/wHkHywWLjdU/s400/02.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373324248009709394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tradycyjny itd. A tymczasem,&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; jak mam wrażenie, jest dużo mniejszy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;niż &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;taszkenckie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chorsu&lt;/span&gt; a gama produktów nie jest wcale bogatsza :/ Pozostaje jeszcze możliwość, c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;hoć jeno teoretyczna, że nie widziałem całego bazaru… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po dokonaniu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;niezbędnych zakupów, w tym tradycyjnych kirgiskich męs&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kich nakryć głowy – &lt;span style="font-style: italic;"&gt;kalpaków&lt;/span&gt;, udaliśmy się na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;avtorynok&lt;/span&gt;, c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;elem doposażenia naszego samochodu w terenową oponę, sztuk: jeden oraz łańcuchy, a także dokonania ostatnich napraw wulkanizacyjnych przed wjazdem do Tadżykistanu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przygotowani na na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jciekawszą część naszej trasy, ruszyliśmy na południe. Kilkadziesiąt kilometrów za Osz droga stała się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; jednym wielkim placem bu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dowy, gdzie asfaltu nie &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwwhTtMI/AAAAAAAAO9k/jtSS353rbQY/s1600-h/18.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwwhTtMI/AAAAAAAAO9k/jtSS353rbQY/s400/18.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373322958692660418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uświadczysz, a jeśli już to w postaci wysepek na morzu piachu. Droga wiedzie przez wysokie góry, więc ku radości nas wszystkich praca nad ciałem doskonale czarnym postę&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pow&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ała. Trasa ta była niezwykle frustrująca&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dla kierowców &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zez&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; wzgląd na konieczność pozostawania w ciągłym skupieniu i gotowości na walkę z drogą. P&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o kilku godzinach drogi dotarliśmy w końcu do Sary Tash, oddalonego jakieś 40km od granicy kirgis&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ko-tadżyckiej i tam po raz pierwszy poczuliśmy, że czasy dobrze wyposażonych stacji benzynowych, czy w ogóle stacji benzynowych, się skończyły. W Sary T&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ash była akurat „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;święta benzyniarnia&lt;/span&gt;”, ale benzyny nie było. Kilka minut zajęło nam przetłumaczenie żonie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"benzyniarza"&lt;/span&gt;, który wyruszył wtedy akurat po paliwo, że na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m benzyna nie jest potrzebna, jeno ropa. Wtedy &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwjb1qnI/AAAAAAAAO9c/Bjl4b4fPG6M/s1600-h/19.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwjb1qnI/AAAAAAAAO9c/Bjl4b4fPG6M/s400/19.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373322955180059250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nauczyliś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;my się chyba kluczoweg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o dla&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nas słowa „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;saljarka&lt;/span&gt;” bardziej rozpowszechnionego niż „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dizel&lt;/span&gt;”. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Saljarka&lt;/span&gt; na st&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;acji była, więc dotankowaliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;maszynę, zalaliśmy kanistry i ruszyl&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iśmy na nocleg. Ostatnią noc w Kirgistanie spędziliśmy na stepie rozciągającym się u podnóża Pamiru. Wczesnym rankiem ruszyliśmy na granicę. Tam zaspany celnik poprosił „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;starszego grupy&lt;/span&gt;” na rozmowę do gab&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;inetu. Wydawało się początkowo, że będzie chciał wyłudzić łapówkę, ale nic z tych rzeczy! Chłopaki mają &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na granicy bardzo niewielki ruch i dlatego każdą okazję wykorzystują, żeby się do woli n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;agadać! Celnik okazał&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; się mieć szerokie horyzonty i był nawet doskonale zorientowany w sprawach polskich. Wiedział wręcz, że Kaczyńscy za młodu zagrali w filmie! :D Z innych polskich &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwIawkpI/AAAAAAAAO9U/Zu7O50sYrEM/s1600-h/20.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgwIawkpI/AAAAAAAAO9U/Zu7O50sYrEM/s400/20.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373322947927773842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;akcent&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ów, wypytał si&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ę co t&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;am teraz pre&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zydent Kwaśniewski porabia, dlaczego Kaczyński tak bardzo nie lubi Rosjan, czy ciągle w Polsce można zobaczyć „Czterech pancernych i psa” c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zy też film został zakazany za wymowę „prokomunistyczną, proradziecką i a&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ntypolską”? ;) Widać, że bus&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zuje w mediach nieprzychylnych do końca naszemu krajowi ;) Poza tym pytał się czy ciągle produkujemy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Żuka&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nysę&lt;/span&gt; :) Jako mundurowy rozpytywał się o wyposażenie polskiej armii itd. ;) Potem z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; kolei sprawdzał moją wiedzą o Kirgistanie a na koniec, gdy przyszedł zaniepokojony, co to tak długo trwa, Sokół, wypytał nas o n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;asze &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgvnDuCiI/AAAAAAAAO9M/9GA2BIUTDpE/s1600-h/21.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 266px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgvnDuCiI/AAAAAAAAO9M/9GA2BIUTDpE/s400/21.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5373322938972768802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wrażenia z pobytu ze szczególnym naciskiem na to, co nam &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się nie podobało – „po to, żebyśmy wiedzieli co musimy zmienić” – jak mówił! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div  style="text-align: justify;font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatecznie po kilku dodatkowych kontrolach wjechaliśmy na 20-kilometrowy pas „ziemi niczyjej” i udaliśmy się w stronę posterunku tadżyckich pograniczników. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Highway&lt;/span&gt; zaczęło się na dobre!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr  width="150" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;* piosenka na znaną melodię, która towarzyszyła nam podczas podróżowania po Kirgistanie. Z innych hitów wyjazdowych warto wspomnieć o "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Żarka było w Biszkeke&lt;/span&gt;" oraz "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tryumfy człona wszetecznego&lt;/span&gt;".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-5623267660646096655?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/5623267660646096655/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kyrgyzastan-zonierska-nuta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5623267660646096655'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5623267660646096655'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/kyrgyzastan-zonierska-nuta.html' title='Kyrgyzastan, żołnierska nuta…*'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SpHgxZJWn3I/AAAAAAAAO9s/mn6yE5SHLUE/s72-c/17.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-6466948794191572696</id><published>2009-08-19T17:03:00.014+02:00</published><updated>2010-02-21T12:35:37.371+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pik Lenina'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><title type='text'>Bogo-Lenin</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Nasza podróż rozpoczęła się 27 czerwca w godzinach porannych… Ale zanim do tego doszło minęło kilka tygodni „przygotowań”. Napisałem w cudzysłowie, bo był to, j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ak dotychczas, wyjazd na największych wariackich papierach w mej historii, co, biorąc od uwagę powagę zakłada&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nych celów naszego wyjazdu (przede wszystkim Pik Lenina)&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, napawało m&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie sporymi obawami. Te przygotowania na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;łapu-capu&lt;/span&gt; wynikły głównie z konieczności nadrabiania zaległości na uczelni po całosemestralnej nieobecności oraz nade wszystko z konieczności nap&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;isania pracy magisterskie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;j na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;WIUT&lt;/span&gt;, co nie okazało się zadaniem takim&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; łatwym (o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;statecznie cały pro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;c&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;es kompletowania i opracowania źr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ódeł oraz napisanie pracy zajęło mi miesiąc – chyba w sumie niezły wynik :P ). W międzyczasie należało zgromadzić sprzęt potrzebny n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a Pik Lenina, co nie było zadaniem łatwym, gdyż należało wybrać ekwipunek o odpowiedniej rel&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;acji jako&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ści d&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o ceny, co wymagało pewnego rozeznania. Na szczęście kwestiom sprzętowym oddał się Krzysztof a &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ja zaufałem mu w tej materii całkowicie. Podobnie było z gromadzeniem informacji &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o samej Gór&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ze, warunkach tam p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anujących, zapleczu alpinistycznym itp. Ja sk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;upiłem się na załatwianiu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;p&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ermitu&lt;/span&gt; (i przy tej okazji uwaga: Wielokrotnie szukając info&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rmacji na temat P&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iku natykaliśmy się na wzmianki, że &lt;span style="font-style: italic;"&gt;permit&lt;/span&gt; jest wymagany, ale nikt go na miejscu nie sprawdza i jest to z tej perspektywy zbędny wydatek. Te konstatacje muszę potwierdzić – faktycznie nikt nas nie kontrolował na okoliczność posiadania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;permitu&lt;/span&gt;! Gdyby ktoś jednak chciał wyrabiać ten dokument to podaje namiary na biuro, które nam pośredniczyło:&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;a href="http://www.dostuck.com.kg/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dostuck-Trekking&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;). Przy wcześniejszych w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yjazdach zawsze miałem kilka dni wolnego, by przemyśleć spakowanie plecaka, zrobić ostatnie zakupy itp. Tym &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;razem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; taki luksus nie był mi d&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;any, więc &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;myśl o tym, że czegoś istotn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ego nie uwzględniłem czy nie spakowałem troszkę mi dokuczała.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nawał roboty był na tyle wielki, że w&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nocy z piątku na so&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;botę (26/27 czerwca) do godziny czwartej nad ranem pracowałem jeszcze nad ws&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tępe&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m do pracy magi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;sterskiej (tym razem, tej na wschodo). Przy czym ta czwarta nad ranem nie była jedyni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wyjątkiem – cały czerwiec tak wglądał… ;) O godzinie ósmej siedziałem już w pociągu relacji Słupca – Poznań. W Poznaniu dołączył do mnie Krzysztof i ruszyliśmy do grodu Kraka na imprezę pożegnalną Alicji i Andrzeja. Przyjął na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;s i ugościł w aka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;demiku &lt;span style="font-style: italic;"&gt;AGH&lt;/span&gt; Gabryś a następnie ruszyliśmy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pubu Śródziemie&lt;/span&gt;, siedziby &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Klubu Podróżnika&lt;/span&gt;, na libację pożegnalną. Świetnie było&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; spotkać ponownie znajome, podróżnicze twarze. Oczywiście, nie marnując czasu przystąpiliśmy natychmiast do niszczenia naszych wątrób, co jakoś zawsze doskonale umila długie Polaków rozmow&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y (sorrki Space za te zak&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;upy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w Żabce, ale zrozum biednego studenta, poza tym to Gabryś z Jaśkiem mnie zmusili - ja przecież normalnie alko nie pijam ;). Impreza trwała do białego rana, by następnie niespiesznie spacerkiem przejść na miejsc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e noclegu. Mimo, że powrót &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;był lekki, przyjemny i całkowicie odnotowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ny w pamięci, to późniejsze dzie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;je są owiane eteryczną mgiełką. Rano obudziłem się na akademikowym korytarzu, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a właściwie, wedle opis&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;u Krzycha, w trzech różnych pomieszczeniach – kiblu, korytarzyku i korytarzu główny&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m. Widok &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;był na tyle osobliwy, że, ponownie wedle relacji Kristofera, otaczał mnie nad&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; rank&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iem „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wianuszek stałych b&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ywalców akademikowych, kiwających z uznaniem głowami&lt;/span&gt;”. Jakoś tam do południa zdołaliśmy się ogarnąć i ruszyliśmy na dworzec, by wsiąść do pociągu do Kijowa.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Podróż &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfnMRbOI/AAAAAAAAOjw/GJRyyoe9Fpw/s1600-h/01.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfnMRbOI/AAAAAAAAOjw/GJRyyoe9Fpw/s320/01.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699784968137954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;byłą wypełniona bólem głowy, „ogólnie zły&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;samopoczuciem” oraz snem. W każdym razie, dość szybko i – obiektywnie rzecz biorąc – komfortowo dotarliśmy do stolicy Ukrainy. Standardowe kijowskie śniadank&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o w przydworcowym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mac’u&lt;/span&gt; i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;jazda na lotnisko. Tam piwko oraz przepakowanie plecaków, łącznie z założeniem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Koflachów&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na nogi, co budziło zdziwienie lub śmiech innych podróżnych. Międzylą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dowanie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szeremietiewie&lt;/span&gt; i dalej do Frunze (znaczy: Biszkeku)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vq3TstPiskA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vq3TstPiskA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;a class="ylkoygndkkzvrsefwxkk" href="http://www.youtube.com/v/vq3TstPiskA&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lotnisko im. Manasa przywi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tało nas niecodziennym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; widokiem, na który jednak bardzo liczyliśmy. Największa lotnicza baza &lt;span style="font-style: italic;"&gt;US Air Force&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w tej częśc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i świata n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;awiodła, a poustawiane w równych rzędach transportowce, z ogro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mnymi &lt;span style="font-style: italic;"&gt;C-5 Galaxy&lt;/span&gt; (jeśli się nie mylę), robiły niemałe wrażenia. Niestety próba sfotografowania tych obiektów zost&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ała udaremniona przez czujny personel lotniska. Stąd jedyne zdjęcie jest byle-jakie. Po p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rzylocie na miejsce okazało się, że ekipa &lt;a href="http://www.x-team.travel.pl/index.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X-Team&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, z którą byliśmy umówieni na co najmniej wspólny dojazd &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;base cam&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;pu&lt;/span&gt; nie wyleciała w ogóle z Warszawy. Przyszło więc nam łatwić transport samemu, licząc się z koniecznością wyższych wydatków, niż pierwotnie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;planowane. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfQ6MN9I/AAAAAAAAOjo/sJLKdZdFzZg/s1600-h/02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfQ6MN9I/AAAAAAAAOjo/sJLKdZdFzZg/s320/02.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699778986719186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po podstawowych zakupach na miejscu w Biszkeku, ruszyliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y do Osz. Trasa do Osz jest przepiękna&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – przechodzi przez cztery przełęcze i jeden długi (blisko 3-kilometrowy) tunel wykopany przez &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zeków&lt;/span&gt;, który, będąc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; pozbawionym wentylacji, cały j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;est zadymiony spali&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nami. Było to zresztą przyczyną paru już wypadków, gdy samochód doznał awarii i zatarasował tunel a kolejne auta wjeżdżały do jego wnętrza – kierowcy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazów&lt;/span&gt; nie mają oczywiście w zwyczaju wyłą&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;czać swoi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ch kopcących s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ilników, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;które nie spełniają nawet normy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;E&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;uro 0&lt;/span&gt; – szczególnie na tych wysokościa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ch. Skutek – śmierć z zaczadzenia kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu osób. Ot, "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;typowa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt; opowieść samotnych, &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfBVirMI/AAAAAAAAOjg/SxdpadkJnX8/s1600-h/04.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfBVirMI/AAAAAAAAOjg/SxdpadkJnX8/s320/04.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699774806469826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kirgiskich kierowców Kamazów&lt;/span&gt;" (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Tribute to MotoSyberi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;a&lt;/span&gt; ;) )… Sama droga jest bardzo porządnie wykonana i ujeżdżana w większości przez &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Mercedesy&lt;/span&gt; (to&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; chyba najpopularniejszy samochód w Kirgist&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anie)!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Noc spędziliśmy u rodziny naszego kierowcy, niedale&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ko oszskiego bazaru (o czym wtedy nie wiedzieliśmy nawet). Kolejnego dnia przenieśliśmy się na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;inne miejsce do człowieka, który zajmował się załatwianiem transportu do bazy pod Pikiem. Spędziliśmy tam w sumie cały dzień, wraz z dwoma Hiszpanami, którzy również wybierali się na Pik, umilając sobie czas bulderowaniem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ziła-131&lt;/span&gt;. Okazało się, że załatwienie transportu samochodowego wchodzi w rachubę, ale za spore pieniądze. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcesCR1sI/AAAAAAAAOjY/sq6dccT6Dj4/s1600-h/05.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcesCR1sI/AAAAAAAAOjY/sq6dccT6Dj4/s320/05.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699769088530114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Paradoksalnie tańszą opcją oka&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zał się przelot śmigłowcem. Pod wieczór przybyła, posia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dające groźne nazwisko, menadżer jednego z obozów na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polanie Ługowej&lt;/span&gt; – L&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ena&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Kałasznikowa wraz z grupą pilotów wojskowych. Oznajmiła nam, że wylot nastąpi kolejnego dn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ia rano a przyjemność&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; będzie kosztowała nas 90 USD.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Rano ruszyliśmy samochod&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;em do b&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;azy wojskowej, w której zaparkował nasz śmigłowiec. Wtedy to nasz pilot - Afganiec rozbawił mnie tekstem „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wiertaljot’ stait, slava Bogu, nie ukrali!&lt;/span&gt;”. Załadowaliśmy maszynę, pyknęliśmy sobie foty &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w kabinie i ruszyliśmy na polanę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Achi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;k Tash&lt;/span&gt;. Lot był dość krótki, bo trwał około godziny, co niesamowicie k&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ontrastuje z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;czas&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;em, w jakim pokonuje się tenże odcinek jadąc &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazem&lt;/span&gt; ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po dotarciu na Polanę, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zostawiliśmy zbędne graty w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;obozi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;e kompanii &lt;a href="http://www.pamir-expeditions.com/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Expeditions&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, o której coś więcej dalej i udaliśmy się troszkę wyżej, na koniec polany, gdzie rozbiliśmy nasz obóz. Godzina była młoda, więc ruszyliśmy w górę w stronę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przełęczy Podróżników&lt;/span&gt;. Niestety nie mieliśmy żadnej dokładnej mapy, tylko nienajlepszej jakości schematy i trudno nam b&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yło początkowo rozeznać się w otocz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eniu. Jako że b&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;yliśmy kilka dni przed sezonem, na Górze pra&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ktycznie ni&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kogo jeszcze nie było (obóz pierwszy dopiero się instalował). Nie chcieliśmy za bardzo ryzykować, nie znając szlaku i nie wiedząc czego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;można się spodziewać dalej, stąd czekaliśmy aż ktoś przetrze &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcP3USz3I/AAAAAAAAOjQ/-dMst9mVNY4/s1600-h/06.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcP3USz3I/AAAAAAAAOjQ/-dMst9mVNY4/s320/06.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699514418843506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nam troszkę drogę. Kolejneg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o dnia rano okazało się, że cala polana przysypana jest śniegiem – trochę to nas podminowało, bo stało się jasne, że tego dnia do obozu pierwszego nie dotrzemy. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;M&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;imo że śniegu był&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o sporo (ulepiliśmy nawet bał&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wana ;) ), to po południu puścił na tyle, że stało się możliwe kolejne wyjście rekonesansowe w górę. Dotarli&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;śmy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przełęczy Podróżników&lt;/span&gt;, lecz musieliśmy się z niej sz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ybko ewakuować, b&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o pogoda zaczęła się psuć. Kolejny dzień to powtórka z rozrywki – ranek przywitał nas kilkoma centymetrami śniegu. Kolejna noc na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ługowej&lt;/span&gt;? Chyba by nas krew na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gła zalała! Gdy popołudniem śnieg puścił ruszyliśmy na przełęcz z zamiarem nocowania nań. Po drodze spotkaliśmy pierwszą polską&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ekipę: Beatę, Józka i Sebastiana &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcPsVbchI/AAAAAAAAOjI/fiEMitr009g/s1600-h/07.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcPsVbchI/AAAAAAAAOjI/fiEMitr009g/s320/07.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699511470813714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;oraz grupę z &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Iwano-Frankowska&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, z którymi spotykaliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y się później jeszcze kilkakrotnie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ranka ukazał nam się w pełnej okazałości Pik. Szczerze powiedziawszy na mnie zrobił ogromne wrażenie&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – „kawał bydlątka” – pomyślałem &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i do tego strasznie daleko. Dotarło do mnie wtedy, że na pewno wejście na tę górkę łatwe &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nie będzie. Jako że pogoda była ładna zdecydowaliśmy się ruszyć do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;J&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ed&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;ynk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;i&lt;/span&gt;. Trasa nie jest specjalnie trudna, choć dość długa i dlatego, gdy dot&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;arliśmy na miejsce, to czuliśmy lekkie zmechacenie. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcPMIMGpI/AAAAAAAAOjA/VmoOzjuRVbk/s1600-h/09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcPMIMGpI/AAAAAAAAOjA/VmoOzjuRVbk/s320/09.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699502825347730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jedynka&lt;/span&gt; była podówczas jeszcze w powijakach – &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;poszczególne obozy dopiero się instalowały. Całość przykryta była śniegiem, co jak nam wytłumaczono stanowi odstępstw&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o od normy o&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; tej porze roku. Okazało się, iż rok 2009 był rekordowy pod względem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ilości śniegu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;regionie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Miejscowi pracownicy zaprosili nas na normalne żarcie. Już p&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o trzech dniach jedzenia liofilizatów&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; czło&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wiek naprawdę ma ochotę na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;szurpę&lt;/span&gt;, zagryzaną chlebem, jajeczko i sałatkę ;) &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcO4LoKuI/AAAAAAAAOi4/SCvluOuzmZQ/s1600-h/10.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcO4LoKuI/AAAAAAAAOi4/SCvluOuzmZQ/s320/10.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699497471060706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; dnia okazało się, że czujemy się bardzo dobrze i aklimatyzujemy się bez problemów. Postanowiliśmy więc wyjść troszkę wyżej – na jakieś 4700 m npm i przejść za ścianę, którą oc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;hrzc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iliśmy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;„&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ści&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;aną płaczu&lt;/span&gt;”. Jest to jedno z wielu nawiązań do archetypicznego narodu semickiego, które towarzyszyły nam na wyjeździe. Wynikało to z faktu, iż pewien znany nam wszystkim wspinacz wszystkie niepowo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dzenia zwalał na karb&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; „wszechświatowego spisku żydowsko-gejowskiego”. Słuchając go czło&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wiek się zastanawiał, dlaczego nie urodził się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Żydem-homoseksualistą – miałby, jak moż&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na wnosić ze słów tegoż wspinacza, realny wpływ na bieg wszelki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ch wydarzeń. :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3tYww0khvmY&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/3tYww0khvmY&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;a class="ylkoygndkkzvrsefwxkk" href="http://www.youtube.com/v/3tYww0khvmY&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na czym to ja…? Aha, ruszyliśmy na „ścianę płaczu”. Oczywiście na lekko – raczki na nogi, czekan w łapę, uprząż na dupsk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o i heja! Wydawało się, że pójdzie łatwo a tymczasem bardzo szybko się okazało, że „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;wozducha nie chwatajet’&lt;/span&gt;” i poczułem się, jak te wszystkie zipiące ciężko &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazy&lt;/span&gt; na górskich drogach…&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Led&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;wośmy podeszli na „ścianę płaczu” i myśl o tym, że następnego dnia trzeba będzie pokonać &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tę samą drogę niosąc 25 kilo na plecach przerażała… Do tego jeszcze konieczność przekraczania szczelin, które &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zwalniają tempo marszu i męczą „psychicznie” ;) Mieliśmy oczywiście linę, ale łażenie na lotnej nie należy do wielkich przyjemności, bo lina pląta się pod nogami a poza tym tr&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zeba iść zgodn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ym tempem, bez wielkich możliwości na indywidualne, króciutkie przystanki… Dlatego, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;co zrobiliśmy? Szliśmy bez liny! ;) &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcOhpEyAI/AAAAAAAAOiw/jAx9abDl3d8/s1600-h/10a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcOhpEyAI/AAAAAAAAOiw/jAx9abDl3d8/s320/10a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699491420555266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;A szczeliny pokonywaliśmy na przysłowiowego &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polaka-zwierzaka&lt;/span&gt; a więc, w tym wypadku, skacząc :P Szło nam nawet dobrze do czasu, g&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dy Kristofer przy lądowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;niu po skoku przez szczelinę zapadł się w niej po udo. Wtedy to postanowiliśmy się jednak związać po raz pierwsz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y i w sumie dobrze, bo ja, skacząc jako drugi również wpadłem z nogą w miejscu, które wydawało się być bezpieczne. Dosyć zmęczeni wróciliśmy do obozu i z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;abraliśmy się za gotowanie wody na kolejny dzień, w którym zamierzaliśmy ruszyć do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; obo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zu drugiego. Nasze wymęczenie tłumaczyliśmy sobie wpływem wysokości oraz nie zabraniem kijków trekkingowych…&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia wstaliśmy o świcie, spakowaliśmy resztkę gratów, namiot i chyżo ruszyliśmy do przodu. Nasza eskapada zakończyła się j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ednak do&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;syć szybko na pierwszej zmarzniętej rzeczce. Krzysztof pokonał ją bez proble&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;mów, ja natomiast, idąc po jeg&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o śladach, zapadłem się oboma nogami. Woda w ilośc&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;iach pokaźnych przelała się do wn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ętrza botków, co oznaczało dla nas przymusowy całodniowy postój. Podeszliśmy jeszcze jakiś kawałek do drugiej części obozu i postawiliśmy namiot. Okazało się, że był to w ogóle dzień pecha dla polskich ekip – wspomniany wcześniej Józek poparzył sobie s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;to&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;pę wrzątkiem i to na tyle poważnie, że zeszła mu skóra :(&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety kolejnego dnia nie było nam dane r&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;uszyć ze względu na syfną pogodę. Powoli też zaczęła nam odbijać głupawa, ale nie może być inaczej, gdy pół dnia gra się w karty w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wojnę&lt;/span&gt; a drugie pół gotuje wodę na obiad i do termos&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ów :P Bohaterem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; naszych opowieści stał się Szymon Niemiec, który urzekł mnie założeniem własnego koś&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cioła :P Ponoć sam ogłosił się wcieleniem Chrystusa… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ma chłop fantazję :P W chwilach wol&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;nych kłóciliśmy się o wyższość oddawania moczu na dworze (opcja, której ja zawzięcie broniłem&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;) nad sikaniem do butelki (opcja Krz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ysztofowa, wypróbowana na Elbrusie i zaciekle broniona od tego czasu ;) ). Myślę, że Krzysztof jednak strzelił sobie gola do własnej bramki, gdy zdarzył mu się mały wypadek podczas oddawania się czynności fizjologicznej zgodnie z własnymi przekonaniami (więce&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;j w tej kwestii na filmie :P ).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Kolejnego dnia nie udało nam się wyruszyć skoro świt, gdyż pogoda nie dopisywała. Wyruszyliśmy więc dość późno – około 9 rano. D&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o momentu podejścia pod „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ścianę płaczu&lt;/span&gt;” szło nawet dobrze. Ale po jej przekroczeniu zaczął się dramat. Poruszaliśmy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; się seriami po 100 kroków (później 50), robiąc po każdej „setce” odpoczynek na dziesi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ęć głębokich oddechów a do tego, co każde 250 kroków, zatrzymywaliśmy się na 10 minut siedzącego odpoczynku. Droga szła nam bardzo opornie. Plecak ciążył niemiłosiernie. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0_UyCRI/AAAAAAAAOio/xJt1l2Di9iQ/s1600-h/11.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0_UyCRI/AAAAAAAAOio/xJt1l2Di9iQ/s320/11.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699052711905554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatecznie do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójki&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;na 5300 m npm dost&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;aliśmy się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; po 9,5 godzinach wchodzenia w stanie niezłego wymęczenia. Pogoda nie sprzyja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ła, było dość zimno i wiał do tego wiatr oraz padał śnieg. Wykopanie platformy pod namiot zajęło małe pół godzink&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i i po tym czasie mogliśmy wreszcie oddać się „relaksowi”, czyli gotowaniu wody, jedze&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;niu i spaniu. Obóz drugi by jeszcze wówczas dość pusty – łącznie może jakieś 8 namio&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tów, w tym tylko 2/3 zamieszkane. Kolejnego dnia po długim śnie ruszyliśmy na rekonesans i po aklimatyzacj&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ę w stronę Piku Razdelnej. Początkowo trzeba pokonać dość strome, a&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;le przyjemne podejście, by znaleźć się na grani&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i następnie granią poruszać się&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0ZZ-qdI/AAAAAAAAOig/-5B-jLtcbJA/s1600-h/13.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0ZZ-qdI/AAAAAAAAOig/-5B-jLtcbJA/s320/13.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699042533157330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; do ściany Piku. Tam też po raz pierwszych spotkaliśmy osław&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ionych Brazylijczyków, którzy przybyli na Pik wcześniej niż my i pragnęli być jego pierwszymi w roku zdobywcami. Poza tym planowali zdobyć jeszcze w tym sezonie cztery pozostałe siedmiotysięczniki byłego ZSRR i tym samym skompletować „&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pantera_%C5%9Anie%C5%BCna_%28alpinizm%29"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Śnieżnego Barsa&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;”&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;! Brazylijczycy wyrąbywali w śniegu drogę na szczyt Piku Razdelnej, k&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tóry chcieli zdobyć kolejnego dnia. Zaproponowali nam wspólne wyjście kolejnego dnia w nocy, jednak gdyśmy się obud&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zili o 3 nad ranem, i następnie co godzinę, pogoda była kiepska&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – wiał silny wiatr i sypał śnieg. Wydawało nam się, że Brazylijczycy nie ruszyli. Tym&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;czasem, gdy myśmy ok. 9 ran&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o wychodzili z obozu drugiego z zamiarem dojścia do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trójki&lt;/span&gt;, daleko na ścianie Piku Razdelnej dostrzegliśmy trzy sylwetki: dwójkę Brazylijczyków oraz ich &lt;span style="font-style: italic;"&gt;portera&lt;/span&gt;, którzy przy silnym wietrze i sypkim śniegu, powolutku drep&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tali w górę. Mimo, że byliśmy bardzo daleko od nich (oni sami wyglądali jak trzy czarne&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; kropeczki, czasem zlewające się w jedną wielką na białym tle), to można było namacalnie wyczuć walkę jaką toczą w tym momencie z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bogo-Leninem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. Gdyśmy dotarli dwie/trzy godziny później&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; pod stok, na którym widzieliśmy Brazylijczyków, po ich śladach nic nie zostało. Krzychu rozpoczął podchodzenie, jednak po pół godziny, gdy podeszliśmy raptem kawałeczek z całej 300-metrowej ściany, zdecydowaliśmy, że musimy się ro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zbić pod stokiem i ruszyć, gdy pogoda się polepszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/IOpHAuiyt5w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/IOpHAuiyt5w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="385" width="480"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;a class="ylkoygndkkzvrsefwxkk" href="http://www.youtube.com/v/IOpHAuiyt5w&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia noc i ranek były beznadziejne, &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0DxvDrI/AAAAAAAAOiY/4m38Mr38QG8/s1600-h/14.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowb0DxvDrI/AAAAAAAAOiY/4m38Mr38QG8/s320/14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699036727217842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;bez &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;szans na wyjście. Spędziliśmy więc cały dzień w namiocie. W pewnym momencie usłyszeliśmy jednak głosy na zewnątrz, którym jakoś udało się przedrzeć przez huk wiatru. Wychyliliśmy głowę – to Brazylijczycy wracali do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójki&lt;/span&gt;, słaniając się na nogach z wyczerpania. Okazało się, że zdecydowa&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;li się odpuścić Pik Lenina i jechać dalej. Żal nam się chłopaków zrobiło, bo widać było, że mieli wcześniej serce do włażenia i wielką determinację i że decyzja o rezygnacji nie przyszła im chyba łatwo.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnego dnia ruszyliśmy około godzin&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y 10, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gdy tro&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;szkę się przejaśniło. Jednak dość szybko zaczęliśmy puchnąć – znowu we znaki dawały się ciężkie plecaki. Z pomocą w torowaniu przyszli jednak Pierrick i Valerie, których wtedy jednak jeszcze nie poznaliśmy ;) Po mozolnym podłażeniu dostaliśmy się wreszcie na Pik Razdelnej (6149 m npm) i zeszliśmy 100 metrów niżej w kierunku Lenina, by rozbić się na przełęczy. Znowuż okopanie namiotu zajęło sporo czasu. Były z nami jeszcze dwie ekipy, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ale obie zamierzały zostać jedynie na n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;oc i rano wracać do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójki&lt;/span&gt;. Nas na taki luksus stać nie było. Wiedzieliśmy, że kończy nam się jedzenie i benzyna. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, że sytuacja wyglądała dużo gorzej. Benzyny mieliśmy na oko na trzy garnki wody (jakieś 4,5 litra) a żarcia na jeden posiłek – który trzeba jednak przygotować w oparciu o wrzącą wodę :/ Postanowiliśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;y, że tego dnia nie stać nas na luksus jedzenia oraz iż eśli tylko pogoda pozwoli, to kolejnego dnia ruszamy na szczyt w akcie desperacji i rozpaczy, licząc się z tym, że szanse są nikłe. Niestety przez całą noc pogoda była fatalna i nic nie zwiastowało poprawy. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowbz632g5I/AAAAAAAAOiQ/obmZnDSzIUE/s1600-h/15.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowbz632g5I/AAAAAAAAOiQ/obmZnDSzIUE/s320/15.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699034336953234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Gdy jednak zrobiło się jasno postanowiliśmy ruszyć. Szans na wejście nie było już żadnych, ale gdzieś tam naiwna iskierka nadziei oraz świadomo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ść, że zaszło się ta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;k daleko, nie pozwalają odpuścić bez po&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dję&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cia ostatniej próby. Ruszamy! Jest diabelnie ciężko. Dotychczas cały mój sprzęt sprawdzał s&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ię w 100%, zawsze było mi wystarczająco ciepło, ale tym razem jest kiepsko. Idziemy granią, wieje silny wiatr a poza tym jest bardzo mroźnie, niebo bezchmurne. Po jakimś czasie robi się coraz bardziej nieprzyjemnie, gdyż zaczynam tracić czucie w palcach – staram się nimi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; ruszać, ale niewiele to daje… Chwilę walczę ze sobą, ale podejmuję decyzję – wracam do namiotu. Góra nie ucieknie. Krzychu mówi, że da jeszcze radę i postanawia ruszyć, jak mi się tylko wydaje do najbliższego szczytu – jakieś 45minut podejścia w górę. W rzeczywistości Kristofer postanowił bić na samego Lenina. Jednak i on nie ma szczęścia – wkrótce zjeżdża ok. 10 metrów z lawi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ną i również postanawia odpuścić. Gdy wraca do namiotu jest cały przemarznięty – podczas gdy ja siedzę w cienkiej bluzie i na gołe stopy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, on nie zdejmując kurtki puchowej pakuje się do śpiwora (co chyba nie jest najszybszym sposobem rozgrzania się, ale w stanie zmęczenia człowiek nie jest do końca racjonalny ;) ). Po dwóch godzinach, gdy Krzychu dochodzi do siebie, postanawia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;my wracać do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójki&lt;/span&gt;. Zdążyły się już pojawić chmury, co powoduje, że widoczność nie jest zbyt duża. Staramy się iść środkiem grani, mając świadomość nawisów śnieżnych od&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; strony południowej. Śnieg pod posta&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;cią paskudnego puchu strasznie utrudnia życia – zapadamy się po pas. Dobrze jednak, że schodzimy a nie sadzimy w górę. Po jakimś czasie docieramy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójki&lt;/span&gt;. Wzbudzamy tutaj niemałą sensację, bo jesteśmy pierwszymi, którzy tego roku zdecydowali się na atak (choć i tak wiadomo, jaki to był atak ;) ) i byli tak wysoko (w moim przypadku jakieś 6250m i 635&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;0m w przypadku Krzycha). &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowbzqv4W-I/AAAAAAAAOiI/_kFrByZux-M/s1600-h/17.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowbzqv4W-I/AAAAAAAAOiI/_kFrByZux-M/s320/17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371699030008552418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Otacza nas wianuszek wspinaczy, łaknących jakichkolwiek wieści z góry: Jak tam jest? Jak pogoda? Jak warunki śniegowe? No, nasze ego zos&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;tało podbudowane!! :P &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dwójka&lt;/span&gt; w tym czasie przypomina już huczące miasteczko – namiotów jest naprawdę sporo! Są dwie polskie ekipy, w tym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;X-Team&lt;/span&gt;, czyli ludzie z którymi mieliśmy wchodzić razem, a którzy nie dotarli na czas do Kirgistanu ;) Bardzo fajna wiara, niestety nie znam na chwilę obecną jeszcze szczegółów ich pobytu na Piku, gdyż nie wrócili d&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o Polski, ale z tego, co mi wiadomo dwie osoby weszły n&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a szczyt!! Gratulacje!!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnego &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dnia zaczynamy niespiesznie się pakować. Zwinięcie na&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;miotu okazuje się jednak nie lada sztuką. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa__k_4XI/AAAAAAAAOiA/1nTmAyuZPjo/s1600-h/18.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 235px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa__k_4XI/AAAAAAAAOiA/1nTmAyuZPjo/s320/18.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371698142246855026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pożyczony od Pawła &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Marabut&lt;/span&gt; przymarzł na amen do podłoża oraz kamieni, którymi obtoczyliśmy fartuchy. Po godzinie rąbania czekanami udaje nam się wykuć fartuchy od trzech boków namiotu. Robota to nielekka, bo człowiek szybciutko dostaje zadyszki na tej wysokości, w rękawicach robi się niewygodnie, bez rękawic – paluchy szybko przemarzają :/ Po pewnym czasie decydujemy się na desperacki krok – jeden fartuch znajdzie swoje wieczne miejsce spoczynku w śniegach &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bogo-Lenina&lt;/span&gt;. Odrąbujemy czekanami przymarznięty fartuch, zwijamy namiot i ruszamy w dół. Początkowo próbujemy na linie, ale ciągłe patrzenie pod stopy, żeby rakami nie poranić liny jest zbyt wyczerpujące. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Postanawiamy wiązać się na szczeliny lub przekraczać je na „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polozwierza&lt;/span&gt;”. Po niecałej godzince docieramy do podwójnej szczeliny. Plan jest taki: przerzucamy kije i plecaki przez najbliższą szczelinę, skaczemy i przerzucamy sprzęt&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; da&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;lej, no i skaczemy ponownie. Niestety, jak to czasami z planami bywa, nie zawsze rzeczywistość się im podporządkowuje. Przerzucam więc kijki, przerzucam plecak, a ten zamiast się zatrzymać powolnie toczy się w dół i… znika w kolejnej szczelinie. Moja mina musiała być wtedy nietęga, bo &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Doktorantus&lt;/span&gt; wybucha gromkim śmieche&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;m. Mi, jak się można łatwo domyśleć, do śmiechu nie jest :P &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa_cn2J1I/AAAAAAAAOh4/_zKQAVeRNsk/s1600-h/19.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa_cn2J1I/AAAAAAAAOh4/_zKQAVeRNsk/s320/19.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371698132863559506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Szybko skaczę przez pierwszą szczelinę, zaglądam do kolejnej i oddycham z ulgą – plecak wpadł na jakieś 3 metry. Jak się złamię w pasie i wsunę do szczeliny, to wyjmę plecak czekanem. W tym czasie podchodzi do nas chłopak, pozdrawiając nas „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Witam rodaków!&lt;/span&gt;”. Zgadujemy, że rozpoznał nas po swojskich „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;kur…&lt;/span&gt;”, „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ja pier…&lt;/span&gt;” i „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;ch…&lt;/span&gt;”. Odpowiada, że skok przez szczelinę, zamiast normalnego przechodzenia na linie, zdradził nasze pochodzenie jeszcze szybciej :P Sebastian, bo tak chłopak ma na imię, okazało się że jest doświadczonym wspinaczem i przy okazji naszym niedoszłym kompanem z &lt;a href="http://www.x-team.travel.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X-Teamu&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Szybko oferuje pomoc, przewlekam taśmę przez jego uprząż, blokuję się w śniegu rakami a on spuszcza się głową w dół szczeliny, by z&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;a chwile wygramolić się z moim kochanym plecaczkiem :D Spędzamy jakąś małą godzinkę na miłych pogawędkach, lecz trzeba ruszać dalej. Po drodze spotykamy jeszcze dwie eki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;py z Polski – generalnie chyba 30% wszystkich osób na Leninie to Polacy!! Dalsze schodzenie umilamy sobie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;dupozjazdami&lt;/span&gt;, co wydatnie podkręca nasze tempo. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa_Ai4V6I/AAAAAAAAOhw/rTWDxT-GlkE/s1600-h/20.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa_Ai4V6I/AAAAAAAAOhw/rTWDxT-GlkE/s320/20.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371698125326538658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatni odcinek idziemy na lotnej, bo szczelin się sporo wytopiło od czasu, gdy opuszczaliśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jedynkę&lt;/span&gt;. Po dotarciu fundujemy sobie obiadek w obozie oraz piwko!!! Cóż to był za smak. Nie możemy jednak długo zasnąć, rozpamiętując naszą nieudaną próbę pokazania &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bogo-Leninowi&lt;/span&gt;, kto tu rządzi!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejnego dnia uderzamy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;base camp’u&lt;/span&gt;. Droga jest daleka, ale zlatuje bardzo szybko. Gdy dochodzimy do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Przełęczy Podróżników&lt;/span&gt; następuje czas spotkań. Najpierw Brazylijczycy, którzy zacięli zęby i po odpoczynku w bazie, postanowili &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;po raz ostatni spróbować skopać Lenina! Strasznie mi wtedy zaimponowali wolą walki i szczerze mówiąc nikomu tak nie życzyłem pierwszego wejścia na szczyt w tym roku (do tego czasu Pik ciągle pozostawał nie zdobyty), jak właśnie im. Jako pierwsi dotarli wcześniej do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trójki&lt;/span&gt;, im należał się też sam szczyt. Niestety nie wiem, czy im się w końcu udało. Po chwili spotkaliśmy się z Hiszpanami&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;, z którymi razem lecieliśmy na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polanę Ługową&lt;/span&gt;, a którzy również po raz drugi próbowali szczęścia. Na przełęczy poznaliśmy też Valerie i Pierricka a właściwie to tylko Valerie, z którymi mieliśmy spędzić dwa kolejne dni, o czym jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po dotarciu do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Polany Ługowej&lt;/span&gt; udaliśmy się do obozu &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Pamir Expeditions&lt;/span&gt;, w którym mieliśmy pozostawioną część naszych rzeczy. Przyjęto nas tam po królewsku, podejmując pysznym obiadkiem (10 USD) i darmową herbatą z niekończącą się dolewką! Opiekunowie tegoż obozu: Jura wraz ze swą rodziną oraz pracownikami, to przemili ludzie, którzy sporo nam pomogli a ponadto sprawili, że nasz pobyt w bazie był bardzo sympatyczny. No, ale co się dziwić? Wszyscy są Taszkentczykami!! :D Zdecydowaliśmy się również udać do bani (5 USD – czas nielimitowany), celem wyprania i wykąpania oraz popicia piwka!! :) Wydostanie się z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Achik Tashu&lt;/span&gt; okazał&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o się niemożliwe tego dnia ze względu na brak transpo&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;rtu, dlatego spędziliśmy noc w bazie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnego dnia ruszyliśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Kamazem&lt;/span&gt; do Oszu. Na pokładzie byli już Valerie i Pierrick. Przesympatyczne młode małżeństwo, które podróżuje dookoła świata, z tymże nie jest to zwykłe podróżowanie. Ich celem jest zdobywanie różnych szczytów o drodze. Zainteresowanych odsyłam na ich &lt;a href="http://sites.google.com/site/kiffelemonde/"&gt;stronę&lt;/a&gt; oraz &lt;a href="http://picasaweb.google.com/wamday"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Picasę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa-_biZwI/AAAAAAAAOho/QO1Whl6VTyY/s1600-h/21.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa-_biZwI/AAAAAAAAOho/QO1Whl6VTyY/s320/21.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371698125027305218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Podróż do Osz zajęła sporo czasu, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;szczególnie j&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;eśli zestawi się to z wynikiem jaki osiągnęliśmy lecąc z Osz do &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Achik Tashu&lt;/span&gt;. ;) Wynika to z faktu, iż droga wiedzie przez wysokie góry (m.in. przełęcz na 3500 m npm), droga jest w stanie opłakanym a do tego na wielu kilometrach trwają prace budowlane. W Osz zamieszkaliśmy na kwaterze prywatnej (dla zainteresowanych podaję skany wizytówek naszych gospodarzy: na początku Pana, któremu bulderowaliśmy &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ZiŁ-a&lt;/span&gt; w drodze na Pik a &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa-VMguaI/AAAAAAAAOhg/BnFL_laTUB4/s1600-h/bulder.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 288px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sowa-VMguaI/AAAAAAAAOhg/BnFL_laTUB4/s320/bulder.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371698113689991586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;następnie Panią, u której nocleg załatwili Valerie z Pierrickiem. Oba miejsca gorąco polecam, w obu przypadkach gospodarze załatwiają transport pod Pik Lenina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Osz zwiedziliśmy sobie pobieżnie bazar, nadrobiliśmy straty w odpowiednim nasyceniu organizmu chmielem, podjedliśmy i zorganizowaliśmy sobie transport do Biszkeku na kolejny dzień. Cały kolejny dzionek spędziliśmy w samochodzie, by około 22 dotrzeć do stolicy Kirgistanu, ale to już zupełnie inna historia :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Boże, ale elaborat wyszedł :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-6466948794191572696?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/6466948794191572696/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/bogo-lenin.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/6466948794191572696'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/6466948794191572696'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/bogo-lenin.html' title='Bogo-Lenin'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SowcfnMRbOI/AAAAAAAAOjw/GJRyyoe9Fpw/s72-c/01.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-2588776635044228407</id><published>2009-08-19T02:29:00.006+02:00</published><updated>2009-08-19T03:11:51.167+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadżykistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><title type='text'>Powyjazdowo…</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tak, jak obiecałem postaram się opisać naszą wakacyjną eskapadę. Zadanie to niełatwe, bo wydarzyło się dużo, a i nie wszystko (czasami właśnie to, co najlepsze) nadaje się&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; do publikacji (bądź krąg wtajemniczonych trzeba utrzymywać w karbach, bądź przekaz „na piśm&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie” byłby dalece niedoskonały). W każdym razie to, co nie znajdzie miejsca na blogu, zost&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anie pokazane na tradycyjnych, powyjazdowych prezentacjach, gdy takowe zostaną już przygotowane.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Całość chyba podzielę na odcinki, bo w jednym poście to nie dam rady… ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;I taki krótki przegląd zdjęć z całości wyjazdu, pokazujący to, co najważniejsze: pię&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;kne krajobrazy, wspaniałych ludzi, naszego Tranziciora i przyjaciół, których każdy może mi pozazdrościć!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPJqtIg0I/AAAAAAAAOfs/u5SUFSdLWAE/s1600-h/1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPJqtIg0I/AAAAAAAAOfs/u5SUFSdLWAE/s320/1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474008070456130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPJ0aNVeI/AAAAAAAAOf0/u8Ah9U9baEM/s1600-h/2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPJ0aNVeI/AAAAAAAAOf0/u8Ah9U9baEM/s320/2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474010675434978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotQbrY27tI/AAAAAAAAOhA/pSCEbKJ1En8/s1600-h/3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotQbrY27tI/AAAAAAAAOhA/pSCEbKJ1En8/s320/3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371475417003126482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPKq6rJqI/AAAAAAAAOgE/Ji1RgPVInh8/s1600-h/4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPKq6rJqI/AAAAAAAAOgE/Ji1RgPVInh8/s320/4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474025307121314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPKzNc3aI/AAAAAAAAOgM/O2ZG5U5VglQ/s1600-h/4a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPKzNc3aI/AAAAAAAAOgM/O2ZG5U5VglQ/s320/4a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474027533360546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPa3ehbnI/AAAAAAAAOgU/1QrdYN6vk-w/s1600-h/5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPa3ehbnI/AAAAAAAAOgU/1QrdYN6vk-w/s320/5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474303556611698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPbAoMCEI/AAAAAAAAOgc/JqoxepOR90c/s1600-h/7.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPbAoMCEI/AAAAAAAAOgc/JqoxepOR90c/s320/7.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474306013071426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPbmO6FPI/AAAAAAAAOgk/Bh82o48o5Wg/s1600-h/8.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPbmO6FPI/AAAAAAAAOgk/Bh82o48o5Wg/s320/8.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474316107584754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPb8VIyLI/AAAAAAAAOgs/1zXXyUQt4fg/s1600-h/9.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPb8VIyLI/AAAAAAAAOgs/1zXXyUQt4fg/s320/9.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474322039294130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPcZYU3ZI/AAAAAAAAOg0/gGHJGiWzoC0/s1600-h/9a.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 214px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPcZYU3ZI/AAAAAAAAOg0/gGHJGiWzoC0/s320/9a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5371474329837297042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-2588776635044228407?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/2588776635044228407/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/powyjazdowo.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2588776635044228407'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2588776635044228407'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/powyjazdowo.html' title='Powyjazdowo…'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SotPJqtIg0I/AAAAAAAAOfs/u5SUFSdLWAE/s72-c/1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-3833345131814754077</id><published>2009-08-10T14:16:00.001+02:00</published><updated>2009-08-10T14:18:39.570+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><title type='text'>ahhh pochti rodina</title><content type='html'>&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:arial;font-size:180%;color:#006600;"&gt;Uzbekistan!!! :DDD :DDD&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="center"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tyle, ze dzis w nocy sie konczy... :'(&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-3833345131814754077?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/3833345131814754077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/ahhh-pochti-rodina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3833345131814754077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3833345131814754077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/08/ahhh-pochti-rodina.html' title='ahhh pochti rodina'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-4538517577714257876</id><published>2009-07-31T15:07:00.002+02:00</published><updated>2009-08-01T10:14:52.704+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadżykistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='góry'/><title type='text'>Tadzykistan</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt;To bedzie raczej krotki i zdawkowy post, bo czasu malo a relacji i wrazen moc! W kazdym razie obiecuje wrzucic po powrocie wyczerpujacy post o wszystkim, co nam sie wydarzylo.&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dzis dotarlismy do Duszanbe po kilku dniach samochodowej wyrypy przez Gorny Badachszan. Bylo po prostu cudownie. Tadzykistan jest niesamowicie malowniczym krajem: gory, doliny, osniezone szczyty, przelecze powyzej 4000 m npm, przecinajace droge rzeki, rozrzucone gdzieniegdzie wioseczki z przemilymi ludzmi, cudny widok na Afganistan - no po prostu miodzio. Droga poczatkowo okazala sie duzo lepsza niz sie spodziewalismy - szczegolnie czesc pamirska, potem dopiero sie ostro popsula - robilismy 200 km przez 8 godzin :/ Na wysokich przeleczach Tranzicior sapal, stekal, rozrylala sie kazda srubka, a w rurze wydychowej pracowywalismy nad cialem doskonale czarnym ;) ale wozek dal rade. Juz sie nie moge doczekac, jak po powrocie zmontuje filmik-kompliacje walczacego z przeciwnosciami drogi Transita!!&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tadzykistan przywital nas niezwykle milo: "narkotrafik polis" ugoscilo nas upolowana z Kalasznikowa owca Marco Polo - mamy pewne mieszane uczucia, bo jest to gatunek z swiatowej czerwonej ksiegi... Ale smarzac go dla siebie nie bylismy tego swiadomi...&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z kalasznikowem zreszta spotkala nas jeszcze jedna przygoda - ale to pokaze zdjecia i opisze pozniej :P heheh &lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nasz Tranzicior sprawdza sie w trasie niesamowicie: po prostu "przejdziem Warte, przejdziem Wisle" - zadna rzeka nam niegrozna, zadne kamienie wystajace z ziemi, zadne przelecze powyzej 4km npm, zadna milicja wyludzajaca mandaty. Poki co dostalismy jeden na dzien dobry za zaczernione szyby (pomoc jest to nielegalne, bo z zaczernionymi szybami "tolka terroristy jezdjat'" :P Zeby zbic cene mandatu dzwonilem nawet do samego naczelnika GAI w Murgabie, przerywajac mu kapiel ;) Grunt, ze udalo sie wynegocjowac nizsza stawke!! :P&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W Uzbekistanie czeka nas kolejne wyzwanie - mianowicie sprobujemy sprzedac Transita, co bedzie nie lada wyzwaniem, bo cla sa w UZ nieludzkiei procedury tez dziwne. Bedziemy wiec probowac sprzedac furke lekko na bakier z prawem - bedzie ciekawie ;)&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Nie wiem, czy pisalem o "exegi monumentum aerum perennius" czyli o naszym zbieractwie ziemi, celem znalezienia w niej nowych gatunkow roztoczy!! (Sic!) Wlasnie dzis okazalo, sie ze pierwsza partia z Biszkeku nadana jako ksiazki dotarla do Poznania. Jutro postaramy sie wyslac kolejna, ale na legalu - odbylismy juz rozmowe z jednym profesorem z Instytutu Geologii, ktory ma nam dac pozwolenie na wywoz ziemi :)&lt;/span&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;br  style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Za dwa dni bedziemy juz w Taszkencie - ja sie nie moge juz doczekac powrotu do UZ, znow zobaczyc te ulubione miejsca, zabrac przyjaciol do Elvisa i poptem na tance do Niagary... heheh No i musze zlozyc moja prace magisterska na uniwerku :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="TEXT-ALIGN: justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-4538517577714257876?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/4538517577714257876/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/07/tadzykistan.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4538517577714257876'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4538517577714257876'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/07/tadzykistan.html' title='Tadzykistan'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-1685947589756074072</id><published>2009-07-21T11:19:00.003+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><title type='text'>Pik Lenin, Issyk Kul i Biszkek</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Jakos dostatlismy sie z kierowca-oszustem do Osz, gdzie bylismy zmuszeni przeczekac jeden dzien w poszukiwaniu chetnych na wyjazd w kierunku Piku Lenina. Jedyni chetni jacy sie znalezli to dwojka Hiszpanow. Byla to ciagle niewielka grupka i okazalo sie, ze paradoksalnie najtaniej bedzie udac sie do base camp'u na viertaliote ;) Byl to wojskowy Mi-8. Najpierw z pilotem o posturze zolnierza-Afganca udalismy sie do bazy wojskowej w Osz. Pilot, gdy zobaczyl helikopter rzekl: "Smiglowiec stoi.. Slawa Bogu, nie ukradli" :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Do bazy dolecielismy po malej godzince, przebralismy sie i ruszylismy kawalek w gore. Spalismy na Polanie Lugovej. Rano wszystko bylo zasypane sniegiem, ktorego opady w tym roku byly rekordowe/ Zrobiliskmy podejscie rekreacyjnie pod Przelecz Podroznikow. Kolejnego dnia historia ze sniegiem sie powtorzyla, ale ruszylismy juz na sama przelecz. Dnia trzeciego przenieslismy sie ze spaniem na przelecz. Poczatki naszego podchodzenia byly wiec bardzo ostrozne, gdyz bylismy jednymi z pierwszych na gorze a chcielismy miec jakikolwiek slady, po ktorych moglibysmy isc a nadto troszke obawialismy sie alklimatyzacji (a wlasciwie jej braku...). Dnia czwartego wyladowalimsy w Obozie 1 (4400 m npm), rozbilismy namiot i zajelismy sie ulubiona „rozrywka” – gotowaniem wody ;) Dnia kolejnego wybralismy sie na lekko na tzw. Sciane Placzu – dosc strome podejscie na drodze do Obozu Drugiego. Bylo to jednoczesnie nasze pierwsze spotkanie ze szczelinami  - obaj zaliczylismy wpadniecie na glebokosc kolana, co dalo nam do myslenia, ze asekurowac  sie trzeba! Wrocilismy strasznie zmeczeni, co nas wybitnie zaskoczylo – prawdopodobnie wina wysokosci i pojscia bez kijkow. Zdecydowalismy jednak kolejnego dnia ruszac do Dwojki. Ruszylismy o swicie, ale po 15 minutach nasze wyjscie sie zakonczylo – przechodzac po zamarznietym strumyku, lod sie pode mna zalamal i wpadlem prawie po kolana w wode, co dalo efekt chlupoczacej wody w bucie. Nie pozostalo wiec nic innego jak rozbic sie ponownie... Dzien siodmy przegarowalismy w obozie ze wzgledu na beznadziejna pogode. Osmego jednak ruszylismy jednak bez ogladania sie na pozna pore. Trasa do Obozu Drugiego (5300 m npm) wyczerpala nas maksymalnie – przejscie zajelo nam lacznie 9,5h i dalo sie we znaki – szlismy na ciezko z calym majdanem. Pojawila sie koniecznosc kopania platformy i rozbijania namiotu przy silnym, mroznym wietrze, ale jakos poszlo. Kolejnego dnia podeszlismy pod sciane Piku Rozdelnaya, gdzie spotkalismy dwojke Brazylijczykow zdeterminowanych by nazajutrz uderzyc do Trojki – problemem byl mega kopny snieg. Myslelismy zeby do nich dolaczyc, ale gdy oni ruszali w Dwojce byla „dupowa”. Wystartowalismy dopiero okolo 9 rano, widzac daleko na scianie Rozdelnej prawie nieruchome kropeczki – Brazylijczykow brodzacych po pas w sniegu. Po jakims czasie sami doszlismy do stoku, ale po pol godziny mordegi zdecydowalismy sie rozbic na 5800 m npm.  11 dzien spedzilismy calkowcie w namiocie – pogoda nie pozwolala sie ruszyc dalej, ale popoludniu zobaczylismy wracajacych Canarinos – chlopaki slaniali sie z wycienczenia na nogach i oglosili, ze daja sobie z Pikiem spokoj. Szkoda nam ich bylo jak cholera – poprzedniego dnia zrobili kawal dobrej roboty. Dwunastego dnia mysmy ruszyli zdobywajac Pik Razdelnaya (6149 m npm) i schodzac do Trojki (6080 m npm). Niestety zarcie nam sie skonczylo a co gorsza konczyla sie benzyna, oznaczajaca mozliwosc topienia sniegu. Mimo to postanowilismy atakowac, liczac na cud. Cud pogodowy sie nie wydarzyl i wyjscie w nocy nie bylo mozliwe – na zewnatrz panowalo mleko. Ruszylismy wiec przy silnym wietrze bocznym poznym ranem. Mnie niestety po pol godziny zaczely odmrazac palace w rekawicach i musialem zrezygnowac, Krzychu ruszyl solo dalej, ale zlecial zmini-lawina i tez zawrocil. Po rozgrzaniu zwilnelismy namiot i wrocilismy do dwojki wiedzac, ze to juz koniec. Kolejnego dnia zeszlismy do Jedynki, gdzie po drodze o maly wlos stracilbym plecak w szczelinie, ale to juz inna historia... :P Nastepnego bylismy zas juz w Bazie, gdzie oddalismy sie przyjemnosciom typu bania i normalny obiad :) Nazajutrz, z dwojka poznanych Francuzow uderzylismy do Osz i kolejnego dnia do Biszkeku, gdzie spotkalismy Anie, Magde, Kube i Radka. Pochlalismy z tej okazji zdrowo, prowadzac zaciete, choc niestety bezowocne negocjacje zamiany naszego Forda Transita na woz terenowy z naszym gospodarzem. W niedziele wybralismy sie nad Issyk-Kul, spedzilismy noc w okolicach Cholpon-Ata, gdzie podjechali do nas podpici Kirgizi dajac sie przejechac koniem – pierwszy raz galopowalem! :) Bylo ekstra, choc koncowka byla nienajlepsza, gdy zazadali kasy a mysmy placic nie chcieli. Nastepnego dnia wyjechalismy do Karakolu – zwiedzilismy muzeum Przewalskiego oraz probowalismy zajrzec do bylej radzieckiej bazy wojskowej – toprpedowni. Przenocowalismy gdzies w dziczce, grillujac wolowine, ktora dzis spowodowala u mnie powazne sensacje zoladkowe :/ A wiec spadam w tualjet i do przeczytania!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-1685947589756074072?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/1685947589756074072/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/07/pik-lenin-issyk-kul-i-biszkek.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/1685947589756074072'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/1685947589756074072'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/07/pik-lenin-issyk-kul-i-biszkek.html' title='Pik Lenin, Issyk Kul i Biszkek'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-7953239247923452797</id><published>2009-06-30T03:50:00.002+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Biszkek'/><title type='text'>Biszkek</title><content type='html'>To bedzie krotka i chaotyczna notka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wlasnie wyladowalismy na Manas International Airport czyli w samym sercu najwiekszej amerykanskiej bazy lotniczej na obszarze postsowieckiej Azji Centralnej... Zaparkoweane obok siebie C5 Galaxy robia duze wrazenie!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedziemy odebrac teraz propusk na Pik Lenian i dalej do Osz. Niestety nasi wspoltowarzysze, ktorzy lecieli z Warszawy przez Stambul nie dotarli do Biszkeu, wiec musimy wszystko zalatwiac sami, co nas troszke moze wiecej kosztowac, ale coz... Niczewo nie podelajesz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biszkek zrobil na mnie bardzo dobre wrazenie, szczegolnie samochody sa duzo lepsze niz te w Taszkencie - mnostwo niemieckich i japonskich aut, rzadko kiedy jakiekolwiek Lady czy Wolgi... no i nie ma zadnych Deawoo ;) Poza tym porzadeczek wiekszy na ulicach jednak... No prosze!! :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra koncze, bo Doctorantus sie niecierpliwi ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-7953239247923452797?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/7953239247923452797/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/06/biszkek.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7953239247923452797'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/7953239247923452797'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/06/biszkek.html' title='Biszkek'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-407630591672655083</id><published>2009-06-27T04:25:00.004+02:00</published><updated>2009-06-27T04:34:17.044+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tadżykistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kirgistan'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='wakacje'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Uzbekistan'/><title type='text'>Rusza Wielki Plan Wakacyjny</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Taaak… Stało się. Taszkentczyk wraca, gdzie jego miejsce: do Azji Centralnej! Po niecałym półtora miesiąca spędzonych w Polsce, nareszcie nastanie czas odpoczynku. Te ostatnie tygodnie były naprawdę ciężkie, głównie przez wzgląd na pisanie pracy magisterskiej (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Project-u)&lt;/span&gt; w ramach studiowania na WIUT.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jutro a właściwie, to dziś za niecałe cztery godziny Taszkentczyk wsiądzie do pociągu relacji Słupca – Kraków (z przesiadką w Poznaniu, gdzie spotka się ze swym wiernym kompanem oraz towarzyszem czynów chwalebnych – Wielkim Celebransem Wielkiego ETOH-a Teokratorem Cziczeronem I, czyli z Krzychem). W dawnej stolicy Polski zatrzyma się na imprezie pożegnalnej Alicji i Andrzeja, albowiem zaprzyjaźnieni &lt;a href="http://www.loswiaheros.pl/"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Los Wiaheros&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; ruszają w 3, 5-letnią podróż dookoła świata! Taką okazję trzeba uczcić!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W niedzielę ładujemy się już do pociągu relacji Kraków – Kijów, by tam, po dokonaniu niezbędnych korekt bagażowych, wsiąść na pokład &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aeroflotowej&lt;/span&gt; maszyny i lotem przez Moskwę, skoro świt we wtorek wylądować w Biszkeku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jaki jest plan na dzień dobry? Ambitny – rzec bez kozery można. Czy się uda? Pożyjemy – zobaczymy… W każdym razie zamierzamy skopać tyłek Lenina… Piku Lenina. Jest to mierząca 7134 m npm góra położona w Pamirze na granicy kirgisko-tadżyckiej. Nie uchodzi za trudną, ale już sama wysokość i warunki pogodowe tam panujące, nie czynią dla większości przedstawicieli &lt;span style="font-style: italic;"&gt;homo sapiens&lt;/span&gt; w tym i dal nas, tego podejścia łatwym spacerkiem. Właściwie to szanse na wejście trzeba kalkulować na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;fifty-fifty&lt;/span&gt;, aby później nie było rozczarowania i niewyobrażalnego żalu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Wydaje się, że przygotowani sprzętowo jesteśmy bardzo dobrze, kondycyjnie też nie narzekamy, ale jak będzie tam na miejscu… to już Bóg jeden raczy wiedzieć… Ogromną rolę poza warunkami atmosferycznymi odegra nasza aklimatyzacja, z którą wcześniej nie mieliśmy nigdy poważnych problemów. Jednak tym razem wchodzimy na górę o 1,5 kilometra wyższą niż nasze dotychczasowe osiągnięcia…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po wylądowaniu w Biszkeku, odbieramy nasze niezbędne &lt;span style="font-style: italic;"&gt;permity&lt;/span&gt;, dokonujemy ostatnich zakupów i ruszamy na południe do Osz, miejmy nadzieję, że razem z inną polską ekipą, która uderza na Pik w tym samym czasie (szczegóły dogadamy jutro). Następnie z Osz łatwimy transport na Ługową Polaną, gdzie znajduje się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;base camp&lt;/span&gt; i zaczyna się podejście!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Jeśli się wszystko uda, to po mniej więcej dwóch tygodniach powinniśmy być z powrotem na Ługowej, by stamtąd bezzwłocznie udać się z powrotem do Biszkeku na spotkanie z Anią, Magdą, Kubą i Radkiem, którzy przyjadą z Polski naszym niedawno zakupionym Fordem Transitem!! &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SkWEBxVjx1I/AAAAAAAAM1Y/dg0tf21cIjQ/s1600-h/mapa2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 254px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SkWEBxVjx1I/AAAAAAAAM1Y/dg0tf21cIjQ/s320/mapa2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351828898158200658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Dalszą część podróży spędzimy już razem w doborowym gronie przyjaciół! Zamierzamy zwiedzić Kirgistan – przynajmniej okolice jeziora Issyk-Kul. Następnie udamy się do Tadżykistanu, gdzie będziemy przemieszczać się wzdłuż P&lt;span style="font-style: italic;"&gt;amir Highway&lt;span style="font-style: italic;"&gt;,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; odbijając na południe do doliny Wachanu, stanowiącego graniczną rzekę z Afganistanem. Słyszałem gdzieś ostatnio, że w Ishkashim istnieje możliwość nielegalnego przekroczenia granicy z Afganistanem. Skoro nie udało się zbliżyć do mostu hajratońskiego w Termezie, to może chociaż w Tadżykistanie uda się postawić stopę na terytorium afgańskim! ;) Z Tadżykistanu udamy się do Uzbekistanu – w pierwszej kolejności do Taszkentu. Taszkentczyk zawita w swoim domu. Piwko w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elvisie&lt;/span&gt; oraz impreza w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niagarze&lt;/span&gt; – murowane punkty programu ;) A co dalej? Uzbecka klasyka: Samarkanda, Buchara i Chiwa. No i jak czasu starczy, to koniecznie Mojnak, dawny port rybacki nad brzegiem jeziora Aralskiego, którego brzeg znajduje się obecnie ponad 150 kilometrów od tegoż miasta. A że w narodzie fantazja nie ginie, to jest plan podjęcia próby dostania się na &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyspa_Odrodzenia"&gt;Wyspę Odrodzenia&lt;/a&gt; – dawny radziecki poligon i laboratorium boni biologicznej. Szanse na to wielkie nie są, bo na ile mi wiadomo obecnie bezpieczny dostęp na tę wyspę (w sumie dziś to już wyspa tylko z nazwy), ze względu na ruchome pisaki od strony uzbeckiej, możliwy jest wyłącznie od strony kazachskiej. &lt;/span&gt;  &lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powrót planowany jest w połowie sierpnia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Trzymajcie kciuki – szczególnie za naszą zuchwałą próbę pokazania Włodzimierzowi Iljiczowi, kto tu rządzi! ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-407630591672655083?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/407630591672655083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/06/rusza-wielki-plan-wakacyjny.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/407630591672655083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/407630591672655083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/06/rusza-wielki-plan-wakacyjny.html' title='Rusza Wielki Plan Wakacyjny'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SkWEBxVjx1I/AAAAAAAAM1Y/dg0tf21cIjQ/s72-c/mapa2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-3739303046739996721</id><published>2009-05-22T16:45:00.006+02:00</published><updated>2009-08-18T17:39:03.626+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='WIUT'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Polska'/><title type='text'>Topfa, topfa. Wyczofujemy sze, ale ufaka, my tu jeszcze frócimy…*</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Cudowna bajka pod tytułem „Wielkopolanin w Taszkencie” została zawieszona. Taszkentczyk dotarł do Polski. Ale jak do tego doszło?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatnie dwa tygodnie pobytu w Taszkencie przeszły pod znakiem nauki i przygotowań do egzaminów. Najbardziej obawiałem się &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Managerial Accounting&lt;/span&gt; a okazało się, że wyszedłem z Sali egzaminacyjnej wcale zadowolony! Skupiłem się na matematycznej części egzaminu – wybierając do rozwiązania wszystkie zadania, które były możliwe: &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ratio Analysis, Traditional &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Costing, Investment Appraisal i Budgeting&lt;/span&gt;. Czasu (mimo, że były to aż 3 godziny) było zdecydowanie za mało i zdołałem rozwiązać jedynie 80% egzaminu, ale jeśli to wszystko będzie dobrze, to egzam będzie na „plus dodatni”. Drugi egzamin był z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;International Economy&lt;/span&gt; i nie powiem, bym przygotował się na niego w stopniu wystarczającym – z teorią ekonomii zawsze było mi nie po drodze a poza tym na trzy dni przed egzaminem przyjechał do Taszkentu&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Peder (&lt;a href="http://www.bedui.se/"&gt;strona www&lt;/a&gt;) – szwedzki podróżnik, który na rowerze wyruszył w lipcu zeszłego roku z Rygi, by dotrzeć do Chin – do Szanghaju albo Pekinu. Aż 9-10 miesięcy zabrało mu dotarcie do Taszkentu, ponieważ jego trasa nie wiedz&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ie „po prostej” – dość wspomnieć, że zawitał „po drodze” do Etiopii ;) Peder wprowadził się do mnie na cztery dni do akademika, wzbudzając nerwowość wśród ochrony – ja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;k zwykle bojącej się podpaść wszechwładnej kierowniczce… Na ten czas do mojego pokoju wprowadził się też Ibragim. Wszystkie te okoliczności spowodowały, że czas na naukę skurczył się bardzo a do tego tryb „leń” się szybko załączył. Poza tym spodziewałem się, że na egzaminie będą jakieś zadania kalkulacyjne i matematyką się trochę podeprę a tymczasem egzamin był czysto deskryptywny :/ Wisi więc nade mną wielki znak zapytania „Zdam czy nie zdam?” Jeśli przeważy druga opcja, to będę musiał skrócić swoje wakacje, by udać się na sesję poprawkową :/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po egzaminie szybko wróciłem do akademika, gdzie metodą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;last minute panic packing&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/ldef_mBVTBtGNds0PxMStg?feat=directlink"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 512px; height: 384px;" src="http://lh4.ggpht.com/_qWlyeJgTo5s/ShE_YZAhMHI/AAAAAAAAIVA/iuCH9lFu09o/s512/100_1797.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; (czyli standardową i zapewne podświadomie ulubioną) dokonałem &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;zwinięcia całego majdanu w rytm moich ulubionych ruskich pieśni wygrywanych na gitarze. Końcówka była dość emocjonująca, bo odcięta została elektryczność, a więc pakowałem się po ciemku :D Następnie nadszedł czas pożegnań – było bardzo miło i wzruszająco, choć mam 100% pewności, że jeszcze się ze wszystkimi zobaczę – najpóźniej w Uzbekistanie w październiku, ale &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;w kilku przypadkach wchodzi w rachubę również wcześniejsza „&lt;span style="font-style: italic;"&gt;opcja europejska&lt;/span&gt;”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lY4eJZZWGAw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lY4eJZZWGAw&amp;hl=pl&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnie w kolumnie dwóch &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Żiguli(nów)&lt;/span&gt; (pieszczotliwa nazwa na &lt;a href="http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%92%D0%90%D0%97-2101"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Ładę Żiguli&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;) udaliśmy się na lotnisko – gdzie czekały już Olga i Martyna z Farhadem i Rustamem. Ważenie bagażu – jak wyrok – ok. 30 kg… i groźba dopłaty. Szybkie przepakowanie: 4,5 kg w postaci książek ląduje w plecaku Guillaume’a, który leciał tym &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;samym rejsem do Rygi, 500ml najtańszej wódeczki „Toshkent” do torby Olgi, 4kg w postaci upominków do bagażu podręcznego, który z dozwolonych 6kg przeistoczył się w 10kg :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Po przylocie do Rygi, opiekę nad nami roztoczył Anti – fiński znajomy Martyny. Odebrał nas z lotniska, ugościł i pokazał miasto. Bardzo uprzejmy i pomocny chłop!&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://picasaweb.google.com/lh/photo/2A8gbp52rEbOK3XFt46A6Q?feat=directlink"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 512px; height: 384px;" src="http://lh6.ggpht.com/_qWlyeJgTo5s/ShE_NAS0hBI/AAAAAAAAIUY/TvsagHEk090/s512/100_1829.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; Ryga zachwyciła mnie swoją starówką, która nie jest może szczególnie duża, ale niesamowicie urokliwa z przepięknymi, odnowionymi kamienicami &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ustawionymi szpalerem wzdłuż wąskich uliczek. Miodzio! To, co jednak najbardziej nas uderzyło, miało miejsce gdy próbowaliśmy przekroczyć 6-pasmową jezdnię na przejściu dla pieszych! Nie uwierzycie co się stało… Kierowcy zatrzymali się przed pasami i nikt nawet nie zatrąbił!! Nadzwyczajne :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pamiętacie jak pisałem, że w drodze do Taszkentu a konkretnie w samolocie z Poznania do Warszawy leciałem razem z europosłem Marcinem Libcikim? W drodze powrotnej w pociągu z Warszawy do Poznania jechałem znowuż z nim :) Normalnie gdyby startował w wyborach, to musiałbym chyba na niego zagłosować… ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Podsumowując, dotarłem więc do kraju i, jak to zazwyczaj ze mną bywa, przeżyłem pewne rozczarowanie – ten proces zachodzi u mnie za każdym razem przy powrocie zza zagranicy – jakoś sobie człowiek idealizuje kraj lata dziecinnych i potem, jak obuchem przez ryj – żulerka w przejściach podziemnych, śmieci na trawnikach, zmurszałe krawężniki, dziury w drogach, siermiężna architektura (vide: autobusowy Dworzec Zachodni w Warszawie) itd. ;) No nic, że się powtórzę z cytatem z klasyka: „trzeba siać siać siać” :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;(…)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;I tak to zleciał już tydzień od mojego powrotu… Troszku się wydarzyło w tzw. międzyczasie. Z najważniejszych rzeczy to ślub King i Maćka, przeze mnie własnoręcznym podpisem zaświadczony :P Gratulacje dla Młodych :&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh3.ggpht.com/_hvmJEjnScVE/ShW5O7_ubPI/AAAAAAAABYs/Jqkri6cO290/s576/2009.05.17-187.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 576px; height: 384px;" src="http://lh3.ggpht.com/_hvmJEjnScVE/ShW5O7_ubPI/AAAAAAAABYs/Jqkri6cO290/s576/2009.05.17-187.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Teraz nastał czas pisania projektu dla WIUT, może skubnę coś z magisterki, ponadto egzaminy na wschodoznawstwie, no i przygotowania do Wielkiego Wakacyjnego Planu, o którym więcej szczegółów w swoim czasie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Zupdate’owałem&lt;/span&gt; trochę &lt;a style="font-style: italic;" href="http://picasaweb.google.com/tow.jablona"&gt;&lt;span&gt;Picasę&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; – dodając nowe zdjęcia oraz podpisy pod zdjęciami (Postaram się na przyszłość zrobić to także z katalogami z lat poprzednich...) Zapraszam serdecznie!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr  width="150" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;* …to teraz będzie taka zagadka: skąd ten cytat? :) Wujek Google chyba nie daje odpowiedzi :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-3739303046739996721?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/3739303046739996721/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/05/topfa-topfa-wyczofujemy-sze-ale-ufaka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3739303046739996721'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/3739303046739996721'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/05/topfa-topfa-wyczofujemy-sze-ale-ufaka.html' title='Topfa, topfa. Wyczofujemy sze, ale ufaka, my tu jeszcze frócimy…*'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://lh4.ggpht.com/_qWlyeJgTo5s/ShE_YZAhMHI/AAAAAAAAIVA/iuCH9lFu09o/s72-c/100_1797.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-5615168885578675008</id><published>2009-04-28T20:52:00.015+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><title type='text'>Ostatki</title><content type='html'>&lt;div  style="text-align: justify;font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Tak więc nieubłaganie zbliża się czas powrotu na umęczonej Ojczyzny łono. Pogodziłem się już z tą myślą i nawet z niejakim podnieceniem oczekuję już tego momentu, gdy wsiądę na pokład rejsu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;BT743&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; z 12 maja 2009, by potem przekroczyć granicę ze znaczkiem PL, by w końcu dotrzeć na stację kolejową Słupca Centralna :P i przemierzając senną ulicę Dworcową doczłapać się do domu, a tam spotkać się z rodzicami, bratem, babcią i… Kalą :P A następnie wesele i spotkanie z przyjaciółmi :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Moje pogodzenie się z myślą powrotu ma chyba dwie przyczyny. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pierwsza to fakt, iż do końca mojego pobytu w Uzbekistanie (to znaczy tej części mojego pobytu, bo jeszcze tu wrócę!!) już wiele przyjemności mnie nie czeka, ponieważ jestem w trakcie sesji egzaminacyjnej i powrót do Polski będzie oderwaniem się od nauki, przynajmniej na jakiś tydzień, gdyż później czeka mnie nauka w wydaniu krajowym  ;) Druga przyczyna to fakt, iż spora część towarzyszy moich uzbeckich przygód opuściła już Uzbekistan (również nie na stałe, ale jednak).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatnie dwa tygodnie to okres odjazdów/odlotów wielu ludzi. Należałoby tu wymienić w kolejności odjazdów następujące osoby:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;- tureccy nauczyciele akademiccy: Profesor Suavi i Murat, którzy przybyli do Taszkentu na miesiąc, by wykładać na WIUT.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdX5N452WI/AAAAAAAAIMg/VG7UYDDn_0A/s1600-h/jolki.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdX5N452WI/AAAAAAAAIMg/VG7UYDDn_0A/s400/jolki.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329825324508764514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:85%;"  &gt;Ёлки-Палки - jedna z fajniejszych restauracji w Taszkencie (Profesor, Alina, Murat).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;- Egor z Odessy – autostopowicz, który podróżuje z Ukrainy przez Rosję, Kazachstan Uzbekistan, Afganistan i Pakistan do Indii a może i dalej, a którego mieliśmy zaszczyt i przyjemność gościć w naszym akademiku. Oto &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://egorodessa.narod.ru/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;strona Egora&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;. dla wszystkich zainteresowanych jego dalszymi losami.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdXlUZVsSI/AAAAAAAAIMY/ky7jTnvVq_E/s1600-h/egor.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdXlUZVsSI/AAAAAAAAIMY/ky7jTnvVq_E/s400/egor.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329824982658036002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:85%;"  &gt;Egor tuż przed opuszczeniem Taszkentu w drodze do Mazar-i Szarif.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;- Recep – znany już czytelnikom bloga student z Turcji, który opuścił Uzbekistan w związku z egzaminami na swej &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;alma mater&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; w Turcji, ale z którym na pewno jeszcze się zobaczę w sierpniu lub październiku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdXVqlm2NI/AAAAAAAAIMQ/AQcTcDUe9LY/s1600-h/recep.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 267px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdXVqlm2NI/AAAAAAAAIMQ/AQcTcDUe9LY/s400/recep.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329824713737165010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:85%;"  &gt;Z wyjazdem Recepa zbiegły się jego urodziny.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;- Alina – również znana Wam studentka z Wilna, która musiała wrócić na Litwę w związku ze szkoleniem w pracy, a z którą zobaczę się tuż przed wylotem do Rygi, gdyż ona przyleci z Rygi 3 godziny przed moim odlotem ;) Dla władających językiem litewskim: &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://tashkent.blogas.lt/"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;blog&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W międzyczasie w odwiedziny przybyli do Taszkentu Gośka, Tomek, Paweł i Guza &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;– czwórka Polaków, która właśnie rozpoczęła swoją wyprawę przez Azję Centralną i Chiny. Gosię i Tomka było mi dane poznać trzy lata temu podczas powrotu znad Bajkału. Jeśli jesteście zainteresowani śledzeniem ich losów, to gorąco zapraszam na ich blogi: &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://pablas.geoblog.pl/podroz/6396/szlakiem-jedwabiu-i-herbaty-ku-miastu-bialych-nocy-jedziemy"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pawła&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i &lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" href="http://visionaire.geoblog.pl/podroz/5696/szlakiem-jedwabiu-i-herbaty-ku-miastu-bialych-nocy"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tomka&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sfg2euLavlI/AAAAAAAAIMo/woHkbLlGX7o/s1600-h/100_1726.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Sfg2euLavlI/AAAAAAAAIMo/woHkbLlGX7o/s400/100_1726.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5330070060412878418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Paweł, Gosia, Tomek i Guza tuż przed odjazdem do Samarkandy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W poprzedni weekend obchodziliśmy prawosławną Wielkanoc – były walki na jajca – znaczy kto ma silniejszą skorupę :P były bliny, grzanki, słodycze, litewski &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;lazy cake&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;* no i dobra atmosfera :)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdWnsQCs1I/AAAAAAAAIMI/BKlRuNHgD4c/s1600-h/wielkanoc.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdWnsQCs1I/AAAAAAAAIMI/BKlRuNHgD4c/s400/wielkanoc.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329823923909604178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:85%;"  &gt;(Wg wskazówek zegarka od godz. 12: Profesor, Alina, Taewoo, ja, Roman, Anvar, Pasza, Ibrahim, Olya, Zilola, Eldor.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W zeszłym tygodniu byłem po raz pierwszy na balecie. Takim prawdziwym balecie… w teatrze znaczy się, wicie, rozumicie… Postanowiliśmy się wybrać z Guillaume’em na „&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Romeo i Julia&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;” Prokofiewa. Muzyka bardzo mi się podobała, natomiast sam taniec… no cóż jakoś do mnie ten środek wyrazu za bardzo nie przemawia. Mimo to nie żałuję i z chęcią wybiorę się jeszcze kiedyś na balet :) Taki prawdziwy balet… do teatru ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W ostatnią&lt;/span&gt;&lt;a style="font-family: arial;" onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdWagJLSwI/AAAAAAAAIMA/8XE4wlr8hDM/s1600-h/chorsu.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdWagJLSwI/AAAAAAAAIMA/8XE4wlr8hDM/s400/chorsu.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5329823697321282306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; niedzielę znalazłem troszkę czasu, by z polską ekipą wyrwać się na Czorsu – starą uzbecką dzielnicę z plątaniną wąskich uliczek i małych nierzadko glinianych domków poprzyklejanych jeden do drugiego.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;A wracając do tematu sesji egzaminacyjnej… Dziś miałem pierwszy egzamin z &lt;span style="font-style: italic;"&gt;I&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;nternational Business Policy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; – jakoś to poszło, ale daleki jestem od zadowolenia… Zobaczymy jaka będzie ocena. Z mojej perspektywy był to najtrudniejszy egzamin, ponieważ materia jest, jak dla mnie, mało konkretna :/ W przyszłym tygodniu &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;Managerial Accounting&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; i na kilka godzin przed odlotem &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:arial;" &gt;International Economy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:arial;font-size:85%;"  &gt;Dziękuję za szeroki odzew i wszystkie miłe słowa związane z artykułem o Zonie na Onecie :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;hr  width="150" style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;* (ang.) leniwe ciasto – bardzo proste i szybkie do przyrządzenia.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-5615168885578675008?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/5615168885578675008/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/ostatki.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5615168885578675008'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/5615168885578675008'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/ostatki.html' title='Ostatki'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SfdX5N452WI/AAAAAAAAIMg/VG7UYDDn_0A/s72-c/jolki.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-2860495967867101537</id><published>2009-04-18T22:52:00.004+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.252+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samarkanda'/><title type='text'>Samarkanda</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pomysł na wyjazd do Samarkandy padł nagle i spontanicznie na kilka godzin przed planowanym wyjazdem. Propozycję przedłożył Roman – doktorant z Czech, który też jest na wymianie w WIUT. Plan był następujący – wynająć samochód z kierowcą i ruszyć o świcie do Samarkandy, zwiedzić zabytki w przeciągu kilku godzin i jeszcze tego samego dnia wrócić do Taszkentu. W wycieczce towarzyszył nam Filip – Czech, który przyjechał do Uzbekistanu na turniej tenisa ziemnego. Zapomniałem wziąć ze sobą paszportu, co mogło ściągnąć na nas problemy na posterunkach milicyjnych, ale okazało się, że nasz kierowca to emerytowany policjant, którego po drodze wszyscy znali i puszczali bez najmniejszych prób kontroli.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samarkanda &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo92rYtBRI/AAAAAAAAIB4/e93bW37j1FU/s1600-h/100_1478.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo92rYtBRI/AAAAAAAAIB4/e93bW37j1FU/s400/100_1478.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326137518887601426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;to jedno z najstarszych zamieszkanych miast na Zi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;emi. Miasto było położone na trasie słynnego Szlaku Jedwabnego z Europy do Chin, co&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; przyczyniło się do jego gwałtownego rozwoju. W pierwszej połowie XIII w. padło ofiarą najazdów Czyngis Chana, ale już pod koniec wieku XIV stało się stolicą państwa Tamerlana, który sprowadził wielu artystów i nadał Samarkandzie nowy wygląd – pełen przepychu i bogactwa. Okres panowania Timurydów (potomków Timura, czyli Tamerlana), w szczególności jego wnuka Ulugbeka to czas największej świetności miasta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samarkanda pełna jest przepięknych zabytków: mauzoleów, meczetów i medres. Wszystkie one są poddawane ciągłym pracom renowacyjnym, które przywracają im dawną świetność. Budynki są bardzo bogato zdobione – głównie przy pomocą kompozycji mozaik i majolik.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pierwsze&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo92x7IExI/AAAAAAAAICA/18bXtYAiv7A/s1600-h/100_1515.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo92x7IExI/AAAAAAAAICA/18bXtYAiv7A/s400/100_1515.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326137520642593554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nasze kroki skierowaliśmy w stronę Registanu, czyli placu otoczonego z trzech stron przepięknymi medresami. Registan w języku perskim oznacza „miejsce pokryte piaskiem” i w dawnych czasach pełnił rolę placu targowego. Otaczające plac medresy są jeszcze od czasów radzieckich poddawane ciągłej renowacji. Z zewnątrz wyglądają bardzo pięknie. Wyobrażam sobie, jak muszą lśnić w promieniach zachodzącego lub wschodzącego słońca… Niestety tym razem nie było dane mi sprawdzić ze względu na czas naszego pobytu i pogodę, o której wspomnę dalej. Wewnątrz budynków nie wszystk&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;o jest odrestaurowane – na przykład cele na drugim piętrze (te na pierwszym zostały zamienione w sklepiki pamiątkarskie) czy minarety medresy Ulugbeka. Podczas zwiedzania podszedł do nas milicjant zaoferował oczywiście za odpowiednią gratyfikację pieniężną wejście na jeden z minaretów. Po twardych negocjajcach, w których mistrzem był Filip udało nam się wywalczyć nienajgorszą sumę i udaliśmy się po krętych schodach na szczyt minaretu, skąd roztaczał się przepiękny widok na miasto i jego zabytki. W medresie Szir Dar odwiedziliśmy mały sklepik afgańskiej rodziny, która zajmuje się tradycyjnym tkaniem dywanów.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/n3vODCiMyR0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/n3vODCiMyR0&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnie udaliśmy się w stronę meczetu i mauzoleum Bibi-Chanum, których jednak nie zwiedzaliśmy wewnątrz, ze względu na brak czasu. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo926cRY-I/AAAAAAAAICI/_xoSUSqblUQ/s1600-h/100_1595.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo926cRY-I/AAAAAAAAICI/_xoSUSqblUQ/s400/100_1595.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326137522929099746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przemieściliśmy się w stronę mauzoleum Gur-i Mir, w którym pochowane są między innymi&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; szczątki Timura i Ulugbeka. Sam budynek jest bardzo malowniczy – przykryty piękną błękitną kopułą. Z grobowcem Timura związana jest ciekawa legenda. Został on otwarty 21 czerwca 1941 przez grupę sowieckich archeologów a na grobowcu miała widnieć inskrypcja głosząca: „ktokolwiek otworzy ten grobowiec zostanie pokonany przez wroga bardziej przerażającego niż ja”. Co się wydarzyło 22 czerwca 1941 chyba przypominać nie trzeba ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Następnym celem naszej wycieczki był kompleks grobowców-mauzoleów Szah-i Zinda. Również niesamowicie malownicze miejsce, z przepięknym wyłożonym mozaiką i majoliką „korytarzem” utworzonym przez wybudowane w dwóch rzędach mauzolea.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Ostatnim punktem „programu” było obserwatorium Ulugbeka, które jednak zwiedzaliśmy wyłącznie z zewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Podsumowując, Samarkanda ma w sobie coś niesamowitego – na niewielkiej przestrzeni rozłożone są przepiękne budynki, pełne kolorów i blasku. Wydaje mi się, że jest to wymarzone miejsce dla fotografa, szczególnie przy nisko wiszącym słońcu. Niestety, nam przez cały pobyt towarzyszył deszcz i chłód… Przy każdym zdjęciu trzeba było chronić drugą ręką aparat przed wodą :/ Gdybym miał jednak porównać Samarkandę z Chiwą, to ta druga wygrywa… Ma po prostu mniej komercyjną i turystyczną atmosferę, czego nie można powiedzieć o Samarkandzie, gdzie człowiek co chwilę wpada na wycieczkę Włochów, Francuzów czy Japończyków. Mimo że jest to dopiero połowa kwietnia…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-2860495967867101537?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/2860495967867101537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/samarkanda.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2860495967867101537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/2860495967867101537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/samarkanda.html' title='Samarkanda'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo92rYtBRI/AAAAAAAAIB4/e93bW37j1FU/s72-c/100_1478.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-4450069001184553278</id><published>2009-04-18T22:19:00.005+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.253+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Taszkent'/><title type='text'>Zaległości</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Trochę bieda na blogu nastała, zastój jakowyś… Ano, człek sobie uświadamia, że mu mało czasu zostaje do powrotu do domu i stara się wykorzystać czas jak najlepiej, spędzając go z poznanymi ludźmi i poznając nowych. I tak praktycznie schodzi każdy wieczór i pół (a czasem i cała) nocy. W ciągu dnia natomiast: studencka proza, czyli nauka…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;No&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6DNb5H4I/AAAAAAAAIBY/c2nu6hnHqnY/s1600-h/DSCN3830.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 299px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6DNb5H4I/AAAAAAAAIBY/c2nu6hnHqnY/s400/DSCN3830.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326133336139702146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; nie mniej jednak postaram się coś wycisnąć z mego życia, co potencjalnie może być atrakcyjne dla Was :P Przecież nie będę się rozpisywał, że w niedzielę to w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Niagarze&lt;/span&gt; wypiłem pół litra na &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;piwnym podkładzie a przedwczoraj w &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Elvisie&lt;/span&gt; tylko dwa piwka :P&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Generalnie czas spędzam w gronie ludzi z akademika, bardzo fajna wiara! Zacząłem żałować, że nigdy w Polsce nie mieszkałem w akademiku – myślę nawet, że moje życie wyglądałoby dziś inaczej. Aczkolwiek moja fascynacja akademikiem, muszę przyznać, może wynikać też z tego, że naszego, tj. taszkenckiego, akademika nie można porównać do polskiego hardcore’owego domu studenckiego z wiecznymi imprezami i pijactwem, no i całą tą &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Sodomą i Gomorą&lt;/span&gt;, która idzie za tym :P. Tutaj na imprezy wychodzi się na miasto, natomiast w akademiku co najwyżej odbywa się śpiewo-gitaro-granie i to tylko przy piwku! Więc jeśli ktoś szuka spokoju, to znajdzie go bez problemu…&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6CxF_L7I/AAAAAAAAIBI/3XBOubquA-w/s1600-h/100_1455.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6CxF_L7I/AAAAAAAAIBI/3XBOubquA-w/s400/100_1455.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326133328531632050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Pogoda za oknem doprowadza mnie do wściekłości, bo po krótkiej słonecznej wiośnie, nastała wiosna zimna i deszczowa… Zimno jest jak cholera, aż człowiek nocą marznie – bo niestety okna są szczelne inaczej a kaloryfery już nie grzeją.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Przedłożyłem wszystkie &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coursework’i&lt;/span&gt; oraz projekt i obecnie zaczynam powoli zabierać się za przygotowania do egzaminów w liczbie trzech. Sesja rozłożyła się nie najgorzej – mam po 6 dni odstępu między egzamami, aczkolwiek data ostatniego z nich jest beznadziejna. Jest to bowiem 11 maja po południu, czyli de facto około 10 godzin przed moim odlotem do Rygi :/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6DLIRY6I/AAAAAAAAIBQ/W8LAYW61H8w/s1600-h/100_1461.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6DLIRY6I/AAAAAAAAIBQ/W8LAYW61H8w/s400/100_1461.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5326133335520535458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Chyba &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;się wyrobiłem w dostrzeganiu wypadków i stłuczek samochodowych, bo nie ma tygodnia, żebym się na jakiś nie natknął. Najlepsze jest, jak po wyjściu z samochodu kierowcy drapią się w głowę i zastanawiają: „Ojojoj… Jak mogło do tego dojść?” – co wziąwszy pod uwagę miejscowy styl jazdy wcale nie jest dziwne :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Olga i Martyna dostały przedłużenie wizy uzbeckiej, a więc polska kolonia w Taszkencie pozostaje nadal mocna :P Dodatkowo razem wracamy do Polski 12 maja i będzie kompania do zwiedzania Rygi!! :) Dołączy do nas jeszcze Guillaume (znany Wam być może z komentarzy do poprzedniego posta) – Francuz mieszkający w Krakowie, który przybył do Taszkentu w celach naukowych :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/QjY-UrRBeV4&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/QjY-UrRBeV4&amp;amp;hl=pl&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z polskich akcentów: przyuważyłem dwa TIR-y na polskich blachach!! Jednocześnie jest to samochód nr 2 i 3 na blachach UE, który widziałem w Taszkencie. Aaaa, no i w łazienkach króluje Merida ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;W tym tygodniu wybrałem się do Samarkandy, ale ten fragment wyłączę do kolejnego wątku :) co by podbić licznik postów… ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-4450069001184553278?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/4450069001184553278/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/zalegosci.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4450069001184553278'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/4450069001184553278'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/zalegosci.html' title='Zaległości'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Seo6DNb5H4I/AAAAAAAAIBY/c2nu6hnHqnY/s72-c/DSCN3830.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-1844339094643543182</id><published>2009-04-12T12:41:00.003+02:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.255+02:00</updated><title type='text'>[*]</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Piotr Morawski (27.XII.1976 - 8.IV.2009)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SeHHTbtluNI/AAAAAAAAIBA/0mujaa-F-SU/s1600-h/s.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 337px; height: 400px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SeHHTbtluNI/AAAAAAAAIBA/0mujaa-F-SU/s400/s.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5323755371199051986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7430601624985385236-1844339094643543182?l=taszkentczyk.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/feeds/1844339094643543182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/blog-post.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/1844339094643543182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7430601624985385236/posts/default/1844339094643543182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://taszkentczyk.blogspot.com/2009/04/blog-post.html' title='[*]'/><author><name>jablona</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12206515772755324671</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://bp1.blogger.com/_qWlyeJgTo5s/R9_3USYnWBI/AAAAAAAAAAM/c6ZOqhEVuHI/S220/IMG_1160.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/SeHHTbtluNI/AAAAAAAAIBA/0mujaa-F-SU/s72-c/s.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7430601624985385236.post-6181031127812799716</id><published>2009-03-27T12:17:00.011+01:00</published><updated>2009-08-01T10:12:24.254+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='on the road'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Termez'/><title type='text'>Termez</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;&lt;br /&gt;Do Termezu wybrałem się na zaproszenie Alishera dwa dni po powrocie z Chiwy. Owe dwa dni spędziłem pracując zawzięcie nad &lt;span style="font-style: italic;"&gt;coursework’iem&lt;/span&gt; z ekonomii. Termez, najdalej wysunięte na południe miasto Uzbekist&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;anu, zawsze budził we mnie jakiś dreszczyk emocji – przygraniczne miasto, wielka baza sowieckich wojsk podczas wojny w Afganistanie, punkt, przez który przechodziło większość środków rzucanych do Afganu, no i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;last but not least&lt;/span&gt;, słynny graniczny Most Przyjaźni między Afganistanem a Uzbekistanem – symbol radzieckiej interwencji i porażki w Afganistanie. Słynny, choćby dzięki tej fotografii:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Scy6zbD2OHI/AAAAAAAAH1E/dPST8ur_VyQ/s1600-h/AF8937BA-957B-41D3-9F9B-90297220E0D1_mw800_mh600.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 400px; height: 276px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Scy6zbD2OHI/AAAAAAAAH1E/dPST8ur_VyQ/s400/AF8937BA-957B-41D3-9F9B-90297220E0D1_mw800_mh600.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317830652617701490" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Do Termezu z Taszkentu można dostać się autobusem (13 godzinna podróż), pociągiem (trzeba mieć wizę turkmeńską, bo linia kolejowa przechodzi przez terytorium Turkmenistanu, choć obecnie budowana jest wewnętrzna nitka) lub samolotem. Wybrałem opcję lotniczą ze względu na oszczędność czasu oraz chęć przeżycia przygody – przelotu radziecką 20-letnią maszyną :) Cena biletu również nie była odstraszająca – 40USD.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Samolot mój wylatywał o godzinie 13:15. Ze względu na pracę nad CW spać poszedłem między 6 a 7 rano. Przespałem się do godziny 11:30. Zjadłem szybkie śniadanie, spakowałem plecak i ruszyłem na lotnisko. Z szerokim bananem na gębie wkroczyłem do hali odlotów tylko po to, by zdać sobie sprawę z tego, że bilet zostawiłem w pokoju w akademiku. Banan zamienił się w figę i to z makiem. Jednocześnie krew nagła mnie zalała i pioruny siarczyste, łogniste, łułułu… Zostało 40 min. do zakończenia odprawy. Kto nie ma w głowie, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;ten ma w no&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;gach i… w portfelu. Wyleciałem jak z procy, złapałem taksę: „Elektroaparat, bystra!” i pognaliśmy do akadamca. Na szczęście nie jest on położony daleko od lotniska, więc po 20 minutach, już z nie tak szerokim bananem, ponownie wkroczyłem na teren aeroportu. Zgodnie z rozkładem miałem lecieć &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ilyushin_Il-114"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Iłem-114&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, nienajgorsza maszyna, choć na 15+3 prototypy wyprodukowane &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;dotychczas, dwa samoloty… jak by to powiedzieć… &lt;a href="http://aviation-safety.net/database/dblist.php?field=typecode&amp;amp;var=317%&amp;amp;cat=%1&amp;amp;sorteer=datekey&amp;amp;page=1"&gt;nie dały rady&lt;/a&gt; :P Jednak na płycie lotniska autobus podjechał pod &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/An-24"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;An’a-24&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;, który nie budził mojego zaufania, tym bardziej, że lista wypadków &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;i katastrof, w której &lt;span style="font-style: italic;"&gt;An-24&lt;/span&gt; odgrywał pierwszoplanowe role &lt;a href="http://aviation-safety.net/database/dblist.php?field=typecode&amp;amp;var=044%&amp;amp;cat=%1&amp;amp;sorteer=datekey&amp;amp;page=1"&gt;jest dość długa&lt;/a&gt;. Wszystko jednak zakończyło się dobrze – troszkę jedynie trzęsło i głośno było na maksa. Widoki – niesamowite: nagie skaliste góry koloru żółtego i &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;czerwonego, w wyższych partiach pokryte śniegiem! Piękno w najczystszej postaci! No i zobaczyłem Most Przyjaźni!! Próbowałem wypatrzyć lotnicza bazę Luftwaffe, która znajduje się w Termezie, niestety chyba siedziałem nie z tej strony samolotu :/&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt;Z&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Scy4_SEokXI/AAAAAAAAHz4/4gjPnLN-CMU/s1600-h/100_1270.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_qWlyeJgTo5s/Scy4_SEokXI/AAAAAAAAHz4/4gjPnLN-CMU/s400/100_1270.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5317828657340256626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-family:arial;"&gt; lotniska odebrał mnie Alisher – jak każdy obcok
